Posts Tagged ‘ból’

Planeta Niebieski Pumeks

26 września 2012

Znalazłem we śnie nieznaną planetę, która nazywała się Niebieski Pumeks. Mój przewodnik pokazał mi ruchome schody, które prowadziły w głąb ziemi. Tam właśnie gnieździł się ten Niebieski Pumeks, wulkaniczna, skalista wioska planetarna. Celem mojej podróży była jedyna rzeka planety, w której mogłem utopić ból moich stawów. Wylądowałem na szczycie szaro-niebieskiej skały, gdzie stary człowiek z trzema uczniami pokazał mi z dumą wielki sześcian z kolorowych papierów ze skrzydłami i śmigłem z czterech ptasich piór. „To jest nasze leciadło”, powiedział i kazał dwóm chłopakom wejść do sześcianu. Cztery pióra zaczęły wirować hałaśliwie, leciadło uniosło się w powietrze i spadło u stóp góry. Starzec potrząsnął siwą głową ze smutkiem, gdy mu powiedziałem, że musi znaleźć większe pióra na śmigło. „Pterodaktyle mieszkają nad Rzeką Bólu,” powiedział. „Ale stamtąd nikt nie wraca.” „Gdzie jest ta Rzeka, bo ja chcę utopić w niej moje bóle?” Starzec poprowadził mnie na brzeg skały i wskazał na porowatą, niebieskawą drogę w dolinie. „Nikt nie wie, gdzie jest Rzeka, ale wielu z nas poszło po tej drodze i nikt nie wrócił.” W tej chwili pojawił się koło mnie mój przewodnik i ostrzegł mnie, że ruchome schody zmienią kierunek lada moment i muszę się spieszyć, jeśli chcę wrócić na ziemię. Powrotna podróż trwała krótko. Obudziłem się z mniejszym bólem, którego cząstki zostały widocznie na Pumeksie. PS. pumeks to wulkaniczna piana, porowata i bardzo lekka, używana od starożytnosci w zabiegach kosmetycznych do ścierania skóry. Ma wiele innych zastosowań.

Reklamy

Ból Popliteusa zamiast Buntu Łękotek

26 sierpnia 2012

Parę tygodni temu napadł mnie podstępny opryszek. Jechałem sobie spokojnie na ergo-rowerze i nagle poczułem jakby ktoś dźgnął mnie w coś pod prawym kolanem. „Przeholowałeś, Widunie,” odezwał się mój wewnętrzny głos, który zrzędzi od czasu do czasu. Zsiadłem z siodła Ergometra, i zapomniałem o tym epizodzie, bo nie czułem, że bolam. To był mój zwodniczy fantom. Kolano milczało, urażone moją kiepską polszczyzną. To ono bolało, nie ja. Po paru dniach, idąc ulicą, nagle kuśtyknąłem. Piesi patrzyli w niemym zdumieniu, nie wiedząc dlaczego i do kogo dygam, bo tak to wyglądało. Od tego czasu wpadłem w zawirowanie diagnoz, porad, maści i tabletek bólobójczych. Życzliwe osoby podrzucały mi nieznane źródła tego bólu. Nie wiedziałem, że tyle dziwnych słów pływa w moim stawie kolanowym: zbuntowane łękotki (pussy riots?), rzepki, kaletki, kłykcie, piszczele, torebki, więzadła i troczki. Będąc boleśnie udomowionym kaleką, poprosiłem o wizytę lekarską. Pani doktór obmacala moją rzepkę, uznała że mam nadszarpniętą gęsią stopkę ścięgnistą. To mi pasowało, bo piszę felietony pt „Gęsim piórem”, ale wbrew jej zaleceniom (dużo chodzenia, fizjoterapia), ból trwał. Wczoraj wezwałem inną lekarkę z weekendowego zespołu lekarzy  „Harmonia”. Młoda Hinduska miała cudownie lecznicze ręce, o czym wiedziało bolące kolano, wydając romantyczne piski podczas badań. Jej wyrok: „masz nadwyrężony popliteus” i widząc moje oczy stające w słup, dodała z uśmiechem: „hamstring” czyli sznurek szynki, a po polsku „mięsień podkolanowy”. Łatwa recepta: okłady torbą zielonego groszku z zamrażarki, bólobójczy ibuprofen i jak najmniej chodzenia. Dziś kolano uśmiechnęło się półgębkiem po raz pierwszy od trzech tygodni


%d blogerów lubi to: