Mówię jak średnio doświadczony zakochiwaniec sieciowy, emejlowy i bodaj-że raz tylko chyba- pożal się Boże- czatowy i listowno dyskusyjny. Naukowo rzecz biorąc,
internet to wibrator elektroniczny, który jest zasilany energią słów, które pobudzają wyobraźnię, prowadząc kochliwe niewiedzątka na rzeź niewiniątek zwaną także romansem wirtualnym. W polskiej sieci łatwiej jest uniknąć pułapki fałszywego genderu, bo 70-letni wapniak udający nastolatkę lub nimfomankę zdradzi się wcześniej lub później, pisząc „marzyłem o tobie przez całą noc” i nie pomogą żadne wykręty, że to była literówka. Ale gdy ksywa jest nijakiego rodzaju albo dwuznaczna jak np „wrona, cukierek, pokrzywa”, to warto mieć się na baczności. Najlepiej sprawdzić telefonicznie, chociaż to nie zawsze jest możliwe tam, gdzie istnieje podejrzliwy partner na podsłuchu. Takich też lepiej unikać. bo po co sobie komplikować życie? Motywy sieciowego zakochiwania są różne: nuda, samotność, rozrywka, zabawa, flirtowanie, szukanie podniet erotycznych i wirtualny samogwałt we dwoje. Nie mam pojęcia czy webcam pomaga, bo nie próbowałem i nie noszę się z takim zamiarem, bo nie należę do amatorów lizania wyrobów cukierni przez szybę wystawy. Cynikiem nie jestem, więc nie wykluczam możliwości trystanikowo-izoldycznej miłości na odległość i znam nawet osoby, które związały się (trafne określenie)małżeństwem lub partnerstwem w życiu realnym po namiętnej wymianie emejlów i czatowych spotkań. Wirtualne zakochiwanie się jest chyba jakimś skrzywieniem elektronicznym normalnego instynktu ludzkiego, ale nie wyobrażam sobie aby istniały jakieś sposoby na unikanie takich doświadczeń. A poza tym moje zakochiwania były tak dawno temu, że zostało po nich tylko ciche westchnienie i nostalgia zwiewna jak jesienna mgiełka.IJc
internet to wibrator elektroniczny, który jest zasilany energią słów, które pobudzają wyobraźnię, prowadząc kochliwe niewiedzątka na rzeź niewiniątek zwaną także romansem wirtualnym. W polskiej sieci łatwiej jest uniknąć pułapki fałszywego genderu, bo 70-letni wapniak udający nastolatkę lub nimfomankę zdradzi się wcześniej lub później, pisząc „marzyłem o tobie przez całą noc” i nie pomogą żadne wykręty, że to była literówka. Ale gdy ksywa jest nijakiego rodzaju albo dwuznaczna jak np „wrona, cukierek, pokrzywa”, to warto mieć się na baczności. Najlepiej sprawdzić telefonicznie, chociaż to nie zawsze jest możliwe tam, gdzie istnieje podejrzliwy partner na podsłuchu. Takich też lepiej unikać. bo po co sobie komplikować życie? Motywy sieciowego zakochiwania są różne: nuda, samotność, rozrywka, zabawa, flirtowanie, szukanie podniet erotycznych i wirtualny samogwałt we dwoje. Nie mam pojęcia czy webcam pomaga, bo nie próbowałem i nie noszę się z takim zamiarem, bo nie należę do amatorów lizania wyrobów cukierni przez szybę wystawy. Cynikiem nie jestem, więc nie wykluczam możliwości trystanikowo-izoldycznej miłości na odległość i znam nawet osoby, które związały się (trafne określenie)małżeństwem lub partnerstwem w życiu realnym po namiętnej wymianie emejlów i czatowych spotkań. Wirtualne zakochiwanie się jest chyba jakimś skrzywieniem elektronicznym normalnego instynktu ludzkiego, ale nie wyobrażam sobie aby istniały jakieś sposoby na unikanie takich doświadczeń. A poza tym moje zakochiwania były tak dawno temu, że zostało po nich tylko ciche westchnienie i nostalgia zwiewna jak jesienna mgiełka.IJc Tagi: elektrony, miłość w sieci, motywy, ryzyka, słowa, webcam
