Wchodzimy w okres palenia zeschłych liści, rytualnych ognisk i fajerwerków na jutrzejszy dzień Guy Fawkes’a (remember, remember, the fifth of November), deszczu i zimnych wiatrów, ścigających bezlitośnie ostatnie liściaste niedobitki. To jest okres zamykania okien aby nie mieć zadymionego mieszkania, bo w okolicznych ogrodach są już nagromadzone sterty zeschłych liści i nieżywych gałązek i podpalacze czekają z żagwiami, aby je podpalić gdy tylko wiatr zacznie dmuchać w naszym kierunku. Melancholia wlecze powłóczyste szare suknie po niewidocznych ścieżkach i chmury nad Wzgórzem kopiują jej nastrojowe ubiory. Szaro, zimno,robi się cimeno o czwartej, ale w moim pokoju przytulnie i chwilowo spokojnie. Szaman szczepowy opowiada mi jakieś stare dzieje z Ksiąg Yehu Noha.