Lehar Ferenc albo Franz Lehar stał się sławny jako kompozytor operetki „Wesoła Wdówka” (Die Lustige Witwe), która przypadła do gustu Hitlerowi do tego stopnia, że nadał żonie Lehara, przechrzcie, tytuł („honorowej Aryjki via małżeństwo). Lehar usiłował bronić przed eksterminacją swoich licznych żydowskich współpracowników, ale bez powodzenia. „Wesoła Wdówka” to typowa dla początków XX wieku historyjka o intrygach swatania bogatej wdowy, Hanny Glawari, której majątek ma uchronić bankrutujące księstwo, jeśli ona poślubi jednego z jego obywateli. Nie wiem jak mi ta „wdówka” wpadła w poszukiwarkę, ale ważne jest moje znalezisko – nieziemskie niemal dźwięki jakie potrafi wydobyć to urocze soprano, Sumi Jo (Soo Kyung) z Płd Korei. Współpracowała z Wojciechem Kilarem w muzyce do filmu The Ninth Gate (reż. R.Polański) Tutaj Sumi śpiewa „Pieśń Wilji” (Vilja Song) z Wesołej Wdówki i stanowczo warto posłuchać jej do końcowego momentu, obserwując jej wibrujące wargi i niesamowicie wysokie “C”. Jej głos zachwycił mnie, bo jest w nim coś poza-ziemskiego. Magicznego słuchania w niedzielne popołudnie.
Archiwum kategorii ‘Uncategorized’
614. Wesoła Wdówka i Głos Sumi Jo
22 listopad 2009602.Listopadowy Wachlarz Tematów
3 listopad 2009Jestem typową Małpą chińskiej astrologii: skaczę z jednej gałęzi drzewa wielu tematów na drugą. Dziś jest dzień moich tematycznych podskoków.
„Cud” w Sokołówce:
Hostia to mąka pszenna i woda, pieczona w specjalmych szczypcach. Wyrób jest w rękach ludzi. Ludzie krwawią, gdy się przypadkowo zranią. Ale producent hostii nie będzie marnował całej produkcji z racji paru kropel krwi. Tajemnica wyjaśniona. Niestety, te krwawiące hostie z pulsującym sercem, a czasem płomieniami, to uświęcony tradycją ssposób przyciągania pielgrzymów i gotówki. Są we Francji, Włoszech, Wenezueli, a teraz w Sokołówce.
Urywki z Gazali Rumi’ego
Sem i onam obracím se, děcko – srdce utišit. Usne dítě na kolébce, jak jen kolébáme ní (Tu i tam się obracałem, by uciszyć dziecko-serce. Dziecko zasnęło jak gdybym je kołysał w kolebce.) Ucisz serce -kołysaniem.
Nie smuć się. Wszystko co stracisz, powróci do ciebie w innej formie.
We rarely hear the inward music, but we’re all dancing to it nevertheless.
Rzadko słyszymy wewnętrzną muzykę, ale jednak tańczymy do jej dźwięków.
Taniec Derwiszów
Taniec wirujących derwiszów jest rytualną medytacją nad boską miłością. Melodia płynie z trzcinowego fletu i małych bębenków Słowa, nawet sylaby recytacji są połączone do strof muzycznych. “Muzyka tańca derwiszów nie da się zapisać w nutach. Nuty nie mogą zawierać w sobie duszy derwisza.”
596. Wrzeciono z Nitkami Pamięci
28 październik 2009
Dawno temu Kachna, moja domowa żona-prządka, siedziała wieczorami przy kominku z kołowrotkiem (to ten sam, na zdjęciu), stopa na pedale przęślika z groźną definicją „koła zamachowego” i zwijała nici z owczej wełny. W hrabstwie Kent był taki owczarz, który sprzedawał taniutko cały worek wełny do czesania dwiema grzebieniami z metalowymi kłami, a potem do przędzenia motków na szydełkowanie pięknych swetrów, pulowerów itp. Ech, to były czasy… Kołowrotki i ten czeski „jednoduchy swisly hrzidel otoczne ulożeny jednim koncem w lożiskach” *czyli wrzeciono, były symbolem kobiecej przewagi technologicznej nad chłopami od czasów epoki lodowej. Znalazłem to zdjęcie kołowrotkai od razu napłynęły wspomnienia dawnych lat. Widocznie wrzeciono to symbol pamięci, nawijający nitki czasu z różnych źródeł – od kokonów motylich poprzez włókna lnu i konopi do sierści zwierzaków. Mam wspomnienia utkane z owczej wełny, ale szukam w nich i próbuję znaleźć delikatne desenie z jedwabiu, a czasem tnapotykam się także na siermiężne pasy ze zgrzebnych konopi. Czy ludzka pamięć to szczodry dar prządek z niepamętnych czasów? Kto wie, kto wie…
595.Ośli Łeb na Londyńskim Platanie
27 październik 2009
Największą uciechę sprawia mi szukanie i znajdowanie w moim fotoszopie szczegółów zdjęć które dopiero tutaj prezentują mi swoje prawdziwe oblicze. Na oryginalnym zdjęciu był sobie taki zwyczajny, stary platan londyński. Dopiero po odcięciu tego fragmentu całości ukazał się łeb osła wołającego o siano. Czesi twierdzą, że te drzewny „oseł je spoleczne s konem jedinym domestikovanym lichokopytnikem” i z tym trudno się nie zgodzić, bo wygląda na lichokopytnego. Pocieszam się jednak tym, że to bylożravec czyli żre co mu pod pysk podłożyć, ale należy unikać dawania mu wyboru, bo jest bardzo niezdecydowany. Tak jak to zdjęcie wyraźnie pokazuje. Anglosasi twierdzą, że osioł-samiec to ass, a samica- jenny. Amerykanie ciągle mylą „ass” z „arse” i potocznie mówią „mój osioł” zamiast „moja dupa”. Gdy ten stary platan pewnego dnia zwali się na ziemię, potniemy go na deski i zrobimy zn iej ośle ławy ku pamięci tego asinusa, assa, donkeya i mułła.
589. Kolumb, Kolumbina i Arlekin
17 październik 2009
To jest tylko mały test dla WordPress, Pewnie nic nie wyjdzie, ale nigdy nie wiadomo. Nie daję za wygraną
Patrząc w głębinę dostrzegłem fruwający głąb. Dopiero gdy włożyłem okulary okazało się, że to był czarny gOłąb. To mnie jednak zastanowiło. Co ten gołąb robił w głębinie? Po łacinie gołąb to “columb”, więc może to był duch Krzysztofa Kolumba, udający ptaka głębinowego. Czy Kolumbina w Commedia dell’Arte była żoną Krzysztofa czy gołębicą i kim, do diaska, jest Arlekin? Gołębiarzem? Powyższy tekst był najpierw w wypisach, ale nie ukazał się i strona byla pusta. Wróciłem do edytowania, skopiowałem wypis i wstawi łem na stronę i oto widzicie rezultaty. Ale to jest jakiś przedziwny system którego nie potrafię zgłąbić bo widocznie jestem gołymbiem. Dobranoc
Ni w te, ni wewte
16 październik 2009Niestety, muszę chwilowo pożegnać się z Uroczyskiem i WordPressem , bo jego “ulepszenia” są tak uciążliwe i czasochłonne, że nie ma sensu dalsze marnowanie czasu na ich fobie i formy obrony przed atakami półgłówków. Dalsze wpisy tymczasowo na www.klechdy.blox.pl/html Do zobaczenia! PS. Z Klechdami też są problemy, bo ich oprogramowanie, zwłaszcza HTML jest tak dziwaczne, że zastanawiam się gdzie oni nauczyli się tej sztuki. Czuję się jak nomad bez miejsca stałego pobytu.
587. Hetmańskie Igraszki Nad Tamizą
14 październik 2009
Czy wiecie, kto jest znany jako Presbyterians? Nie, no to wam powiem: Britney Spears, w formie anagramu.
A Big Melons to nikt inny jak…sami go odcyfrujcie.
W angielskim jest łatwo znaleźć anagramy, bo jest na webie taki program, który z każdego wpisanego słowa stworzy parę tysięcy możliwych wariacji. Np Lech Walesa to Scale Whale czyli Wieloryb Łuskowaty albo Waga Wielorybia. Może nawet pasuje w jakimś głęboko metaforycznym znaczeniu. Szukanie anagramów lub rozwiązywanie trudnych krzyżówek, zwanych hetmańskimi po polsku, a cryptic (zaszyfrowane tajemniczo) po angielsku, zawsze uważałem za beznadziejną stratę czasu. Aby odszyfrować takie krzyżówki, trzeba mieć mózg hetmana, a ja go stanowczo nie mam. Lubię jednak bawić się hetmańskimi słowami i szukać w nich ukrytych znaczeń. W tej chwili nie wiem jeszcze do czego te zabawy poprowadzą, ale mam kilka pomysłów do wypróbowania. Np. to rozszyfrowane wczoraj „dobranoc” mógłbym przetworzyć na nieco kulawy i enigmatyczny poemat dla jakiejś nieznanej, uroczej kobiety: „Dobranoc! módl się do RA, by szalony czoban, pasterz gwiazd i nocy, strzegł twoje sny przed czarną kobrą. Spytaj ksiąg kabały o liczbę DBR i biegnij rano do miasta spowitego w mgły Gwatemali, a potem otwórz drzwi do śpichlerza słów i śnij”. Dodałem tutaj czobana (dawn. polski czaban,”pastuch wołoski”), bo nie wiedziałem że takie tureckie słowo (çoban) kryje się w dobranoc. Taki bogaty plon znaczeń z jednego słowa, to może wyjątek, ale ten cały pomysł poliglotycznej polszczyzny jest jeszcze w powijakach. Pole do dalszych badań i eksperymentów jest olbrzymie i fascynujące.
576. Ziemianin Płonący Ze Wstydu
7 październik 2009
Od czasu do czasu, zwykle w październiku, płonę ze wstydu, że znalazłem się na tej planecie. Z wielu tysięcy mozłiwych miejsc pobytu w nieskończoności wszechświata, przybyłem na tę Ziemię – planetę Żarcia, gdzie wszystko zaczyna się i kończy na wzajemnym zjadaniu się istot, od ameby do homo sapiens –człowiek sapiący z obżarstwa. Kły, zęby, języki, brzuch i jego zawartość, w tej czy innej formie, to mniej więcej wszystko,co jest potrzebne do życia w tej planetarnej restauracji zwanej Ziemią. Jestem, bo jem. Gdybym był drzewem, to byłbym liściasty i korzeniasty, jedząc światło, minerały i pijąc podziemne rzeki. Gdzie są te planety, gdzie ludzie nigdy nie są głodni, bo w bezpłatnych kafejkach można poprosić o kufel złotego światła, a potem łyknąć jednym wdechem dość energii z powietrza, aby żyć beztrosko przez jakiś nieczas? Na tej mojej planecie, jestem żarty przez troski, zmartwienia, użeram się z pracodawcą, żrę się z sąsiadami i nawet w moich żarty są pożerane przez słowożerców. Dlatego płonę ze wstydu za tę planetę i chciałbym bardzo pokornie prosić o wizę do takiej ziemi, gdzie jedynym supermarketem jest to, co świeci na niebie dniem i nocą. Posłuchaj…i zatańcz dla mnie w moim płonięciu.
575. Urocze Blogi Na Sprzedaż
6 październik 2009Mam trzy blogi do sprzedania, dwa za bezcen, a jeden – Klechdy- jest wart wiele tysięcy eurów. Uroczysko zostawię komuś w spadku, bo to bezcenny blog. Żarty żartami, ale zastanawiam się od dawna czy moje blogi należą do mnie czy do prowiderów. Miałem kiedyś angielski blog , który zachowałem także na twardym dysku i dobrze zrobiłem, bo prowider po prostu skasował go, gdy odmówiłem płacenia za wpisy. Czy Blox kasuje bez ostrzeżenia blogi, które są nieczynne przez jakiś czas, tak jak moje urocze Klechdy? Są bezpiecznie schowane na moim kompie, ale co z tego. Tak samo zagrożone jest Uroczysko na WordPressie, gdzie już można dostrzec niepokojące objawy u prowidera, który podstawia tacę na dobrowolny haracz. Wikipedia zresztą robi to samo, a prowiderzy innych usług jak Google, Yahoo etc robią się coraz bardziej wymagający i żądają podpisywania różnego rodzaju cyrografów, które budzą moje podejrzenia. Finansowy światek trzęsie się w posadach, więc trudno się dziwić, że tonący brzydko się chwyta. Płatny internet? Płacimy prowiderom za dostęp, płacimy słono za komputery, oprogramowanie (pożal się, boże),gadżety i diwidiski etc, a tu jeszcze nam wpychają komórki z ryjem i bez ryja, bateryjki na to i owo i setki okazyjek, które nadwyrężają kasę. Zaczynam się strachać tego internetu, bo czuję że on wrasta we mnie, a ja w niego. Czy w niebie jest już jakiś internet? Bo jak nie, to uprzejmie proszę o przepustkę do Cafe Belzebub.
498.W Cichym Zdumieniu Nad Innością
31 lipiec 2009
Jakże łatwo jest wprawić mnie w dziecinne niemal zdumienie nad światem inności… Patrzę na tych peruwiańskich tancerzy, słucham ich nieco prymitywnej, ale magicznie urzekającej muzyki i ogarnia mnie zdumienie nad ich krajem i rwącym potokiem górskim, nad lotem kondora , nad ich barwnymi ubiorami, gestykulacją i słowami, których znaczenia nie potrafię odczytać. Inny świat, który nagle wtargnął w moją świadomość na ekranie monitora. Magia internetu – czasem irytująca jak świerzb, to znowu kojąca, jak pomruk starego kota na podołku. Kwiaty…chociaż są przede mną przez cały dzień, zdumiewają mnie jednak ich niedopowiedzeniami, ich kolorami, które widzę inaczej niż nadfioletowo-wzroczne pszczoły. Ciemnofioletowe petunie mówią innym językiem, gdy widzę je na tle nieba i blado anemicznych domów mojej ulicy. Skromnie ukryte u stóp tych pyszałkowatych fioletów, płatki begonii obiecują podczerwienną noktowizję, która pozwoli im śledzić lot nietoperzy goniących ćmy w ciemnej ćmie ostatniej nocy lipcowej.Dobranoc.