Dwa dni temu chciałem zerknąć na mój rajski ogródek na balkonie.
Wszedłem do „balkonowego” pokoju i w następnej sekundzie leżałem poturbowany, oszołomiony i zdumiony na podłodze. Czy ktoś słyszał kiedykolwiek, aby człowiek sam siebie zaatakował podstępnie od tyłu, pchnął w plecy, podstawił sobie nogę i rymnął na podłogę bez żadnej szansy samoobrony w celu połamania sobie żeber? Nie? No, to pozwólcie, że się wam przedstawię jako taki fenomen. W pokoju nie było nikogo, prócz mnie. Na podłodze nie było żadnych widzialnych lub niewidzialnych przeszkód, o które mogłem niebacznie zawadzić stopą, potknąć się i wykopyrtnąć.
Zawrotów głowy nigdy nie miałem i nie mam. O ile wiem byłem przytomny i trzeźwy wchodząc do pokoju beztrosko i bez pośpiechu. Co dziwniejsze, miałem świadomość upadania w zwolnionym tempie, co można czasem ujrzeć na filmie, gdy bohater umiera. Zanim podniosłem się, obmacałem obolałe udo i bok, stwierdzając z niepokojem, że najbardziej bolesne pod dotykiem było jedno żebro. Pęknięte, potłuczone czy złamane?
A może Stworzyciel zdecydował, że „ nie jest dobrze, aby ten stary adam uprawiał nasze doniczki rajskie sam. Trzeba dać mu Ewę do pomocy.” Moje uśpienie odbyło się w równoległym wszechświecie, gdzie czas biegnie wstecz. To spowodowało momentalne zamroczenie, skołowacenie i upadek w tym świecie. Stwórca pomajstrował coś z moim żebrem i po krzyku. „Twoje Ego-żebro, tfu, twoja Ewa będzie ci teraz pomagała na balkonie,” rzekł z uśmiechem i zmrużył jedno oko porozumiewawczo. Obolałe Ego-żebro nie dało mi spać całą noc, więc dziś polazłem do szpitala, na oddział wypadków i upadków. Tutaj śliczna pani doktór współczuła mi , obmacując moją klatkę piersiową tak czule, że gdybym był ptasznikiem to bym ją w niej uwięził. Z równą słodyczą pouczyła mnie, że złamanych żeber nie prześwietlają, bo one same się leczą tak jak złamane serca. Widząc moje rozczarowanie powzięła jednak kobiecą decyzję, pogadała z panią od Roentgena i po kilkunatu minutach mogłem obejrzeć na własne oczy bardzo fotogeniczne zdjęcie moich żeber, gdzie nie było złamań ani pustych miejsc, ale w jednym miejscu była jakaś podejrzana mgiełka. „ To twoje serce,” wyjaśniła uwodzicielskim szeptem i uścisnęła mi dłoń na pożegnanie. „Oddychaj głęboko i namiętnie,” dodała, wręczając mi pudełko potężnych pigułek przeciwbólowych. Dycham, dycham…J
Tagi: ostry dyżur, prześwietlenie, przypadki, upadki, wypadki, żebra
3 wrzesień 2008 o 10:10
opisałeś to w przepięknym natchnieniu, ale jak się CZUJESZ teraz???
dość dziwne, ale wczoraj też szukałam dla siebie prędkiej pomocy medycznej i to jeszcze nie koniec….
czy oddychasz dość uważnie?
pozdrawiam najbardziej dosłownie jak mogę:)
3 wrzesień 2008 o 10:49
Wyrazy współczucia ze wszystkich powodów, które zaistniały w wyniku upadku. Pozdrawiam.
3 wrzesień 2008 o 11:57
nyema: ja się czuję dobrze – moje poturbowane Ego liże się z ran wieczorem i z rana-moje żebro zamroczone ko-kodaminą protestuje daremnie, bo nie powróci do normy przez miesiąc.
Mam nadzieję, że nagła pomoc pomogła i przesyłam energię wyzdrowień z pozdrowieniami. Oddycham rozważnie
3 wrzesień 2008 o 12:02
zabociek: ten powód wnosi boleściwe oskarżenia przeciwko anonimowym napastnikom odpowiedzialnym za powody Upadku na Drodze życia. Plaster współczucia zaaplikowany z podzięką.
3 wrzesień 2008 o 12:36
Pamiętam jak pewnego pamiętnego stycznia zepchnęłam się ze schodów na dworcu kolejowym co zaowocowało bólem żebra przez czas jakiś, choć nie wpadłam na to, żeby pójść do lekarza. Po latach mogę się dopatrzeć w tym przyczyny, tyle że zamiast spychać się ze schodów, powinnam była wtedy stuknąć się w głowę, owoc po który sięgałam w tym czasie niewątpliwie był zakazany i powinien taki pozostać dla mojego zdrowia psychicznego…
Pamiętam, że oddychało mi się po tym upadku fatalnie, współczuję.
3 wrzesień 2008 o 13:32
szekina: witam i cieszę się, że zajrzałaś. Czytam Twój intrygujący blog i jesteś w moim blogrollu.
Usiłuję od dawna czytać Księgę Znaków i mam nawet książke Luizy Hay na temat symboliki ciała. Kości/szkielet w/g niej to “struktura życia” Jeśli coś łamie się, to znaczy że jakiś aspekt życia kruszy się. Dworzec kolejowy? Ciekawe, bo to dla mnie też symbol podróżowania przez życie. Schody – znowu symbol. Ale jest ich mnóstwo – mój upadek był przewidywany w szeregu innych symbolicznych wydarzeń od ostatniej pełni księżyca czyli “opozycja” do mojego znaku astro. Tyle, że ich nie analizowałem. Mądry Polak…Dzięki za wyrazy współczucia – to zawsze pomaga