Coraz ciszej – wrzesień!wrzesień!
Słonce rzuca blask z ukosa,
I dzień krótszy, chłodna rosa-
Ha i jesień – polska jesień…
Na jesieni świat się mieni
I w dobrane gra kolor.
Pajęczyny srebrem dziany
Jak kobierzec różnowzory…
Jesień polska to matrona…
Dziwnie mądra pora roku
Zdrowa duszy, czuła oku,
Gdy liść zwiędły się przegania,
Ziemia, zda się, w ów czas marzy
Wincenty Pol: Pieśń o ziemi
Sędzia: czy oskarżony Wrzesień przyznaje się do szerzenia w kraju banałów, pustych frazesów, wyświechtanych komunałów i drętwej paplaniny o jesieni i martwych słów na powyższe tematy?
Wrzesień: Jesienią, jesienią, sądy się rumienią…
Adwokat: Wysoki Sadzie, mój klient jest niepiśmienny i cytuje z pamięci.
Sędzia: nie umie cytać i czytuje? Dziwo nad dziwami!
Prokurator: Kto jest odpowiedzialny za szerzenie smutku, pesymizmu i paskudnej pogody…o, właśnie…tutaj- „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, Dżdżu krople padają i tłuką w me okno..jęk szklany…płacz szklany…i szyby w mgle mokną i światła szarego blask sączy się senny…
(Sędzia wyjmuje chusteczkę ociera łzy i smarka głośno)
Adwokat: Leopold Staff
Sędzia: Oskarżony Wrzesień tak się nazywa? Pięknie pisze i sąd osobiście nie widzi tutaj powodu do skazania go na ciężkie roboty
w kamieniołomach blogowych za szerzenie jesiennej pogody, bo to nie go wina. Koniec sprawy.
Prokurator: Na mym czole smutku chmura…Więdnę jak liść…
Jesień: Czekać trzeba cierpliwie, aż po pewnym czasie nowy frazes papudze w pamięć znów wbić da się…frazes jednak wystarczy, bo myśl diabli wzieni… i takie jest słowo ostatnie jesieni … mKc
Tagi: anon, banały, frazesy, jesień, komunały, poezja, Pol, Staff, Wyspiański

1 wrzesień 2008 o 15:43
Stefano, przecież lato wciąż trwa! U mnie jeszcze żaden liść z drzewa nie opadł
Szukasz frazesu o rudej czerwieni i dywanie pod nogami? Poczekaj do listopada, dopiero zrobi się breja i dasz ujście banałowi jesiennej poezji. Pozdrowienia dla piszących “białe rymy” o jesieni
1 wrzesień 2008 o 20:03
Nie u nas, Kadarko, nie u nas. Tutaj liście już szeleszczą pod stopami. Nie w takiej ilości jeszcze jak na zdjęciu,które jest właśnie z listopadowego spaceru po pstrym kobiercu na Wzgorzu Druidów. Wiosna radosna, lato słoneczne(?), jesień smętna i zima sroga. Ale bez banałów nie byłoby poezji i odwrotnie. Pozdrowienia dla pozdrawiającej.
2 wrzesień 2008 o 18:03
E tam, u nas na północy ciągle lato
A jesień to moja ulubiona pora roku jak na przykład u Tuwima: “Wczesna jesień – oto moja pora, siwy ranek – kolor mego wzroku, siedzę w miłej kawiarni jak w obłoku i mógłbym tak do wieczora…”
A znowu Gałczyński chyba jesieni nie lubił:
Cyrulik jesienny
Tristis est anima mea
usque, jak mówią, ad mortem…
Oto się jesień zaczęła
i nie ma komu dać w mordę;
i nic, już nic nie zachwyca,
i nic, już nic nie wystarcza,
idzie przez łan osmętnica,
tęsknota gospodarcza.
Sam na pomoście tramwaju
odczuwam taką tęsknotę…
O, jak te liście spadają.
O, jak spadają złote…
(…)
Gdy wspomnę (ach, jakże mięknę!)
świetlaną zjawę dzieciństwa…
Ha, życie może jest piękne,
ale za dużo świństwa.
Eeech! to się jesień zaczęła
i nie ma komu dać w mordę…
Tristis est anima mea
usque, jak mówią, ad mortem.
Pozdrawiam z (wciąż letniej) północy
3 wrzesień 2008 o 8:30
Basiu, Twoja letnia północ martwi mnie, bo to znaczy że bieguny już się odwyrtnęły i teraz my, na południu, będziemy marznęli, a u Was będzie trwało włoskie lato. Emigruję na północ.Gałczyński był jesiennie “osmętny” w tym wierszu i proroczo przepowiadał “tęsknotę gospodarczą” chociaż nie jestem pewien co-poza rymem-miał na myśli. Pozdrowienia z południowej Północy.