601. Zapiski Na Luźnych Kartkach-1

2 listopad 2009 - autor: stefan

jesien1087Mam sterty takich luźnych kartek, a na nich pozapisywane drobne, trywialne znaleziska, krople z przepastnej studni web-wiedzy.  To jest innego rodzaju wiedza od tej, którą zdobywa się na szczeblach formalnej edukacji. Web-wiedza składa się z rzetelnych naukowo sprawdzonych informacji i chaotycznej masy kłamstw, fantazjowania i bezdennej ignorancji. Nie znam żadnych niezawodnych sposobów na łowienie prawdy w mętnych wodach internetu. Web-wiedza to piękna, elegancka kobieta, ale zgaduj zgadula czy ona jest wymarzoną księżniczką z bajki czy tylko wysokiej klasy kurtyzaną. W moich zapiskach przyjmuję zasadę przyglądania się temu zjawisku bez wydawania o nim takich czy innych opinii . Ważne jest to, co mnie zaciekawiło. Ile w tym jest prawdy, nie wiem. Niech to osądzają moi czytelnicy. Wczoraj pojawiło się w mojej świadomości słowo „hetman”. Łatwo się było skapować (łac. caput-głowa), że to adaptacja z niemieckiego „kapitana – Hauptman”, czyli taki facet który  musi mieć głowę, aby stać na czele jako naczelnik (ang. headman). Zmieńmy jedną literę i hetman staje się hitman’em, a ten to staropolski „głównik -mężobójca anglosask. „morderca do wynajęcia”. Tutaj pojawił się jeden z tych przedziwnych zbieżności semantycznych. W 1998 były prezes Narodowego Banku Ukrainy i lider parlementarnej grupy „Niezależni”, Wadym Hetman, padł ofiarą hit mana, Sergieja Kulewa, który zastrzelił go w windzie. Hetman był uważany za wpływowego politycznego sojusznika przyszłego prezydenta Ukrainy, Juszczenki, który był także wice-prezesem Banku. Sam Juszczenko ledwie uszedł z życiem, gdy usiłowano go otruć dioksynami. Wyszedł cało, ale oszpecony bliznami na twarzy. Najbardziej znany z historii polski hetman, Stanisław Żółkiewski, zginął w bitwie z Turkami, którzy odcięli jego głowę i wysłali ją do Konstantynopola jako trofeum. Morał tej semantycznej opowiastki jest taki, że hetman kryje w sobie tego podstępnego mordercę, hitmana, i lepiej go unikać. Pod każdą postacią.

600. Listopadowe Liście i Graffiti

2 listopad 2009 - autor: stefan

Autumn GraffitiWczoraj, jak przystało na pierwszy dzień listopada, wiatr zrywał liście garściami i usiłował utkać gustowny kobierzec pod murem – na złość graffitom, które w nieznanych mi bliżej gryzmołach usiłowały odnotować jakiś protest. Za tym murem jest szkoła, więc nie wykluczam, że to była jakaś lokalna vendetta. Wiatr nie nadaje się do takich subtelnych zadań jak tkanie kobierców, bo w jednym porywie składa liście w jakiś wzór, a już w następnym rozrzuca swoją liściową składankę w taniec zwiędłych baletnic. Odwiedziłem pamięciowo kilkanaście grobów w Polsce, kilka urn z prochami w Anglii, które tutaj często stoją nad kominkiem w salonie i jakoś nie robię takiego makabrycznego wrażenia jak groby z aniołami z kamiennym obliczem. Moje prochy będą ewentualnie rozsypane w dębowym gaju na Wzgórzu Pierwiosnków. Pokryjomu, w małych szczyptach, bo oficjalnie tego tutaj robić nie wolno. Dobranoc  :-)

599. Halloween Księżyc We Mgle

31 październik 2009 - autor: stefan

moon 29-10-2009 002Mam wrażenie, że o takim księżycu ludzie mówią, że jest w lisiej czapie, ale nie jestem pewien na 100%.  Dynie cieszą się od wczoraj wielkim powodzeniem, chociaż widziałem kilka okien z papierową maszkarą, bo drążenie takiego olbrzymiego „pumpkina” aby wstawić świecę wymaga sporo czasu i nie każdy kwapi się do takiej harówki sobotniej. Wigilia Wszystkich Świętych to noc czarownic i demonów, dynia3które trzeba odstraszać takimi dyniowatymi gargulcami. Klin klinem, jak się mówi. Chowam głowę pod pierzynę i do jutra nie wychynę.  Jutro też jest wątpliwe, bo prognozy pogody są paskudne: deszcz, deszcz i lodowaty wiatr z północy już jest w drodze. Psa z kulawą nogą trudno wygonić, więc może te latawice na miotłac też nie będą mnie odwiedzać. Dyni nie mam w domu, ale postawię w oknie inne straszydła. No, i na koniec znalazłem jakąś przybłędę znikąd.  Dobranoc.   

598. Makabryczny Taniec na Lodzie

30 październik 2009 - autor: stefan

Nie mam pojęcia dlaczego, ale wygląda mi na to, że w tym roku cmentarne obrzędy obcowania z duchami zmarłych zaczęły się w Polsce od dzisiaj i będą trwały aż do wtorku. Nie wypada w tej delikatnej sytuacji wypisywać jakieś lekkoduszne bzdury na językowe tematy, a cytowanie Dziadów wzbudza we mnie pusty śmiech i widziadła a kysz! A kysz! Jednak coś chyba wpisać wypada, zanim ulotnię się stąd i zostawię was do waszych smętnych wędrówek po smętarzach. Francuski kompozytor Camile Sans Saens napisał dawno temu Danse Macabre i tutaj jest jedyna możliwa do oglądania i słuchania interpretacja tego utworu  w postaci upiorzyc w mini-spódniczkach krążących na łyżwach wokół ślizgającego się wśród nich zgubionego ducha jakiegoś młodzieńca. „Czas odemknąć drzwi kaplicy, Zapalcie lampki i świcy…”

597. Jesienny Odlot Liścioptaka

29 październik 2009 - autor: stefan

nov0808 ptakLiście na drzewach to sfrustrowane ptaki, zwłaszcza gdy nadejdzie jesień i pora na odlot do ciepłych krajów. Czerwienią się na samą chlorofiliczną myśl o zielonych baobabach i żółkną z rozpaczy, gdy przylatuje wiatr szaławiła i pozwala im lecieć nie dalej niż najbliższa kałuża albo mokra trawa pod sąsiednimi drzewami. Z roku na rok liście dyskutują nad tym jak stać się stadem ptaków i zamiast spadać haniebnie na ziemię, utworzyć ne niebie kolorowe klucze liścioptaków i powędrować do Afryki. Niektóre liście zmieniały kształt i nawet nauczyły się wirować albo lecieć w baletniczych podrygach, ale to nie na wiele im się zdało. Dopiero w tym roku pojawił się na jednym drzewie w mojej okolicy prawdziwy liścioptak i zdążyłem  go sfotografować zanim odleciał z kluczem żurawi do egipskich piramid. Reszta liści gapiła się na tego odmieńca z mieszaniną zdumienia i zielonej zazdrości. Ten prototyp liścioptaka będzie ciągle poprawiany i ulepszany, jak to bywa z każdą wersją Mark-1, ale za kilkaset lat możemy oczekiwać masowych odlotów jesiennych liścioptaków, od których niebo będzie kolorowa jak tęcza Noego albo jak sąsiedzi mówią o tym pięknym zjawisku: „duha je obrazem svetla ve vodnich kapkach”.

596. Wrzeciono z Nitkami Pamięci

28 październik 2009 - autor: stefan

kolowrotek 21Aug 07Dawno temu Kachna, moja domowa żona-prządka, siedziała wieczorami przy kominku z kołowrotkiem (to ten sam, na zdjęciu), stopa na pedale przęślika z groźną definicją „koła zamachowego” i zwijała nici z owczej wełny. W hrabstwie Kent był taki owczarz, który sprzedawał taniutko cały worek wełny do czesania dwiema grzebieniami z metalowymi kłami, a potem do przędzenia motków na szydełkowanie pięknych swetrów, pulowerów itp. Ech, to były czasy… Kołowrotki i ten czeski „jednoduchy swisly hrzidel  otoczne ulożeny jednim koncem w lożiskach” *czyli wrzeciono, były symbolem kobiecej przewagi technologicznej nad chłopami od czasów epoki lodowej. Znalazłem to zdjęcie kołowrotkai od razu napłynęły wspomnienia dawnych lat. Widocznie wrzeciono to symbol pamięci, nawijający nitki czasu z różnych źródeł – od kokonów motylich poprzez włókna lnu i konopi do sierści zwierzaków. Mam wspomnienia utkane z owczej wełny, ale szukam w nich i próbuję znaleźć delikatne desenie z jedwabiu, a czasem tnapotykam się także na siermiężne pasy ze zgrzebnych konopi. Czy ludzka pamięć to szczodry dar prządek z  niepamętnych czasów? Kto wie, kto wie… :-)   

595.Ośli Łeb na Londyńskim Platanie

27 październik 2009 - autor: stefan

1037donkey2Największą uciechę sprawia mi szukanie i znajdowanie w moim fotoszopie szczegółów zdjęć które dopiero tutaj prezentują mi swoje prawdziwe oblicze. Na oryginalnym zdjęciu był sobie taki zwyczajny, stary platan londyński. Dopiero po odcięciu tego fragmentu całości ukazał się łeb osła wołającego o siano. Czesi twierdzą, że te drzewny „oseł je spoleczne s konem jedinym domestikovanym lichokopytnikem” i z tym trudno się nie zgodzić, bo wygląda na lichokopytnego. Pocieszam się jednak tym, że to bylożravec czyli żre co mu pod pysk podłożyć, ale należy unikać dawania mu wyboru, bo jest bardzo niezdecydowany. Tak jak to zdjęcie wyraźnie pokazuje. Anglosasi twierdzą, że osioł-samiec to ass, a samica- jenny. Amerykanie ciągle mylą „ass” z „arse” i potocznie mówią „mój osioł” zamiast „moja dupa”. Gdy ten stary platan pewnego dnia zwali się na ziemię, potniemy go na deski i zrobimy zn iej ośle ławy ku pamięci tego asinusa, assa, donkeya i mułła.

594. Bolimuszka i Leniowate Gziki

25 październik 2009 - autor: stefan

1253cyclamen06Nie dziwcie się,mili odwiedzacze tego bloga, że w miesiącu Pajęczaka z Gwizdnych Rubieży, poświęcę kilka uwag owadom i owado-podobnym. Przeglądałem dziś moje zasoby językowe i właśnie natknąłem się na bolimuszkę. Takie pieszczotliwe imię dla paskudy-wampira, która atakuje konie, bydło i pewnie ludzi, nie pasuje,ale polszczyzna to język dzidziusiów i złocieńkich. Wikipedia ma angielskie dog fly (piesmucha), ale wolę naszą bolimuszkę, w sanskr. to masaka (no, ma ssawkę) W lasach, na polach  i w stajniach pasożytują na ptakach i zwierzętach wybredne narzępikowate muchy. Wybredne, bo każdy gatunek ma swoich ulubieńców do prześladowania: strzyżak jelenica gnieździ się w sierści jeleni, sarn i zająców; wpleszcz owczy lubi wełnę owczą, a narzępik koński odwiedza stajnie, obory i psie budy. Leniowate muchy, jak sama nazwa wskazuje, żywią się opadłymi liśćmi, więc jesień to ich dolce far niente restauracja. Wreszcie plujka jest czasem pożyteczna, bo jej larwy robią recykling padliny i na tym chyba skończę, bo mój obiad w pobliżu i lepiej skupić się na moim pięknym cyklamenie,zawsze  kwitnącycm o tej późnej porze roku. To taki kwiat, który lubi stać na mokrych kamyczkach, ale nie lubi podlewania doniczki.  Literówka “ “powiodła mnie w tę zabawną futbolową youtubę. PS. Po 5-tej próbie wstawienia youtuby jako link, daję za wygraną. Programy WordPress’a przestały działać u mnie i są paranoicznie bezsensowne.

593. Jesienne Przyloty i Odloty

23 październik 2009 - autor: stefan
crop-23-10-2009 002
 Schwyciłem cię w sieć mej tęsknoty
Jak pięknego motyla z tęczy
Tego, który skrzydeł trzepotem
Budzi ze snu wściekłe tajfuny
Na trzech kontynentach

 
Zwabiłem cię do okna mej duszy
Złotymi okruchami miłości
Przyfrunęłaś do mnie – rajski ptak
Z dziewiczych puszcz odległej wyspy
Na Ziemi Nieznanej
 
Zniknęłaś mi w słoneczną jesień-
Samotny paździerz żeglujący
W błękicie, gnany zimnym wiatrem.
Nić pajęcza-pielgrzym podchmurny
Na bezkresie nieba.
PS. Tak dziś rano wyglądało niebo na wschodzie nad moją małą uliczką

592. Twórcze Oblicze Bałaganu

22 październik 2009 - autor: stefan

balagan-SteenPrzyznam się bez bicia, że moja pracownia – pokój niewielki ale przytulny – jest światynią Bałaganu. Ten rozgardiasz, bezhołowie, galimatjas i miszmasz rzeczy zbędnych i niezbędnych jest, przynajmniej w moich oczach, przykładem twórczego chaosu, w którym Big Bang, ten wspaniały, dech zapierający moment powstania niezliczonych światów, jest tuż-tuż. Kiedy on nastąpi nie wiem, bo wciąż brakuje mi kilku(nastu) pudełek, talizmanów z dalekich rubieży, notatek o tym co było i co jeszcze kłębi się nienarodzone w moim umyśle Twórcy Widunowych Wizji. Opinie gości, którzy na widok mojej pracowni, wydają stłumiony okrzyk zdumienia i milczą, kręcąc głową z niedowierzaniem, potrafię ignorować. Bałagan jest ładem inaczej. Innego określenia nie ma. Skąd się to słowo mętlikowo przyplątało do polszczyzny i wielu innych języków ? Prawzór narodził się w Persji, gdzie to słowo(balakhaan) określało coś w rodzaju werandy na dachu albo balkon na wieczorne przyjęcia, po których nikomu nie chciało się sprzątać. Z Persji rozprzestrzeniło się wśród Turkmenów, Jakutów i innych nomadów, którzy w miejscu postoju sklecali z desek lub gałęzi tymczasowe budki jarmarczne i nazywali to bałganem, całkiem słusznie. W rosyjskim to słowo zadomowiło się jako buda, namiot, a stamtąd powędrowało po świecie jako symbol bezładu. Holendrzy mają własne określenie na bałagan: domostwo Jana Steena”, bo obrazy tego malarza ( u góry)pokazują taki właśnie nieład, który tworzy się samorzutnie w każdym mieszkaniu. Ten kto nie ma bałaganu domu, niech pierwszy rzuci  we mnie swoim śmietnikiem. :-)