
Ostatnie wydarzenia na światowej scenie medialnej przekonały mnie, że to co umownie nazywamy rzeczywistością tonie w morzu snów coraz szybciej. Każdy teraz ma licencję na tworzenie własnych złudzeń i nazywania ich faktami. Ze mną włącznie. Zacznę od tragedii “Titanica”. Sto lat temu, w 1912r. niezatapialny liniowiec uderza w górę lodową i tonie. Na pokładzie było dość szalup ratunkowych dla pasażerów 1szej klasy, ale biedota 3ej klasy nie miała ani szalup ani szans na uratowanie i utonęła. Tuż przed wypłynięciem Tytana, rzeczywistość zaczęła się kruszyć. Najpierw omal że nie doszło do kolizji ze statkiem New York, bo kilwater (wir zabijaka) Tytanika oderwał jego przycumowanie. Celem rejsu Tytanika był Nowy Jork, więc niektórzy przesądni pasażerowie wysiedli ze statku i ocalili sobie życie. Innych zabobonnych uciekinierów przeraził wygłup palacza, który wylazł przez atrapę komina statku, pokryty czarną sadzą. Diabeł złud tkwi w takich właśnie bezsensownych szczegółach
W 2012 tytaniczny liniowiec Concordia uderza w niewidzialną i rzekomo nieistniejącą podwodną skałę i tak zaczyna się ”sen nocy zimowej”. Tuż przed awarią z głośników płynęły dźwięki melodii z filmu Titanic. Rozmarzony kapitan stał na mostku ze swą pasażerką na gapę, blondynką z Mołdawii, której chciał pokazać z bliska światła wysepki Giglia co brzmi jak angielski “chichot”–giggle. Nagły wstrząs, robi się ciemno. Schettino wpada teraz w głęboki trans, wykonuje manewr który ciska Concordię na mieliznę blisko brzegu i dzięki temu ocala życie niemal wszystkich ludzi na liniowcu. Po tym wyczynie kapitano poślizgnął się i wpadł w szalupę razem ze swymi oficerami i ukochaną, której potem śniło się, że do samego końca stała bohatersko przy jego boku na mostku. W tym czasie Schettino kierował ewakuacją z szalupy, mimo że jak sam powiedział było ciemno choć oko wykol i dlatego nie mógł wrócić na statek. Oczywiste senne rozdwojenie jaźni. Rzeczywistość osiadła na mieliźnie, ale to pewnie złuda.
W Polsce też królują sny. Tragedia smoleńska chybocze się do dziś na pograniczu jawy i złudzeń. Smok wawelski śni o potędze, koszmarne iluzje spiskowe rodzą się i umierają, a teraz nowe złudzenie: w kokpicie nie było pilotów, tylko generałowie pod gazem i dygnitarze Samolot nie uderzył w drzewo, ale rozbił się bo nikt nim nie sterował. Albo: gdy samolot się rozbił, piloci wylecieli z kabiny, a generalicja wpadła do niej. Sen trwa, znicze płoną, ludzie modlą się o przywrócenie wolności. Złuda kłębi się nad Warszawą.
A tymczasem u braci Czechów, ludzie widzieli gmach, którego nie było. Ten cytat z rmf24.pl mówi sam za siebie: “Szpital w południowo-morawskim mieście Kyjov przez kilkanaście lat nie spostrzegł, że brakuje w nim budynku, za którego budowę zapłacił. Stratę – jak podały czeskie media – przypadkowo zarejestrowała kontrola badająca coś zupełnie innego.Prawdopodobnie nikt nigdy nie spostrzegłby tego, że nie powstał, gdyby nie problemy z jakością pozostałych wykonanych prac.” O, jawo moja, gdzie ty?”
23 Styczeń 2012 o 6:30
jawy to zjawy, trzeba na to snów:)
napisałeś rzetelne podsumowanie czegoś, może starej epoki, za którą wlecze się nowa, taka sama…
nie wiem, jak spojrzysz na mój dzisiejszy ośmiokątny sen chiński, był przejmująco realny, do tej pory unosi się tu jakiś chiński zapach…
http://signe2.blox.pl/2012/01/osmiokatny-przysmak-chinski.html
dzień dobry z lekka rozwidnione:) chyba smok już jest
23 Styczeń 2012 o 9:35
signe: może ten zapach spowodował sen, a nie odwrotnie. Ja też śniłem o Chińczykach którzy kupili nasz block (a może nawet całą ulicę) i próbowali wejść do mojego mieszkania przez okna, dość natarczywie. Oni kupują domy i ziemię gdzie się da. Koment zostawiłem na blogu. Dzień dobry słonecznie, ale zimno.
24 Styczeń 2012 o 19:29
u Ciebie też dziś nie ma jawy…
uffff
do jutra:)
24 Styczeń 2012 o 20:01
signe: będzie, będzie, ale jawa jest powolna bo dzień był dość niejawny, wodnisto-smoczy, ciemny i zimny. W takie dni śpię lub praktykuję klawiaturowe gamy słowne, z których coś się ukazuje. Do północy lub przed czyli jutra u Ciebie.
*