Ukryte Cechy Języka dla Uciechy

by

herb lublinAżeby milszą stała się uciecha,
Za cóż jej nie dać wdzięków i okrasy?
Każdą rzecz jakaś znamionuje cecha:
Na to są szlify, oliwki, kutasy..”
F.D.Kniaźnin (1750-1807)

Jedną z wielu niezwykłych cech polszczyzny jest olbrzymia ilość słów, które są znane i używane tylko przez małą grupę ludzi, żyjących w ich zasięgu. Dzięki tej cesze, Polacy mają zapasowe złoża słów, które zadziwiają mnie swoimi możliwościami wzbogacania mojej wiedzy o własnym języku. Słowo „kąkolewnik” nie jest wyzwiskiem dla lewicowca, który podstępnie sieje kąkole w prawicowym zbożu, lecz jest używane tylko przez 8,000 osób, mieszkających w gminie Kąkolewnica w powiecie Radzyń Podlaski, woj, lubelskie. Na terenie gminy jest także smętne Uroczysko „Baran”, zwane lokalnie „Małym Katyniem”, bo żołnierze PRLu mordowali tam masowo członków Armi Krajowej.Uroczysko było na terenie działalności partyzantów „Zapory”, którego spotkałem osobiście podczas krótkiego pobytu w jego plutonie. Moja świadomość i podświadomość są, w mniejszym lub większym stopniu, pod wpływem energii znaczeniowej takich „osobistych” słów jak moje rodzinne miasto, ulica na której przyszedłem na świat, kolejne miejsca zamieszkiwania, nawet ten herbowy kozioł na krzaku winogron itp. Słowa „Lublin, Lubomelska” potrafią szybko wywołać strumień wspomnień, kształtować sny, prowadzić po ścieżkach licznych skojarzeń. Często zastanawiam się, czy moje trzecie imię, Marcin, powiodło mnie na ulicę, gdzie mieszkam od 60 lat, bo jej nazwa jest anagramem angielskiej wersji Marcina. Martin zastąpił Stefana w mojej karierze brytyjskiego dziennikarza, bo tubylcy ciągle irytowali mnie przekręcaniem mojego imienia na Steven. Czy litera L była moją gwiazdą przewodnią, która z Lublina powiodła mnie ewentualnie do Londynu? A może Londyn był magnesem dla ciemno-blondyna? Mózg jarzy się dziś meteorycznie, bo gdzieś tam za chmurami nad Hampstedem, deszcz Perseidów przecina niebo smugami płomieni.

Tagi: ,

Odpowiedzi: 4 to “Ukryte Cechy Języka dla Uciechy”

  1. signe Says:

    to jest jak sen robiący jawę z najmniejszych okruchów,
    Stefanie, wróciłam dopiero teraz, muszę zobaczyć, jakie zdjęcia mi wyszły:)

  2. stefan Says:

    signe, sny są wyczerpane co widać po tych marnych okruchach jawy
    Zdjęcia wyszły ładnie i kolorowo.:)

  3. Anonim Says:

    A tych spadajacych Persidow nie udalo mi sie tu zobaczyc.

    Z tego calego tekstu bardzo sie przerazilam atmosfera uroczyska Baran. Jakos mi sie okropnie zrobilo. To musieli byc bardzo mlodzi ludzie. Nie jestem odporna na takie sprawy. I nawet jesli chodzi o cos innego.
    Tak, to wszystko na nas wplywa.

  4. stefan Says:

    A. w dużym mieście, nawet bez chmur, to prawie niemożliwe, chyba że jest b.ciemna noc. Tak, to uroczysko Baran nie jest urokliwe, chyba tylko w jakimś koszmarnym znaczeniu. Odczułaś aurę strachu, która nawet po latach musi być bardzo silna. Takich miejsc jest, niestety, wiele na całej kuli ziemskiej. Pa.PS, mój drugi blog http://antrim91.wordpress.com/

Możliwość komentowania jest wyłączona.


%d bloggers like this: