Posts Tagged ‘słowa’

Sum na Pożegnanie Października

31 października 2013

catfish sumSensacja! Tajemnica zgubionych w bełkocie wielu języków Wieży Babel rozwiązana! Moją hipotezę znalazłem na webie, gdzie każde słowo w jakimkolwiek języku jest kolażem słów z innych języków. Takie proste zdanie, jak np  „kobiety wolą łysych mężczyzn”, trzeba przetłumaczyć na inne języki, zatrudnić trzecie oko jasnowidza i poukładać z nich zręczny kolaż znaczeń, domysłów, starożytnych legend i prasłów. Te cztery słowa i 25 znaków/liter zawierają w sobie bogactwo utajonych znaczeń. Czasem wystarczy nawet jedno słowo, które ma w sobie wiele znaczeń. Taki np sum, to dla nas głównie wąsata ryba. W sumie są plusy i dodatnie cechy, ale wędkarze powiedzą, że to jest ryba bez sumienia, nawet jeśli naśladują ją do dziś mężczyźni z sumiastymi wąsami a la sum. Ego sum to albo milcząca deklaracja ryby, że jest, albo moje ego uważa się za rybę z szerokim otworem gębowym. W łacinie to znaczy tylko „ja jestem”. Norwedzy mają dwa znaczenia dla słowa” sum”: szum  albo „pływanie”. Gdy urządzam ucztę to zwykle proszę suma aby pokrył koszt własnym sumptem, gdy podsumuje wydatki i sumiennie zapłaci. Robi to dlatego, że sum <>mus, a mus to przymus dla takich jak sum prymusów

Reklamy

Ferdydurke Zgubiony w Obłokach Zmian

8 września 2013

chmury.7-9-2013 003Jestem zagubiony na bezsłownych ugorach. Zostało mi tylko patrzenie na błękit nieba, gdzie wiatr popędza białe obłoki jak stado owiec, które bezustannie zmieniają swój kształt. Szukam takich powiewów w życiu, które potrafiłyby przynieść mi jakieś zmiany, zanim dmuchnie ten halniak z Tatr, który poniesie mnie w inne wymiary rzeczywistości. Czekam na niego, jak samotny podróżnik na peronie, któremu ktoś ukradł rozkład jazdy. Nie wiem kiedy mój pociąg zatrzyma się na tej bezimiennej stacji. Semafory milczą uśpione w bezruchu. Niewidoczny zawiadowca zawodzi w poczekalni żałobne treny o tych pasażerach, którzy już odjechali w niebyt. Nie ma właściwie takiego słowa.. Nicość jest niewyobrażalna, bo jeżeli istnieje, to jest i ma byt. Niestety, by rozwiązać zagadkę bytu, trzeba by-ło-by uwolnić mózg od pojęć materiałnych, takich jak ten byk, z którego widocznie spadłem, pisząc o nicości. Nie mam odwagi do durnego zagłąbania się w znaczenia zera, bo to jest rzekomo nieistniejąca liczba, a jeśli nie istnieje, to po kiego diabła mam się nią kłapotać? Chyba, że znowu wygram na loterii 25 funtów , ale tym razem w orszaku licznych zer. Mówiąc o zerach, zerknąłem dziś na Ferdydurke, przedwojenną książkę Witolda Gombrowicza. Jej bohater,Józio, ma 30 lat i tutaj kryje się jedyny zresztą”finnegański”  klucz do dziwnego tytułu tego przedwojennie awangardowego dzieła. Ferdy to slangowa wymowa angielskiego „thirty=30”, dur to także wypaczone angielskie „door =drzwi, a ke to ang. „key=klucz” wymawiane „ki”. Możliwe, że dla pokolenia Gombrowicza (ur.1904) to było przełomowe arcydzieło utalentowanego pisarza, który odważnie wyzwał na pojedynek kulturowe „tabu” polszczyzny, infantylne słownictwo, chorobliwy patriotyzm i beznadziejne zwyczaje. Najlepiej udała mu się końcowa scena, gdzie „panicz” przekonuje analfabetę-parobka, aby dał mu w pysk i złamał raz na zawsze tabu „pan-chłop”. Takie proroctwo nadejścia PRLu było genialne, mimo że Józio wcielił się w Józefa Stalina. Chamstwo wciąż bije Polaków po mordzie i tego chwastu obyczajowego – w XXI wieku – żaden Ferdydurke nie potrafi wyplenić.

Słowa Przebierańce i Makijaż Motyli

4 lipca 2013

krasopani heraJak bronić się przed napastnikami? Zwierzaki mają wiele sposobów. My też. Bezbronne motyle siedzą przed lustrem w schowku poczwarkowym i malują skrzydełka na kolory śmierdzących ciem. Biedronki mają siedem ostrzegawczych kropek, śmierdziele biały pas na grzbiecie, jeże szpikują się ostrymi igłami, pszczoły i osy mają żądła. Są nawet takie owady, które wydają ultradźwięki, aby ostrzegać nietoperze, że mają okropny smak. Kameleon to mistrz artystycznego makijażu, bo zmienia kolor tak, aby stać się niewidocznym w każdym otoczeniu. Psy szczekają, wilki wyją, gazele zmiatają ile sił w cienkich nogach. Kamuflaż obronny liczy głównie na dobrą pamięć napastnika. Ptak zapamięta niesmak i zgagę, gdy połknął trującego owada i będzie kierował się wzrokowo. Człowiek, istota obdarzona zwierzęcym instynktem samoobrony, także wykombinował w ciągu tysiącleci, wiele sposobów na udawanie niejadalnego lub groźnego zwierza. Naukowcy wyliczają dwunożność co mogło przerażać lub onieśmielać czworonogów, wysokość (teraz wiecie, dlaczego kobiety chodzą na szpilkach?), długie włosy, chóralne śpiewy (naśladowanie wyjącej watahy wilków) i ubranie. Dziś, tzw aposemantyzm czyli mylne znaczenie wyglądu, z pewnością istnieje w modzie i kolorach ubioru oraz w grymasach i słowach. Polityczna poprawność, dar Amerykanów, to nic innego jak aposemantyzm. Cyganie na prawdę przestali nagle cyganić, odkąd stali się Romami?. Nie wspomnę o Inuitach w śniegochatach i osobach o innym nastawieniu do intymnych kontaktów genderowych, bo nie lubię słów przebierańców. Bardzo chciałbym jednak widzieć twarze ludzkie z bogatym tatuażem motylich barw, bo wtedy byłoby mi łatwiej rozróżniać między paziem królowej, niedźwiedziówką i krasopanią hera.(na zdjęciu). Kobiety mają, oczywiście, więcej makijażowej swobody z tatuowaniem oblicza,  ale nikt nie zabroni mi nosić motylka w kropki i udawać biedronkę.:-)

W Poszukiwaniu Straconych Znaczeń

1 lipca 2013

lichenSłowa gubią swe znaczenia w szemrzących falach potoku czasu. „Gub-fałda” zgubił dawne znaczenie „zwijania się w kłębek” aż do niewidzialności. Tylko przegub nie zgubił się w częstym stulaniu się. Szmer i szemranie też wędrowały w polu znaczeń i nawet znalazły przytułek w dziwacznym poroście grzybowym, który zwany jest szemrzykiem. W tej licznej rodzinie pionierskich grzybków są takie cuda jak chrobotek reniferowy, trzęsidło i laszek. Szemrzyk powodał szmery w głowie, o których ostrzegal Wacław Potocki „daleko szmer z lichym mijaj opichem”, a opich to albo pczelnik albo włóczęga (łac. apis-pszczoła). Potok jest zwykle bardzo potoczny, zanim wpłynie do zatoki, pluskając tam, gdzie głuszce tokują, a tokarz pije patokę – zaginione znaczenie dla miodu albo piwa. Toczek to kapelusz, a toczenicą nazywano kiedyś czepiec, noszony przez pannę młodą w czasie oczepin. Plusk był bardzo płodny w znaczenia takie jak plucha, pluskwa i staropolski plask-policzek, który można plasnąć.  

Do tego poszukiwania dawno straconych lub przekształconych  znaczeń skusił mnie tytuł popularnej w zeszłym wieku  bardzo grubej księgi (4,000 słów) pod zbiorowym tytułem „W poszukiwaniu straconego czasu”. Autorem tej niby-autobiografii był astmatyczny, bogaty Francuz, Marcel Proust, uważany przez znawców literatury za czołowego pisarza wczesnych lat XX wieku. Jako młody chłopak zdolałem przeczytać dwa tomy w przekładzie Boya-Żeleńskiego, ale wątpię czy miałbym dziś ochotę na przeczytanie pozostałych pięciu tomów. Każdy pisarz pisze dla ludzi swoich czasów, ale nie zawsze udaje mu się zdobyć ich umysły i serca i poparcie krytyków literackich. Zmierzch popularności jest losem wielu pisarzy. Inni mogą cieszyć się pośmiertnym uznaniem i renesansem ich twórczości, chociaż w obecnej gorączce masowego pisania (i grafomanii) to zakrawałoby na cud. Proust rzekomo wymagał, aby czytelnik „stał się współtwórcą dzieła w procesie lektury, a nie tylko jego biernym odbiorcą.” (wikipedia).No, właśnie – ten wpis to współtworzenie z tytułem jego dzieła. Za oknem Uroczyska ciemna noc wchłonęła zmierzch aż do jutrzejszego wrzaskliwego brzasku. Dbrnc.

Grymasy Twarzy dla Wprawy i Wlewy – 1

21 czerwca 2013

La Gioconda1 Nie stwarzaj potwarzy w pyskówkach o facjacie, bo to nie licuje z Maryją  i może wytwarzyć groźną buzię z błyskotliwym opiorunkiem.

Glossy: Twarz pojawia się jak duch w licznych słowach. Czasem trzeba twarzyć celowe literówki, anagramy i finneganki aby się ukazała. Twarz utwierdza mnie w przekonaniu, że jest moją twierdzą,w której stwarzam dowolne wariacje liter. Gdy padam na twarz, przywracam jej najdawniejsze znaczenie pełzających tworów i potworów. Patrząc w lustro, widzę mój jedyny utwór czyli ludzką „ozdobę”.  Radiomaryja to ryzyko.

2 W telewizji liczą się dziś głównie liczby tancerzy oblicza z planety Tlelax.

Glossy: Frank Herbert (1920-1986), autor klasycznego cyklu sc-fi, „Kronika Diun” przewidział mnożenie się w telewizji tworów Tlelaxianów, odludków dalekiej planety, którzy wyhodowali sobie Tancerzy Oblicza zdolnych do małpowania innych i kopiowania ich psychiki, tak dokładnie, że mało kto mógł ich zdemaskować. Celebryci telewizyjni naśladują innyh celebrytów dla infantylnej uciechy telewidzów. Herbert był moim rówieśnikiem. Zmarł po komplikacjach operacji na raka trzustki. Oblicze, policzek, od lice, ale lik, liczyć zmienił znaczenie na rachunkowość i liczby. Liczydło znaczyło kiedyś „szminkę”,

3. Góral zapalił watrę na hali i zadymił powietrze. Stoję twarzą w twarz z halnym wiatrem z Tatr.

Glossy: Tatry to węgierska nazwa dla gór. W mitologii wedyjskiej ogień był darem Atharvana, w języku awesty– atar=ogień. Watra  rzekomo przywędrowała do nas z wołoskimi pastuchami. W dolinanch palimy w jesieni ogniska polne. Nie wiem czy ogniska w noc Kupały mają własną nazwę. Zwrot „twarzą w twarz” sugeruje konfrontację i niebezpieczeństwo. Silny tatrzański wiatr halny duje głównie na Podhalu. Powoduje bezsenność i bóle głowy.

Ta Mężczyzna Boi się Powrotu Amażonek

12 czerwca 2013

Amazon b. jpgPod definicją mizogynii znalazłem ciekawe wyjaśnienie: „ że mizoginia w ujęciu socjologicznym zaczęła rozpowszechniać się po upadku społeczeństw matriarchalnych. W wielu przypadkach jej podłożem może być ukryty lęk, np. lęk mężczyzny przed funkcją rozrodczą kobiety,  kompleks niższości, lęk przed zemstą kobiety.” Ten strach objawia się w słowach, takich jak „mężczyzna” z żeńską końcówką „a”, co jest kamuflażem obronnym przed kobietami. „Ja i ty jesteśmy gramatycznie równi sobie, ale ja zasługuję na wyższe wynagrodzenie.” Polityk też chowa się przed wyborcami odmiennej płci, paradując jako „mąż stanu”. Kobiety kojarzą wtedy takiego spryciarza z panem domu, opiekunem i kochającym mężem. Dlaczeg kobieta- polityk nie nosi tytułu „żona stanu”?  Lęk mężczyzn przed funkcją rozrodczą kobiety może mieć swoje głęboko ukryte źródło w pamięci tego, co Amazonki potrafiły wyprawiać z nami podczas matriatchatu. Wzorce wszelkich możliwych rytuałów godowych są dziś zakodowane w zachowaniu roślin i zwierząt. Ślubne czułości modliszki kończą się często pożarciem oblubieńca, w  myśl starej zasady „nie marnuj tego, co da się zjeść”. Niebotyczne gody królowej pszczół kończą się głodzeniem i wyrzucaniem z ula nieszczęsnych trutni-zalotników. Czy podobnie zachowywały się „żelazne damy” (a la pani Thatcher) matriarchatu? Legendy o plemieniu  sarmackich Amazonek, wojowniczych kobiet, które traktowały mężczyzn jako zło konieczne (raz na rok w celu produkcji córek; synów wyrzucały poza obręb szczepowy). Nie wykluczam, że przed ludzkością jest jeszcze jedna, dotąd chyba nie próbowana poprawka ewolucyjna: Zapylanie żeńskich słupków przez męskie szyjkonitki (pręciki) z niezbędną pomocą pszczół lub innych owadów. Kompleks niższosci? Głównie w osobistym zetknięciu z kobietami dużo wyższymi ode mnie. Nie wiem czy kobiety są mściwe, ale wolę nie sprawdzać. Ubawiło mnie znalezisko w starej powieści Elizy Orzeszkowej „Marta” (1876), gdzie wczesna feministka wyśmiała narodowe tabu Polaków, wieszcza Adama, zmieniając jego mizogeniczny wiersz „kobieto! puchu marny” na „mężczyzno! puchu marny! ty wietrzna istoto!” Bywa i tak, że ja też czuję się bardzo puchowato i wietrznie w tej „letniej” pogodzie angielskiej.

Słowa i Przywiduny Pod Mikroskopem – 6

5 czerwca 2013

Bazgroła EukaliptusowaJ

Jbazgrolaest wiele krętych ścieżek, na których sekret wszechświata zostawia swoje ślady. W poprzednim wpisie powędrowałem po kilku z nich, gdzie perfumiaste frezje zostawiły swe feromony. Z  ciekawości zajrzałem także na ścieżynę ich nazwy, która pochodzi od nazwiska niemieckiego doktora i amatora-botanika, Friedricha Henryka Teodora Friesa, który był uczniem i przyjacielem duńskiego aptekarza i badacza flory Przylądka Dobrej Nadziei, Christiana Frederica Ecklona (1795-1868). Na tym tropie znalazłem australijską kocankę włochatą, roślinę z rodziny astrowatych (Helichrysum). Nazwa z greckich słów „helisso-obrócić dokoła” i „chrysos-złoto) i tutaj też jest z pewnością eucaliptusbazgrścieżka nowych znaczeń.  Jej australijskie odmiany przyciągają ćmy, których larwy ryją w liściach i gładkich korach drzew desenie, do złudzenia wyglądające jak hieroglify w nieznanym języku. Polskiej nazwy nie znalazłem na webie, ale angielski Scribbly Gum Moth przerobilem na ćmę bazgrołę eukaliptusów. Kolega po fachu, mógłbym powiedzieć, który pisze jakieś fascynujące blogi w Australii, a także w Płd Afryce i innych ciepłych krajach. Inną nazwą dla tych „nagminnych pisarzy” jest owady minujące czyli „wygryzające w tkankach roślinnych wolne przestrzenie (tzw. miny). Są tu inne ścieżyny słownych połączeń, ale to chyba wystarczy na jeden dzień.

Słowa i Przywiduny Pod Mikroskopem – 1

3 czerwca 2013

glabik

Nazewnictwo naukowe-botanika

Polskie naukowe nazewnictwo to sezam mikrokroskopowych znalezisk. Nie mam pojęcia, dlaczego nie wprowadzamy ich do codziennej mowy, aby ją trochę urozmaicić, dodać dreszczyka nieoczekiwanych reakcji u czytelników, zdumienia na widok i dźwięk nowych znaczeń. W tej serii wpisów będę zastanawiał się nad takimi słowami, które są w każdej prawie dziedzinie nauki. Tłustosz alpejski (Pinguicula) to roślina z rodziny pływaczowatych (Lentibulariaceae ), a po czesku bublinatkovite (bubliczki, bułki od których się tyje)) Niezłe wzbogacenie naszego tłuściocha i grubasa, bo można tym słowem określić mięsożernego górala, albo grubasa, który chce schudnąć pływając w basenie, bo obżerał się bubliczkami. Botaniczny głąbik nie jest synem ojca-głąba ani małą kapustką, tylko bezlistną łodygą, wyrastającą z kłączy albo szyjki korzeniowej. Łodyga to też dziwne słowo, bo synonim „pęd” nigdzie nie pędzi. Do pędzenia są moje bezlistne nogi wyrastające z kadłuba. Francuzi tyż mają łodygę – tige, słowo znaczące także „cholewę”, w którą wkładają swoje nogi-łodygi. Zwierzęce łodygi to pęciny, ale tylko u takich biegaczy jak konie. Łodygi roślin nie mają popędu do biegania, ale potrafią kołysać się w podmuchach wiatru. Angielski „stem” może znaczyć „nóżkę kieliszka albo żarówki, cybuch fajki , obok pnia, trzonu i badyla, a jako czasownik tamować, wynikać z czegoś itd  Dla Czechów łodyga to tyczka, albo żerdź (konar, gałąź),  jak i pręt bambusowy do niebotycznego skakania, gdzie nogi-łodygi w pędzie odgrywają główną rolę. Kręci mi się we łbie, bo każde nowo słowo otwiera inną ścieżynę, a ich jest mnóstwo pod mikroskopem przywidunów. Te wpisy są tylko dla osób z mocną głową do picia takich kordiałów.

Niezliczone sny bez przebudzeń

26 Maj 2013

kapcieObudziłeś się nie ze snu, ale do poprzedniego snu, a ten sen jest w innym śnie, i tak dalej, do nieskończoności, jak liczba ziaren piasku. Ścieżka, którą kroczysz nie ma końca i umrzesz zanim się na prawdę obudziszJorge Luis Borges

Słowa są  także rodzajem snów, z których nie umiem się obudzić, zwłaszcza gdy oczy ślizgają się po webie- internetowej górze lotnych piasków. Na przykład  w runie Puszczy Piskiej są właśnie takie sny w snach – nazwy roślin: „złotogłów wielosił błękitny rosiczka okrągłolistna-wawrzynek wilczełyko miodunka żubrówka i obuwik…w morenach dennych jeziora rynnowe: Sorkwity Mrągowo Użranki Maradki Kosewo Zełwągi i Mikołajki, a w sieci hydrograficznej: Śniardwy Tałty Mokre Łuknajno i Pogubie Wielkie. No, właśnie – wielkie dla mnie pogubie w sennym  nazewnictwie tej mazurskiej Puszczy. Te słowa budzą się do życia w innych słowach i tak w nieskończoność, ale co się z nimi stanie, gdy ja się obudzę w innych wymiarach? „Na początku było Słowo…”, więc może wtedy będę mówił językiem Wieży Babel, tym który rozpadł się na piasek liter, połączonych w setki tysięcy znaczeń w tysiącach języków Ziemi? Obuwik w kilku innych językach to Cypripedium calceolus Střevíčník pantoflíček Črievičník papučkový Lady slippers orchid Gospina papučica Europski črijenk  sabot de la Vierge Dzeltenā dzegužkurpīte Plačialapė klumpaitė kapcie itd…w nieskończoność.

Płoche bruki i wilcze doły tłumacza

17 Maj 2013

lavender b 17 July 2012W młodzieńczej pamięci utkwiły mi wpadki językowe biednej pani Jadwigi Barykowej, mamusi Czarusia z „Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego. Jadąc powozem po wyboistej drodze, narzekała do woźnicy kilka razy: „oj, u was takie płoche bruki”, dopóki ten nie zatrzymał konia i wrzeszcząc, zrugał ją żeby przestała czepiać się jego spodni („briuki”) W innym epizodzie pani Jadwiga obraziła córkę gubernatora, podziwiając  różę na jej biuście: „ach, kakaja krasnaja roża” czyli „ach, jaki masz czerwony pysk”.
Dla tłumaczy takie wilcze doły czyhają na każdym kroku i w każdym języku. Wystarczy moment nieuwagi i włoskie „bagno per gli ospity” tłumacz przekazuje jako „bagno dla opilców” zamiast „kąpiel dla gości”. Albo „mai una risposta fredda” – Maj to riposta Fryderyka ( „nigdy to zimna reakcja”) i wreszcie „garbata brama” to nie jakiś dziwoląg architektoniczny, ale „delikatna tęsknota”. Angielski „no smoking” nie jest zakazem noszenia smokingów na oficjalne przyjęcie, ale palenie papierosów nie będzie mile widziane.Emigrant będzie daremnie szukał klozetu w angielskim hotelu, bo oni mają tylko toalety, a closet to schowek na ubrania w ścianie. Warto także odnotować w pamięci. że angielskie „preservatives” to „środki do konserwowania owoców itp”,, a nie „French letter” bez francuskich słów. PS.Lawenda pachnie na balkonie.

