120. Ostatnie Spojrzenie i Odloty

by

Wrzesień, pełnia księżyca, jesienny smętek włóczył się po hampstedzkich ugorach i siedział w zadumie na Wzgórzu, patrząc na zachód słońca i samolot odlatujący do nie wiadomo dokąd. Przypomniał mi się stary wiersz, który napisałem w moje urodziny siedem lat temu i tak mi się jakoś sam wprosił na Uroczysko. A wstukując go słuchałem piosenki uroczej Anny German, która odeszła ze sceny życia w dwa dni po moich urodzinach w 1982. Tytuł piosenki „Jedna chwila wystarczyła…” Tak właśnie… 

Ostatnie Spojrzenie

Pozwól mi spojrzeć jeszcze raz jeden jedyny
Jak zachód słońca niebo pastelami smuży
Na strzępki obłoków lecące gołębiście
I  liście drzew na koncert strojone wiatrami.

Chciałbym w ślad za gwiazdami pójść na kraniec ziemi
Gdzie księżycowe wiedźmy uczą czeladników
Jak wiązać sidła z pajęczyn czarnej wdowy
Kradnąc nocne melodie sowich pohukiwań.

I daj mi wziąć ze sobą dźwięki i zapachy
Wakacji zagubionych w starczej bezpamięci
Rytuałów wieczornych i rytmów odwiecznych
Woń macierzanki i dzwony na Ave Maria

Pozwól mi odejść w świetlnych błyskawic wołaniu
Szlakiem pielgrzymów gwiezdnych znających te ścieżki
Tylko u bramy złotej daj mi się zatrzymać
Bym mógł głowę odwrócić i spojrzeć raz jeszcze.
24. VIII. 2001

 

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarzy 13 to “120. Ostatnie Spojrzenie i Odloty”

  1. signe Says:

    dobranoc, do jutra:) jak dużo tu kolorów i zapachów, tak, ta macierzanka nie daje mi spokoju….
    dziś przeleciał bardzo nisko helikopter, ale Ty złapałeś samolot w locie, co podziwiam, a wiersz smutny….
    pewnie znowu stanę się spamem, ale zapomniałam już jak się wpisuje nyema…

  2. stefan Says:

    signe: witam na dobranoc 😉 Wrzesień, jesień, nastroje..
    Ten samolot chyba dał się złapać w kamerę – zarozumialec.
    Nie jesteś spamem. Akismet zna swoich I dobrej nocy:-)

  3. prowincjuszka Says:

    smuteczki jesienne?W taką szarugę , gdy nad głową umykają kolejne ptasie klucze, mnie też czasem przychodzą do głowy pomysły, że ” jesień to skrzypce potłuczone, bezradna myśl nad ćwiercią skrzypka”
    Ale pamiętasz co pisała Pwalikowska-Jasnorzewska o zardzewiałych różach jesieni ? ” lecz nie na zawsze z rozpaczy, ale na krótko- z rozkoszy”.
    Choć z jeszcze innej strony patrząc…Lubię jesienne smuteczki, cichą melancholię opadających liści.
    Znasz Moody Blues – Forever Autumn?

  4. stefan Says:

    prowincjuszka: o jesieni można nieskończenie…Nostalgicznie rzecz biorąc, jestem żurawiem, który zgubił swój klucz i zanosi się żałosnym śpiewem w nadziei, że ktoś go usłyszy i powie mu, gdzie ten klucz, cholera, poleciał bez niego. Z wrześniowym zawodzeniem 😉

  5. prowincjuszka Says:

    o jesieni masz racje – można. Coś w niej takiego jest, że tak wielu ją chwali. Nie wiem czy inna pora roku doczekała się tylu piosenek i wierszy…
    Za kluczem nie płacz. Może lepiej poszukać swojego ? Po co Ci klucz- stado, które na ciebie nie czeka i Ciebie nie szuka ;)Choć żuraw, przyznaję, pięknie płacze.

  6. stefan Says:

    prowincjuszka: może wiosna-radosna, bo wtedy jest pora na zakochiwywanie. A jesień pewnie na odkochiwywanie, stąd smętek i wzdychy. Taki ze mnie żuraw, że nadaję się tylko tylko do wyciągania wody z płytkich studni. Śpiew klucza żurawi wczesnym wrześniowym ranem pod bŁękitem nieba to czysta magia. Słyszałem je tylko raz w życiu, dawno temu. 😦

  7. prowincjuszka Says:

    no co ty! to właśnie jesień służy zakochaniom! Te długie ciemne, ale jeszcze całkiem ciepłe wieczory, ta romantyka spadających liści i pocałunków pod parasolem o który stuka deszcz. Wiosna jest śliczna, ale taka banalna.
    A żurawie słyszę często, chyba nawet co roku- ostatnio zrobiło się ich więcej na Warmii. Tyle, że ich klangor to już naprawdę , ostatni jesienny śpiew.

  8. stefan Says:

    Ciepłe wieczory po pierzyną są możliwe, ale czy można zakochać się dopiero pod pierzyną? Pod parasolem nigdy się nie całowałem, bo ja lubię mieć obie ręce wolne, a kobiecie trzymającej parasol nie ufam, bo nic tak nie ostudza jak zimny deszcz lejący się za kołnierz. „I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny…” Klangor! to ja klangorzę? Łoboże! 😦

  9. prowincjuszka Says:

    Stefanie „Pan poeta, pan poeta!”
    Dlaczego Wy mężczyźni to od razu prozą życia szczujecie : pierzyna, zimny deszcz za kołnierzem, a potem taki narzeka, że mu się romantyczne historie nie zdarzają..ech…
    A poza wszystkim : jak człek zakochany to mu zimny deszcz za kołnierzem nie wadzi.

  10. stefan Says:

    Kasiu „Słowa, słowa, słowa, słowa” 🙂 Jaka znowu proza? Pierzynka to czysty romantyzm, ale zimna woda rozprasza koncentrację, chociaż gdy ma się 17 lat- to kto wie…Zbyt dawno temu. abym pamiętał. Wracam do klangoru 😉

  11. prowincjuszka Says:

    Stefanku, zakochać bez pamięci można (a może nawet trzeba) w mając trochę więcej niż 17 lat, bo w tak młodym wieku grę hormonów bierze się za uczucie, a co innego jak się ma np. 33 lata…

  12. zabociek Says:

    Szanowny panie Stefanie
    Najgłębszy ukłon za te strofki. Nie wiem, czy literacko świetne, ale emocjonalnie, wydarłeś mi je wprost z wnętrza czegoś , co mam w środku.
    Jeszcze raz – ukłon.

  13. stefan Says:

    prowincjuszka: aby zakochać się bez pamięci trzeba najpierw podpisać cyrograf z dr Alzheimerem , tak gdzieś między 65-90?
    Trochę późno, ale w starym piecu…;-)

    zabociek: Czcigodny Panie Zabocku klaniam się za te oficjalne komplemenciki. Bardziej podoba mi sie moja angielska wersja, ale to dlatego że angielskim władam nieco swobodniej. Jest na moim angielskim blogu Jotting&Doodling.

Możliwość komentowania jest wyłączona.


%d blogerów lubi to: