Archiwum z lipiec, 2009

498.W Cichym Zdumieniu Nad Innością

31 lipiec 2009

violet petunia 31 July 09 003Jakże łatwo jest wprawić mnie w dziecinne niemal zdumienie nad światem inności… Patrzę na tych peruwiańskich tancerzy, słucham ich nieco prymitywnej, ale magicznie urzekającej muzyki i ogarnia mnie zdumienie nad ich krajem i rwącym potokiem górskim, nad lotem kondora , nad ich barwnymi ubiorami, gestykulacją i słowami, których znaczenia nie potrafię odczytać. Inny świat, który nagle wtargnął w moją świadomość na ekranie monitora. Magia internetu – czasem irytująca jak świerzb, to znowu kojąca, jak pomruk starego kota na podołku. Kwiaty…chociaż są przede mną przez cały dzień, zdumiewają mnie jednak ich niedopowiedzeniami, ich kolorami, które widzę inaczej niż nadfioletowo-wzroczne pszczoły. Ciemnofioletowe petunie mówią innym językiem, gdy widzę je na tle nieba i blado anemicznych domów mojej ulicy. Skromnie ukryte u stóp tych pyszałkowatych fioletów, płatki begonii obiecują podczerwienną noktowizję, która pozwoli im śledzić lot nietoperzy goniących ćmy w ciemnej ćmie ostatniej nocy lipcowej.Dobranoc.

497.Nużące Wynurzenia Nurka w Guglu

31 lipiec 2009

The-StrollerW nocy, z powodów bliżej nieznanych, napastowało mnie słowo „mimo”. Dziwaczne jest to mimo, niezdecydowane, bo to czasem przysłówek, a to znowu przyimek, jeśli nie wyskoczy nagle  mimochodem, że jest mimowolnie ekscentrycznie czyli mimośrodowe. Na widunowym blipie kanonizowałem Mimo na subito santo. Myśle, że św Mimo jest, albo powinien być, patronem ludzi niezdolnych do podejmowania twardych decyzji, takich  jak wahadło Foucaulta albo ‘ślizgacz’ Googla, które nagminnie kwestionuje moje wybrane słowo. Ja wstawiam „wynurzenia męskie”, a ono pyta: „czy masz na myśli „wyburzenia zenskie?” Ta niepewność poszukiwarki zbiła mnie z pantałyku wiele razy. Św Mimo, wstaw się za mnie, bo jestem niezdecydowany. Hasło „wynurzenia” dało mi lepszy wgląd w niezwykłe zawiłości ludzkiego myślenia i pisania. Czy wiecie, że w literówkach są często ukryte tajemnice nieznanej wiedzy? Jest np nauka zwana „psylgią”, o której nie wie nikt poza piszącym, który twierdzi, że się nią interesuje.  Ktoś inny pyta czym się interesuje współczesna „młodzoież”, nowosłowo, które świetnie oddaje zjeżone pokolenie szalikowców i popfanów. Prócz literówek hasło „wynurzenia męskie” pozwoliło mi się zapoznać z kategorycznym stwierdzeniem na 354  stronach, że ludzie, zwłaszcza kobiety, są „wiatropylni”.  Tak, do dziś, twierdzą szamani na stepach Azji, gdzie wiatry wieją silnie i kobiety zachodzą w ciążę. Dyskusja w Polsce o tym jakimś „in vitro” jest ofiarą niefortunnej literówki. Powinno być „iz wiatru” i wtedy cała dyskusja szybko przeminęłaby z wiatrem, jak Scarlet O’Hara i Rhett Butler. :-)

496. Z Górki na Pazurki -Lezginka

30 lipiec 2009

Patrzyłem wczoraj jak urzeczony na lezginkę - taniec kaukaskich góralek i górali z dalekiego Dagestanu. Urocze tancerki lewitują nad podłogą, co jest chyba spowodowane ich niezmiernie szybkim, posuwistym, „drobnym kroczkiem”. Taniec to mowa ciała. Ich taniec to język gór Kaukazu. Pamiętam z moich młodych lat, że gdy się biegnie ze spadzistego zbocza, to się leci właśnie w ten sposób, z górki na pazurki. Pochyłość daje napęd, a stopy hamują tym „drobnym kroczkiem” Dagestanek. Mężczyźni też tak potrafią, ale bardziej skaczą ze skały na skałę, bo noszą spodnie; takie wyczyny w długich spódnicach byłyby niebezpieczne i niemożliwe. Taniec jest więc opowieścią o góralskich zalotach, pościgu za wybranką i specyficznym flirtem dolnych odnóży. Nie wiem co symbolizują te pierzaste białe papachy na łbach górali Dagestanu – ale wiem, że są robione z wełny białych baranów perskich. Może naśladują pióra białych orłów, bo te rozpostarte ramiona są symbolem skrzydeł lecącego orła.  Zauważcie, że tancerzom nie wolno dotykać tancerek (Islam zabrania) ale każdy gest to objęcie, wirtualne oczywiście, aliści…Dagestan to bogato wieloszczepowy kraj i lezginka jest w zasadzie tańcem Lezginów, ale inni adoptowali go do swoich własnych widzimisiów. Tutaj jest jedna „kavkaska” wersja, wyłącznie macho męską (kobiety tylko do oklaskiwania), niesamowicie atletycznie-akrobatyczna. Osobiście jestem zahypnotyzowany tą oryginalną wersją, którą oglądałem już kilkanaście razy. A wy, moi mili, jak się wam rzewnie podoba , każdy wedle gustu.:-)

495. Taniec Szabli, Łyżwy i Alaska

29 lipiec 2009

sabre dance ozKobiety są niesamowite. Ta 87-letnia pani wyzwała na pojedynek tego młodego (73) fechtmistrza i jej sekundanci postawili warunek: szpady na 25 kroków, z balkonikiem dla niej, do dźwięków Tańca z szablami”. Arama Chaczaturiana. ” A na końcu mej balladki, tym szpikulcem dam ci sztych!” (Cyrano de Bergerac) Tak się bawią australijscy emeryci w domu starców. Pozazdrościć! 

Ta muzyczna galopada tak przypadła do gustu aktorom, filmowcom,  żonglerom i sportowcom, że – jak informuje wikipedia – była i wciąż jest używana wielokrotnie w filmach, telewizyjnych seriałach i takich sportowych wyczynach jak konkursy łyżwiarskie. Muszą być ukryte w tej muzyce jakieś intrygujące wibracje, które działają podniecająco na mózg, nerwy i muskuły.  Zauważcie jak to działa na dyrygenta i członków orkiestry. Pan Wołodyjowski miał z pewnością zapisaną tę melodię w swoich genach, ale dopiero Ormianin wydobył ją na światło dnia. A dla odmiany, posłuchajcie egzotycznego duetu z Alaski – to takie znalezisko po drodze z Australii. Oni chyba chodzili na lekcje śpiewu do fok albo polarnych niedźwiedzi :-)

494. Straszne Widmo Pariasa Sieci

29 lipiec 2009

web1Chybotałem się dziś rano nad przepaścią cyfrowego wykluczenia. Poczułem się nagle jak trzmiel Gwidon, gdy uprzytomnił sobie, że jego lot kończy się w tym momencie, gdy rozbiegane mrwice Pianisty przestaną fruwać po klawiaturze. Mój komp odmówił nagle posłuszeństwa i nie otworzył się. Po trzeciej próbie przyciskania guzika, straszna wizja pariasa internetowego społeczeństwa powaliła mnie na kolana. Modlitewny email poszybował ku świętemu patronowi internautów z błaganiem, aby nie strącał mnie w społeczne doły bezkomputerowego analfabetyzmu. Jak widzicie z tego wpisu na moim blogu, modły poskutkowały i św Izydor kliknął na kompa, używając do tego mojego wskazującego palca. Socjologowie ostrzegają nas ostatnio o szybko tworzącym się podziale społeczeństwa na dwie klasy – tych z dostępem do internetu i tych, którzy wiedzą tylko, że sieć to jest coś w co się łapie ryby albo to co pająki wyrabiają w ciemnych kątach chałupy lub al fresco, jak na moim zdjęciu. Dostęp do internetu to nie taka prosta sprawa dla starych ludzi, dla milionów słabo wykształconych, dla licznych technicznie upośledzonych itp. A poza tym, podziały istnieją nawet wśród tej nowej klasy zadufanych w sobie internautów. Są tacy jak ja – techniczny ignorant, ale taki który potrafi znaleźć instrukcje na webie i wykaraskać się z sieciowych pułapek. Ponadto, są tysiączne odmiany internautów – od hakerów, zboczeńców i patologicznych okazów do mądrych ludzi, którzy próbują wprowadzić jakiś ład w ten demonicznie chaotyczny świat. Istnieją także pokrewne pod-klasy społeczne – ci z komórkami, cyfrówkami, skypem i laptopem  i ci bez. Albo podział na blogerów, blipowców, twitterów itd etc. Co z tego bałaganu wyniknie, nikt nie jest w stanie przewidzieć. Nawet samo określenie tych nowych warstw społecznych jest dość luźne i mgliste: wykluczenie cyfrowe albo podział cyfrowy brzmi bardziej jak rozłam między liczbami pierwszymi i resztą cyfrowej hołoty. Angielskie „digital divide”, francuskie „la fracture  numerique”, holenderskie „digitale kloof”, włoskie „l’analfabetismo informatico” itp też mnie nie zadawalają. Może ktoś kiedyś wpadnie na lepsze określenie. Chwilowo, trzymajcie kciuki, bo nikt z nas nie wie, jakie figle może nam spłatać ten cudaczny fenomen.Dziś maharadża-jutro parias poza-sieciowych dołów społecznych.

493. Muzyczny Lot Trzmiela Gwidona

28 lipiec 2009

„Nu, tiepier,moj szmiel, gulaj
Sudno w morie dogoniaj,
Bud’ zdorowoj, Gwidon, leti
Tolko dołgo ne gosti.”
bumblebee 04July 09Lubię te basowo buczące włochate grubaski które, zgodnie z legendą na peryferiach wiedzy, nie mogą latać, bo coś tam nie jest tak jak trzeba z matematyką ich aerodynamiki. Latają wbrew i na przekór, bo zachęcił ich do tego Rymski-Korsakow swoim akrobatycznym „Lotem Trzmiela”. Po angielsku to brzmi mi jakoś lepiej, bo „Flight of the Bumblebee” ma lepszy rytm. Muszę was ostrzec, moi drodzy, że wkrótce będzie coraz trudniej zrozumieć moje teksty, bo na webie ciągle znajduję mnóstwo obcych słów, które brzęczą mi fonetycznie i semantycznie lepiej niż ich polskie odpowiedniki. Bumblebee to pszczoła-ważniak, no i tak ten trzmiel wygląda, mimo że to owadzi nieśmiałek, ludzi nie atakuje i nie użądla i jego lot jest dużo powolniejszy niż rozbiegane szaleńczo palce chorwackiego pianisty Maxima Mrwicy albo orkiestralny lot w tym samym pędzie-zauważcie te podrygiwanie głowami i inne gesty muzykantów – boki zrywać. A wszystkiemu jest winien Rymski-Korsakow i jego fantazyjny Gwidon Trzmiel.

492. Księżycowe Echo Dawnych Dni

27 lipiec 2009

vic57Lubię wyciągać z kuferka na webowym strychu takie stare płyty, z których płyną romantyczne westchnienia i echa słów przedwojennych pokoleń.  Jutro jest pierwsza kwadra Lwiego Księżyca (pełnia będzie w znaku Wodnika), więc na powitanie znalazłem i odkurzyłem dwa stare przeboje sprzed ostatniej wojny. „Zakochany księżyc” pewnie miał czas wytrzeźwieć po wizycie amerykańskich astronautów i stracił ochotę na włóczenie się po niebie. Te stare fotografie są niezrównane. Drugie tango w wykonaniu Fogga, „Jesteś bez serca” śmieszy mnie z jakichś bliżej nieznanych ale niewątpliwie dogłębnych powodów i na to nie ma rady. Kiedyś potrafiłem nawet tańczyć tango, ale w Anglii tego rodzaju tańce nazywają „Old Tyme Dancing” czyli coś co wyszło dawno z mody i jest wyspecjalizowaną umiejętnością dla ludzi zrzeszonych w klubach poświęconych takim dziwactwom.To se ne vrati, pane Vidun, ale można posłuchać z lekkim uśmiechem jako śpiewny hołd dla pierwszej kwadry księżycowej. ;-)

491. Podniebienny Mlask Spółgłosek

27 lipiec 2009

1199Honz-AKażda wiedza uwodzi mnie bez trudności, chociaż nasz romans ma zwykle żywot jętki jednodniówki. Wiedza nie lubi dyletantów, zwłaszcza gdy się wymądrzają. Dyletant we mnie unika wiedzy, która jest kościołem dla biernych wiernych. Dziś uwiodła mnie zwarto-szczelinowa zadziąsłowa dźwięczna spółgłoska i było to zadurzenie od pierwszego modulowanego strumienia powietrza wydychanego namiętnie z moich płuc.To dӠ stało się nagle magicznym symbolem słowa „dzisiaj”, poniedziałkowym wydechem egresywnej spółgłoski płucnej, która była zadziąsłowa, bo koniuszek języka i jego brzeżek skontaktowały się podczas mojego flirtu z nią z miejscem tuż za górnym dziąsłem. Na koniec, po pewnych przejściach z tym małym zetem, moje wiązadła głosowe zadrgały dzwięcznie i to b ył koniec mojego tête a tête z ʤ. Gdy rzuciłem okiem na grono reszty spółgłosek, osłupiałem ze zdumienia, bo one wydają mlaski, afrykaty,plozje i są dysząco lub skrzypiąco dźwięczne, pomijając milczeniem inne wybryki. Jak mi nie wierzycie, to skoczcie do wikipedii i dajcie się uwieść tej niesamowitej wiedzy o tym co się dzieje w waszej buzi, gdy mówicie „dziś” albo inne mlaski podniebienne. :-)

490. Zmierzch Blogów i Kruki Wotana

26 lipiec 2009

wyrwidab1219Niepokoi mnie przyszłość mojego bloga, bo coraz częściej czuję się w nim jak Latający Holender, pływający bez celu na wzburzonych falach internetowego Oceanu. Po blisko 15 latach żeglowania po tym dziwadle XX wieku, orientuję się nieco lepiej w jego niesamowicie dynamicznym rozwoju, który niepokoi wielu naukowców z różnych dziedzin wiedzy. Ja się martwię językowo i zawodowo jako pisarz nagminny, dziennikarz-bloger  i krypto-poeta eksperymentujący z fraktalami zmiennych form, które ostatnio uwiodły mnie w blipo-twórczość. Blipowanie to raczkująca wyższa forma blogowania, która ujawnia się stopniowo w tych blipach, gdzie piszący te dźwięko-kąski  usiłuje naśladować koany Zenu, haiku Baszo lub eksperymentuje z własnymi pomysłami.  Zachęta adminów bliposfery: „napisz, co teraz robisz” powoduje tsunami takich rewelacji jak „piję kawę”, „słucham dody” „śpię”. Ignorujcie ten zew do trywialnych wynurzeń i zastępujcie go czymś innyn, jak np : „napisz co ci przyszło do głowy”. Łatwo zrozumieć dlaczego rzadko się odzywam na takie hasło. Moja głowa jest samotnie pusta, chyba że ktoś mnie sprowokuje do wykiełkowania kilku myślątek. Tytuł tego wpisu zawdzięczam geniuszowi ciężkiego metalu muzycznego, którym był Wagner. On to przepowiedział, 133 lat temu, Zmierzch Blogów (Blőggerdämmerung) w 4-tej  części słynnego dramatu muzycznego Pierścień Nibelungów. Występujący w tymże spektaklu boski prezes Walhalli, Wotan, miał dwa kruki, które donosiły mu o wszystkim i o niczym. Jeden nazywał się Blog, a drugi Twitter. ;-) A propos boski prezes, zawsze stary kawaler: czy wiecie,że niejaki „jarkacz” pojawił się ostatnio jako Twitterowicz? Tak, tak, nikt z nas nie potrafi uniknąć dynamicznego pędu internetowych zmian. Nawet kartofle. Blogi też nie. Dalsze rewelacje dynamicznie możliwe, ale niepewne. ;-)

489. Fortepian Chopina i Walentyna

25 lipiec 2009

Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie
Nie docieczonego wątku — –
– Pełne, jak Mit,
Blade, jak świt…
– Gdy życia koniec szepce do początku:
“Nie stargam Cię ja — nie! — Ja, u-wydatnię!…”
Norwid: Fortepian Chopina

Piękna pianistka gra piękne utwory smętnego Fryderyka
na sobotni koncert w Uroczysku
Fantazja Improptu

Nocturne in C minor

Etude Op.10 no.3

Nic innego mi nie pasowało na dzisiejszy wieczór.