5 wrzesień 2008 o 12:30
Ostatnio rozmawiałem ze znaną Ci Hanią N. o małżeństwach zawieranych przez Sieć, dziwiłem się, że tak często bardzo dobrze się udają; Hania ma chyba rację, że przy dłuższej korespondencji jest mniej szans na udawanie niż w “realu”. A czysto hormonalne przyciąganie i odrzucanie wyjaśnia się przy pierwszym spotkaniu…
5 wrzesień 2008 o 14:48
Tak może było w tych sielskich anielskich czasach list dyskusyjnych, gdzie nawet ściepa produkowała czasem ciekawe zetknięcia. Teraz słyszę trochę inne historie o oszustach, alfonsach i webcam wankers zwabiających samotne i niezbyt sieciowo doświadczone kobiety w różnym wieku na randkach w ciemno (dating) czatach i naszych klasach. Blox urządza o ile wiem towarzyskie spotkania czyli swatanie blogowe.Inni pewnie też to robią . Zakochiwanie sieciowe jest dużo bardziej ryzykowne bo jest w tych internetowych pułapkach coraz więcej zorganizowanych przestępców w poszukiwaniu naiwnych ofiar.
5 wrzesień 2008 o 16:46
Miałam szczeście, że nie wpadłam w sidła czatowego zakochania będąc gołowąsem;). Takie małe tete a tete (z monitorem w rolach głównych) nie jest szkodliwe jeśli ktoś ma w sobie dawkę zdrowego humoru i nie znajduje się w samotnej desperacji. Z tego co zauważyłam, to kobiety są okropnymi desperatkami; rzucają się na pierwszego lepszego faceta w sieci, który okaże im bodaj cień zaintesowania. Wstyd się przyznać, ale wstydzę się za nie…
5 wrzesień 2008 o 21:10
kadarka: świetne określenie – “samotna desperacja”, bo to jest taka zaraza, które może zawlec na manowce na pozór trzeźwe osoby w wieku dyskrecji, które powinny wiedzieć lepiej ale niestety potrafią tylko myślec hormonami. Sieć jest uwodzicielska, bo obiecuje całkiem fałszywą bezkarność, złudną anonimowość i wolnoć tomku w twoim kompku. A co robią mężczyźni? też się rzucają się na każdą kobietę, która wyśłe im uśmieszka lub coś tam
5 wrzesień 2008 o 22:30
Mam odpowiedzieć na to pytanie…hmm, zdziwiłbyś się. Wszystko uzależnione jest od celu ich (mężczyzn) wizyty na czacie. Ale najczęściej cel jest zawsze ten sam, wcześniej albo później uświadamiają sobie jak łatwo sprawić przyjemność (sobie
). Z tą różnicą, że kobiety potrzebują zapewnień, że tak będzie stale, będą hołubione i pieszczone, a mężczyźni czatowi to typowi instrumentaliści. A tu nieopatrznie wymknie się komuś nr telefonu i kłopot staje się całkiem realny; takie nam anonimowość numery wykręca
6 wrzesień 2008 o 8:45
kadarka: mnie nic nie zdziwi, zuzanno…:-D Cyberseks martwi mnie, bo niszczy to co jest chyba najważniejsze w tego rodzaju stosunkach między ludźmi – dotyk. Wzrok i słuch to tylko dodatki do intymnych zetknięć. Dotyk, smak, zapach perfum (chyba że ktoś lubi inne zapachy)- tego jeszcze nie ma w czatowej orce na seksugorze. No, ale webkamów też nie było wiele lat temu gdy wirtualna znajoma zaprosiła mnie na czat, który -zdumiewająco- był na jakimś fińskim serwerze.
Do czego prowadzi cyberseks, nie wiem, ale może w jakiejś dalekiej przyszłości będzie uznany za jedyny sposób zaspakajania naszych cyberchuci. Strach pomyśleć.
6 wrzesień 2008 o 12:16
Zuzanna to pseudo artystyczne utworzone na potrzeby eksperymentu
Niektórym do tejże chuci wystarczy jedynie wzrok przesuwający się na literki w małym okienku czatu. Zdaję się, to ujemnie wpływa na zdrowie psychiczne, traci się komfort i postrzeganie człowieka jako żywą, czującą istotę. I ci niektórzy nie mają wyboru, albo są za leniwi by podnieść dupsko i wysilić szaraki do długiego tańca godowego. Mając odcięte zmysły (węch, słuch, dotyk i częściowo wzrok) sięgamy po wyobraźnię i to chyba w niej szukamy zrealizowania sowich nierealnych pragnień. Będąc tylko wyobraźnią starzejemy się podążając w tył, przed podstępującą na przód technologią (m.in. kamerką czy mikrofonem).
6 wrzesień 2008 o 14:25
to ja jestem chyba jakiś ewenement, bo ni cholery nie udało mi się zakochać przez internet. Ani razu. A chciałam, nawet był taki czas, że bardzo chciałam. I lipa.
Bo jak tu się zakochać jak facet , niby taki wysoko kształcony, soli błędy ortograficzne, stylistyczne i językowe, interpunkcyjne i wszelkie inne ?
Na żywo przynajmniej ortograficznych i interpunkcyjnych nie słychać …
A skype nie używam.
Pewnie zbyt wymagająca jestem.
6 wrzesień 2008 o 14:33
Zuzanna oczywiście kojarzy mi się z biblijną wersją czatów” z Księgi Daniela (Zuzanna i starcy) co jeno dowodzi raz jeszcze, że zmienia się technologia, ale mężczyzni nie zmienili się przez 5,000 lat. Kobiety mogą kąpać się dziś w unigender saunach, bo mają więcej wolności w dysponowaniu swoimi potrzebami. Wydaje mi się, że pragnienia są zawsze realne. Tylko ich zaspakajanie jest dziś bardziej technologiczne.
6 wrzesień 2008 o 14:43
prowincjuszka: hehe Ty to masz nielada wymagania. (czy nie lada piszę się razem czy osobno? cholera, znowu straciłem szanse na ortograficznie wybredny romans sieciowy!)
A jak było na tym jarmarku bloxa? też Cię rozczarowała punktuacja? Skype=ekonomia. W Twoim zawodzie to warto wziąć pod uwagę. A poza tym zgadzam się merytorycznie, bo jak facet robi błędy w ortografii, to także w łuszku.
6 wrzesień 2008 o 15:52
Nauczyłam się /całkiem niedawno/ za błędami dostrzegać Człowieka.
6 wrzesień 2008 o 17:08
Kasia: A co z tym “Styl to człowiek”? A ortografia to już nie?
7 wrzesień 2008 o 1:14
Stefanie, skrzywieniem? Kadarko – wiele kobiet rzuca sie na pierwszego lepszego faceta rowniez w zyciu pozasieciowym.
Ja tam jestem goraca zwolenniczka sieciowego zakochiwania sie. Glownie dlatego, ze od ponad trzech lat mieszkam z mezczyzna poznanym na serwisie match.com
7 wrzesień 2008 o 6:29
Vierabku: to Ci wyszło przez ten brak kontroli. Gdyby córa uważniej Cię dopuszczała do internetu, kto wie czy by do tego doszło.
Stefan: małżeństwa sieciowe, o których myślę, to całkiem świeże sprawy, nie żadne tam czasy Przyzwoitej Ściepy. Po prostu bywają zrównoważeni i ciekawi młodzi i niemłodzi ludzie, którzy w “fizycznym” otoczeniu (autobus do pracy, towarzystwo w stołówce, kolejka do lekarza) nie mają nawet szansy pisnąć o swoich głębszych zainteresowaniach i potrzebach. A te różne sieciowe wydrwigrosze (dużo więcej tu obrzydliwych mężczyzn niż kobiet) przecież są tak przewidywalni jak te fantazmy z podróży do Ixtlan, nie minie ani 15 minut, a oni zaczynają mówić o jedzeniu…
7 wrzesień 2008 o 8:46
vierablu: gratuluję, ale wyjątki, niestety, nie potwierdzają reguły.Rozmawiam ostatnio z dawną przyjaciółką sieciową, która w hormonalnej desperacji weszła na “dating” i po trzech oszustach trafiła na takiego, który ją całkowicie zauroczył. To że on jest Murzynem w Afryce, nie ma znaczenia bo miłość wyklucza rasizm. To, że jest oczywistym (dla mnie) oszustem niepokoi mnie, bo nie potrafię jej o tym przekonać i muszę dać za wygraną. Jej lekcja życiowa, nie moja. Niestety. Ale to, że masz dobre wyczucie w zdradliwej sieci, cieszy mnie.
7 wrzesień 2008 o 9:23
andsol: masz rację, że sieć umożliwia, poprzez słowa, “spotkanie umysłów”, i to dużo szybciej niż to było możliwe w czasach przedpotopowych. Ale tutaj jest właśnie ta zagadka, bo oszust też potrafi znaleźć to coś, słowami, czeglo szuka ta druga osoba. Umysł ludzki to niezbadana głębina płycizny.
7 wrzesień 2008 o 14:18
na jarmarku bloxa był jeden jedyny facet na którym oko mi zawisło, ale…
wokół już tańczyły inne hurysy szczuplejsze, młodsze i wdzięczniej w jego oczy zapatrzone, tom się nie pchała, bo i po co ?
po za tym takie zakochanie to byłoby w realu a nie w internecie
No chyba, że mówisz, o targowisku próżności jakim jest blox w ogóle a nie o zlocie w Juracie…
Tylko widzisz mój drogi : jak się w necie trafi jeden samodzielny osobnik płci męskiej, a nie daj boże jeszcze potrafi pisać ( albo przynajmniej potrafi udawać, że potrafi) to go zaraz inne oblepiają jak osy patyk umazany miodem. A ja introwertyczne skłonności posiadam więc mi tłok “nie konweniuje”.
Ciebie pokochałabym chętnie- cóż kiedy gdzieś tam, kiedyś ogłosiłeś zajętość…ech… Nie ma, no nie ma sprawiedliwości na tym świecie!
PS. i żeby nie było : ja rozumiem, że każdemu czasem trafia się chwila zaćmienia, walnie głupiego “babola” i napisze “przczoła”. Ale jak błąd goni błąd i błędem pogania ? No nie da się wtedy zobaczyć Człowieka . Widzi się jakąś dziwną miernotę, co się nawet rodzimego języka poprawnie używać nie nauczyła ( w najgorszym przypadku) albo kogoś z kim mnie osobiście jest absolutnie nie po drodze ( w najlepszym).
7 wrzesień 2008 o 15:16
Prowincjuszko, piszesz:
“Ale jak błąd goni błąd i błędem pogania ? No nie da się wtedy zobaczyć Człowieka ” – taka byłam całkiem niedawno.
Patrzyłam przez ortograficzne okulary, aż pewnego dnia odłożyłam je na bok. Przestałam skupiać się na błędach i zaczełam czytać – z życzliwością.
Nie powiem, że nie widzę błędów, widzę. Ale widzę też, że ta osoba się stara i mimo popełnianych błędów ortograficznych, nie jest “miernotą”, ale człowiekiem, który ma wiele do powiedzenia i którego czytam z prawdziwą przyjemnością.
I nie działa tu magia różowych okularów;)
7 wrzesień 2008 o 15:57
prowincjuszka: a prop zlotu w Juracie albo zlatu w Jurnocie, a jaki skutek miałby romans w realu z tym na którym zawisło Twoje oko (jedno na szczęście) na zetknięcia w wirtuale? Bo mnie ciekawi. Ja zakochuję się w Tobie ile razy czytam z zachwytem Twój blog i tak u mnie jest z moimi zakładkami, bo to są spotkania umysłów i słów, a nie zmysłów – te budzą się dopiero przy nieco bliższych tete-a-tete. Może kiedyś urządzę zlot Casanowy w moim uroczysku hampstedzkim i wtedy będę siedział w gronie moich urokliwych zakładek, wzdychając jak Casanowa na łożu śmierci: “tyle pięknych kobiet, tak mało czasu!” Na szczęście mam także męskie zakładki, które pięknie piszą i które darzę braterską miłością słowoluba. Oni może pomogą.
O błędy ortografii nie trudno, ale nagminne błędy wskazują na coś, co mnie ostrzega przed taką osobą.
7 wrzesień 2008 o 16:25
Najpierw mnie opętałeś, a dopiero potem ostrzegawczą notę umieściłeś?
Za późno, Stefanie, za późno…
7 wrzesień 2008 o 18:15
defendo: nie bądź takim niewiniątkiem, bo aby tańczyć tango muszą być dwie osoby. Jak tatarska horda, bierzesz w jasyr korda, a potem zwalasz winą na Bogu ducha winnego, co nawet sznurowadła nie potrafi spętlić
7 wrzesień 2008 o 19:06
Stefanie, odpowiem : nie wiem jaki by to skutek miało. Może o to chodzi w zakochiwaniu się – że się właśnie nie wie dokąd się człek da zaprowadzić. Tak jak nigdy nie wiem dokąd zaprowadzą Twoje wywody.
Kasiu, droga imienniczko. Każdy ma swoje racje. Ja uważam, że człowiek wykształcony (lub chcący za takowego uchodzić) winien potrafić pisać poprawnie w rodzimym języku. Mówić też. Jeśli nie potrafi to:
albo jest wybitnie tępym osobnikiem
albo wybitnie leniwym.
Oczywiście zawsze można zwalić winę na dysgrafię itp. Tylko od czego w takim razie jest opcja sprawdzania w edytorze tekstowym ? Walenie błędami jest dla mnie niczym innym jak niechlujstwem i brakiem szacunku dla rozmówcy. To tak, jakby na spotkanie ze mną facet przyszedł spocony, brudny i śmierdzący.
To jest oczywiście moje zdanie i nikt nie musi się z nim zgadzać ani liczyć.
7 wrzesień 2008 o 21:09
A tak, jeśli masz na myśli pisanie na blogach , forach etc. to zgadzam się imienniczko, w całej rozciągłości- sprawdzać można, wręcz należy:) Pisząc o błędach i zdjęciu ortograficznych okularków, miałam na myśli czaty i tudzież inne sposoby szybkiej wymiany myśli.:)
7 wrzesień 2008 o 22:07
Prowincjuszka: moment zakochiwania się jest zawsze piękny i gdyby każde zakochanie kończyło się niewidocznym ściegiem w serdecznej przyjaźni, to odkochiwanie się byłoby także piękne.
Moje wywody to podróże bez mapy. Pociąg wyobraźni. Bez zawodu.
Kasia: Zgadzam się na sto procent, bo na szybkich wymianach robię straszliwe błędy. Główny powód to dwie zmienneklawiatury
i stukanie dwu-lub czteropalcowe.
8 wrzesień 2008 o 7:54
czaty – owszem,tu w pewnym stopniu wybaczam błędy, ale tylko w pewnym stopniu.
Do dziś wstrząsa mną dreszcz obrzydzenia gdy wspomnę zaczepki czatowe ( z ery prehistorycznej gdy zaczynałam używać internetu)
“Z kond jesteś ?”
” Ktury raz ?”
Brrrr….
Może dlatego tak szybko i tak definitywnie porzuciłam czat dla bloga.
Stefan , wiesz. Ostatnio coraz częściej mam uczucie, że to co najpiękniejsze w życiu to właśnie ten moment zakochiwania się.
Na komunikatorach robię dużo literówek i też się tego wstydzę.
8 wrzesień 2008 o 12:32
prowincjuszka: tak, tak, tak i nawet tyk-tak. To jest ten cudowny moment odurzenia, nadziei, wyobraźni w stanie wrzenia i unieruchomienia zdrowego rozsądku, intuicji, chłopskiego rozumu. Zakochiwanie się to książka gotowa do druku – ale kto wydrukuje puste kartki poplamione łzami? I nawet bez c.d.n na końcu.