35. Ucieczka od drętwej mowy do znalezisk

10 Maj 2013

namiotnikArtykuły prof.hab.Antoniny Grybosiowej, dostępne na webie, są wspaniałą lekturą dla amatora-słowoluba. Dynamika zmian językowych o podłożu kulturowym u progu XXI wieku”   uprzytomniła mi nagle skąd bierze się moja pasja zbierania kuriozalnych nazw polskich owadów i roślin, przekręcania słów, ignorowania ortografii i zabawy w grasssłówka. Po prostu, usiłuję w ten sposób uniknąć na wszelkie sposoby paraliżujących skutków „drętwej mowy”, wulgaryzacji języka, bezmyślnej „amerykanizacji” polszczyzny, gdy „naśladownictwo staje się wartością, a nie dowodem słabego opanowania bogactwa języka ojczystego.” Polszczyzna jest niezwykle bogata i moje znaleziska, to właśnie rezultaty uporczywej pogoni za słowami/znaczeniami, które dziś leżą zapomniane na lotnych piaskach zmian, tonąc w burzliwych falach obcości i naszej medialnej tandety językowej. Może czuję podświadomą potrzebę stworzenia, poza strefą niechlujnej codzienności językowej, strefę „sacrum” – świątynię-uroczysko dla niezbrukanej polszczyzny, gdzie na ołtarzu leżą polskie zioła lecznicze: bluszczyk kurdybanek, cieciorka pstra, kocimiętka wielkokwiatowa obok miodunki ćmy, przytulii wonnej, skrytka polnego i wężymorda stepowego. Owady zachowują się z szacunkiem wobec tej ołtarzowej ofiary, nawet wojsiłka pospolita albo szczotecznica szarawka w towarzystwie jusznicy deszczowej siedzą cicho i modlą się tylko o dostęp do drzewnego jadła dla swoich żarłoków gąsienic,  takich jak larwy namiotnika czeremszaczka, które oplątuja czeremchy w zwoje jedwabiu, nie dla mody, ale w celu przepoczwarzenia.

Magia skojarzeń: dokładnie dwa lata temu (10 maja 2011) napisałem o kurdybanku w Uroczysku, przy okazji znalezienia go na moim balkonie. Pełzający chwast o niesamowitych właściwościach leczniczych. Król Jan Sobieski uszczknął szczepkę od znachorki spotkanej w lesie, posadził w ogrodzie i wziął ze sobą to zioło na odsiecz Wiednia, dając je swoim  rycerzom do picia jako ochronę przed zarazą. i na dodanie animuszu.Kurdybanek brzmi wulgarnie, ale nie jest bluszczem (inna rodzina), a jego etymologia jest okryta tajemnicą. Może przywędrował z Cordoby, albo od słowa  kurdwan, wygarbowana skóra kozła.

34. Słowa samożywne, epifity i fraktale

9 Maj 2013

pasikonikSłowa przyczepiają się do nas jak samożywne rośliny i porosty na korze pnia i gałęzi drzew. Słowa są także jak fraktale, bo litery powtarzają się w nich w każdym języku, tworząc podobne do siebie, ale różne wzory znaczeń. Każdy człowiek przyciąga do siebie inne zbiorowiska słów, bo one  poszukują harmonijnych wibracji, które pozwolą im żywić się specyficzną, ludzką energią. Chaotyczna próbka moich własnych epifitów, gdzie są liczne Opegrapha, pismaczki, „o wydłużonych, kreseczkowatych, czarnych owocnikach, przypominających arabskie pismo.

Kukułka, pasożyt lęgowy. Abstrakt i wspólnota. Plagiator jajek. Ma problemy z wróżeniem upływu czas. Akuku Kraina zabaw w Swarzędzu. Ancentus Akuku z Kenii brał ślub 130 razy, 83 rozwody, 300 dzieci, zmarł mając 94 lata. AQQ hostel w Krakowie. Zazula. Jan Michał Zazula, polski fizyk, autor tekstu piosenki stanu wojennego „Ostatnia szychta na KWK Piast”, zginął zmieciony przez lawinę na Mont Blanc. Gżegżółka i piegża, niegramatycznie. Malachit stepowy, murawa pomięta. Lecz inną pieśń jeszcze, o obcym narodzie, Do siodła przytroczył towarzysz w pochodzie i śpiewał, choć rodak, tutejszy jak ja; – Grenada, Grenada, Grenada maja! Tuwim tłumacz. Pławikonik ma torbę lęgową i czeka aż samica włoży do niej kilkaset ziaren ikry. Cheval de mer-izgleda kao šahovska figur. Szach mat!


%d blogerów lubi to: