Szukanie obcych słów jest nieco podobne do wędrówki po ulicach nieznanego miasta.
Dreszczyk nieoczekiwanych przygód, spotkania z tubylcami czy choćby tylko krótka znajomość w kawiarni i rozmowy o niczym. Obce słowa nie muszą być wyłuskiwane z egzotycznych słowników – wystarczy słownik lub korpus mojego ojczystego języka, który zawiera ok 40 milionów słów. Skóra mi cierpnie na potylicy, gdy pomyślę, że wśród moich ziomków są tacy, których zasoby leksykalne składają się z 20 słów na codzienny użytek, a pozostałe 100 to tylko na świąteczne okazje. No, ale nie chwalmy się, siostry i bracia w polskim korpusie, bo tak – z ręką na sercu – ile słów znamy tylko z widzenia, a ile wciągamy do rozmów czy nawet do tych popisków pseudo-literackich zwanych blogami? Kilka tysięcy? A słów jest niezliczona ilość – wszechświat!
Lubię śledzić znajome i nieznane na słowa na webie, bo interesują mnie głównie ich niezwykłe konteksty, w których mogą się pojawić, ich dwuznaczność i niesamowitą magię ukrytych znaczeń. Dziś wpadł mi w oko fistaszek – orzeszek ziemny albo arachidowy, który początkowo pomyliłem z orzechem pistacjowym (po ros. fistaszka – pistacja). Dla Anglosasów peanut-fistaszek to pieniądz o groszowej wartości. Gdy mnie ktoś pytał ile mi płacą za moje felietony, zwykle odpowiadałem: „peanuts” czyli grosze, prawie za darmochę. Tym razem moim honorarium był nie byle jaki „gwiezdny fistaszek” i wspaniały spektakl filmowy, w którym dwie supernowe usiłują schrupać się wzajemnie w formie orzeszka fistaszka. A dlaczego Fistaszek przyciągnął moją uwagę? No, jasne- słynny i ulubiony przez wiele nacji komiks to właśnie Fistaszki- Peanuts z Charlie Brown’em i przemądrzałym psem-biglem, imieniem Snoopy. Jest tu jakaś lekcja dla mnie między tymi gwiazdami i komiksem, ale w tej chwili jestem tyylko świadomie zagubiony we wiośnie radośnie. Reszta to zwykła nieświadomość. J
„Nielegalny Obcy” (
luźno przetłumaczyć na Łoboże! – okrzyk zachwytu . Przyrzekam sobie, że kiedyś uda mi się przyłapać Josha na dłuższą rozmówkę o jego intratnym biznesie, bo on jest uważany w komiksowych kołach za jednego z ekspertów w tej dziedzinie i często komentuje w wywiadach prasowych o tym intrygującym zjawisku pop kultury.
szacunek. Kiedyś znalazłem za starą biblioteczką w holu zakurzoną pajęczynę a w niej małego pająka. To był chyba jakiś święty pustelnik pajęczego rodu, wygłodzony, anielsko cierpliwy i ufający, że jakaś samobójcza mucha wpadnie w jego raczej niefortunnie uplasowaną sieć łowną.
smutnego, ale nastrojowego duetu Cesarii i Kayah w 
więc, o Panie, jest mi kolor każdy i kształt listka każdego, albowiem odkrywa mi ducha naturę i pracę mi własną niegdyś w roślinie odbytą opowiada… Każdy ząbek listka wiem, co znaczy – każdym się bowiem kształtem duch mój z pracy swojej wytłumaczył…”