Solenizant z Blaszanym Bębenkiem

by

Dziś pół-Kaszub Günter Grass z Gdańska świętuje swoje  85 urodziny.. To mój młodszy brat po piórze który, przez niefortunną pomyłkę, dostał Nobla zamiast mnie. Moja epokowa trylogia Lubelski Dobosz z Tarabanem  zaginęła w tajemniczy sposób, gdy wysłałem ją do Sztokholmu z prośbą o przyznanie mi Nobla literackiego. Wprawdzie w mojej dość długiej opowieści o małym chłopcu z Lublina, który miał ojca Francuza , matkę Polkę i dziadka Łotysza były pewne podobieństwa do jego trylogii o Oskarze, który przestał rosnąć jako wyraz buntu przeciwko swoim trzem narodowościom, ja pisałem moje epokowe dzieło, gdy  Günter dopiero uczył się stawiać pierwsze litery. Mój łotewski dziadek Ernest był w armii carskiej barabańszczykiem czyli doboszem i stąd wziąłem mój pomysł powieści o chłopcu, który uznal blaszany bębenek za niezły sposób komunikowania się z dorosłymi mieszkańcami językowej Wieży Babel. W późnym wieku dostałem dziwny prezent od znajomej Australijki – autentyczny bęben szamana. Mam go do dziś i gdy czuję się wyjątkowo niezrozumiany i samotny, wtedy gram głuche rytmy ponaddźwiękowe na tym magicznym instrumencie. PS.Günter założył 10 lat temu Fundację Daniela Chodowieckiego, polsko-niemieckiego grafika, który także urodził się 16 października 1726 w Gdańsku.

Tagi: , ,

Odpowiedzi: 14 to “Solenizant z Blaszanym Bębenkiem”

  1. signe Says:

    Stefanie, z takimi rewelacjami czekałeś na urodziny Guntera? nie masz ani najmniejszego śladu „Lubelskiego Dobosza z Tarabanem”?
    komitet noblowski schomikował:)
    łotewski dziadek barabańszczyk, szamański bęben aborygeński, jejku, pozdrowienia:)

  2. stefan Says:

    signe, cierpię na ponaddźwiękową ochotę na fantazjowanie na każdy temat. Bęben szamana jest 8-kątny co też ma swoje znaczenie. Dziś jest dzień Fibo, po nocnej ulewie świeci słońce. Paskudne sny, ale Dzień dobry:)

  3. TaKasia Says:

    Sztokholm schował Lubelskiego Dobosza, bo uznał, że po takim arcydziele już nikt nie da rady zasłużyć na Nobla, więc pisarze się zniechęcą, przestaną pisać, bo i po co skoro Lubelski Dobosz opowiada o wszystkim i to w sposób ponadczasowy. W ten sposób jeden Nobel doprowadziłby do wyginięcia literatów.
    A co do grania na bębnach to przypomniał mi się świetny film The Visitor z 2007 roku. Jak nie widziałeś Stefanie to obejrzyj, bo wart.

  4. stefan Says:

    Kasiu, za takie piękne fantazje o Lubelskim Doboszu należy Ci się coś w nagrodzie, może jakiś złoty deszcz (jeśli grasz na loterii) ze szwedzkiego nieba. Wierzę bez zastrzeżeń w Twoją logiczną wersję zaginięcia mojej Księgi i z bólem, dla dobra światowej literatury, muszę się poświęcić. Teraz będę śpiewał „słuchaj, Kasiu, ponoć nasi biją w tarabany…” na uczczenie tej rewelacji a ten film rekomendowany postaram sięoglądnąć. Uściski

  5. signe Says:

    to jest tak logiczne, co Kasia napisała, że naprawdę!!!
    no ale lubelskiego tarabańszczyka szkoda, chociaż co powiesz, to tym chyba jest,
    ja mówię dorbanoc, jak zwykle:)

  6. stefan Says:

    Masz rację, signe. Kasia jest blisko tych szafarzy Noblów, więc zna ich dziwactwa jak np pokojowa nagroda dla UE i Obamy i dla profesora w pidżamie którego zapomnieli powiadomic o Noblu😀
    dorbanoc po staremu:)

  7. signe Says:

    mi się podoba nagroda dla UE, gdyby ją też zapomnieli powiadomić, zupełnie nic by się nie stało, ani piżamy by świat nie widział, ani nie musiał sobie przypominać co to ten nobel jest,
    dzień dobry:)

  8. stefan Says:

    signe, zdaje mi się że w Polsce rozdają gdzieś male noble, ale nie wiem za co. Mógłbym spróbować, bo śnił mi się młody Polak z walizką w której miał 1/4ml złotych. Ziewające dzień dobry:)

  9. signe Says:

    nie wiem o małych noblach,
    trzeba prawdopodobnie dokonać czegoś małego i na małą skalę, to coś dla mnie:)

  10. stefan Says:

    signe ,to poczytaj🙂
    http://www.gs24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120603/SZCZECIN/120609921

  11. AsHa Says:

    Ja mam tylko grzechotki i tez grzechocze podczas tancow szamanskich jakie zadrza mi sie tu odprawiac. Ostatnio musialam wykadzidlowac pokoje szalwia – zapomnialam pogrzechotac, to na ogol mi sie podoba.
    Bebenek blaszany by sie tez przydal:)

  12. stefan Says:

    AsHa widzę że Ty się znasz na „smudging” (czyszczenie aury szałwią) i innymi gusłami. Ale te rytuały szamanąw trzeba praktykować jako rutynę, każdego dnia. Licho nie śpi;-)

  13. Anonim Says:

    Mam troche tej szalwi w zapasie…hehe…ale codziennie nie moge robic tego samego. Wiesz, czasem sie dokladniej posprzata – to tez dziala w tym kierunku. Czasem zrobie cos ze srodka…zalezy jakiej enrgii najwiecej potrzebuje to otoczenie. Czasem musze caly dzien dbac o dobre mysli itp. a glownie pomaga mi to moje utrzymywanie harmonijnego stanu umyslu. W niczym nie „zahaczony” umysl, taki wolny i radosny jako efekt tego stnau. Jak sie uda. Teraz sie udaje.

    pa, lece!

  14. stefan Says:

    Masz całkowitą rację z tym sprzątaniem, tylko że niektóre Panny mają z tym kłopot bo gromadzą stosy bądziewia. A na to żadna szałwia nie pomoże (wzdych) Gdyby moje uśmiechy i nucenie starych przebojów zwanych dziś hitami, pomagało. Ach! Poleciałaś do przedśnionka? na prawdę?😮

Możliwość komentowania jest wyłączona.


%d bloggers like this: