Archiwum z sierpień, 2008

107. Błyskawice – Myśli Sierpniowe

31 sierpień 2008

Posążnice – stare dumy

Piorunnice- stare krzyki

Szumki lotu – konie kare

Szumki płaczu – dum słowiki

Błyskawice – myśli stare

Rusałczanki – dzwony szklanne

Smętne dumy podkurhanne.

Słowacki: Sen srebrny Salomei

Sierpień odchodzi burzyście, piorunnie i grzmotliwie, zmiatając po sobie stare myśli i polerując się na powitanie wrzosowej jesieni. To nie był dobry miesiąc, chociaż słowo „dobry” jest jak stary tynf, prawie nieczytalna moneta, na której widać tylko jakieś mgliste  kształty przeszłości. Co znaczy ten sierpień, ten sygnał dziewiczy ? pytają mnie bliscy i dalsi, leciutko podpici. Odpowiadam naukowo, aby ich zbić z pantałyku: jego forma sugeruje, że jest najemnym tragarzem gwiezdnej informacji dotyczącej nadawania mojej formie doczesnej zdolności tworzenia słownych fantasmagorii dna, które biegną antyrównolegle i owijają się wokół mojej osi tworząc lewo- i prawoskrętną serpentynę podwójnej heliksy. Oczy bliskich stają w słup; ślepia dalszych zakrywa mgła totalnego ogłupienia. Aby dobić tych innoziemców na rubieżach mojej świadomości, dodaję nonszalancko: „Ategiece!” Oni myślą., że to jakaś magiczna mantra i uciekają w popłochu, a ja krzyczę w DNO czystą polszczyzną „ adieu Nina! -guano nina-ty mina-cy to sina?” Wybaczcie mi, ale mój pseudo-naukowy Pegaz nukleotydyczny zagalopował się zlekka . Nic to. Jest dziś Blog Day czyli BlogDzień, więc wszystko wolno - byle szybko.  cJY

106. Zwodnicze Źródła Wieku Wodnika

30 sierpień 2008

“Lecz czysta woda to wiecznie dar wielki,

Bo czysta woda to i czyste źródło-

A mimo wszystkie wrzaski triumfalne…

…I są źródełka brzydko mineralne”

Wincenty Pol

Źródło dochodów… Co za piękne wyrażenie z jego sugestywnym szelestem ożywczego strumienia banknknotów płynących do mojej bankowej wysychającej sadzawki. W źródle gaszę moje pragnienie, szukam natchnienia, szczęścia, prawdy, informacji, piękna…Niestety, jak mistrz Wincenty słusznie dostrzegł, są też „źródełka brzydko mineralne” – naftowe, siarkowe, kłamstw, zarazy i zła. Czym różnią się od siebie  źródło, zdrój ,krynica i struga tego nikt nie wie z całą pewnością, z wyjątkiem osób mieszkających w Krynicy-Zdroju. która to stolica Tautologii jest dla nich źródłem dochodów ze sprzedaży strugi wód mineralnych, które tryskają na turystów w celach leczniczych. Ta modelka Ingresa udająca Źródło pasowałaby do Wieku Wodniczki, gdyby nie ten jej beznadziejny wyraz twarzy. PS. Brazylijski przyjaciel Uroczyska andsol dał kilka przykładów tautologii tutaj cLm

105. Zmiany Na Przednowiu Księżyca

29 sierpień 2008

Życie bez zmian jest jak martwa sadzawka. cuchnąca stęchlizną.

Każda zmiana, zła czy dobra, z pewnością ma jakiś cel. Podejrzewam nawet, że gdy jakiś wariat rozbija mi samochód bez mojej winy, to jednak ja miałem w tym pewien udział, może podświadomy albo spowodowany dziwnym snem, który sam się jakoś zrealizował.  Niestety, nikt nie może mnie zapewnić, że zła zmiana wyjdzie mi ewentualnie na dobre albo że te zmiany, które wprawiły mnie początkowo w radosne delirium, skończą się płaczem i zgrzytaniem zębów. Każdy zmiana to strzał na ślepo, ale ten kto przyciska spust, to ja. Czasem trafię, często chybiam, ale tak czy inaczej ładuję ponownie mój szybkostrzelny oręż i czekam na okazję, obserwuje znaki na niebie i na ziemi, rozmawiam z pająkami-znawcami sieci i poszukiwaczami skojarzeń i gdy tylko pojawi się na „muszce” jakieś dziwne wydarzenie, wiem że to sygnał i zapowiedź nadchodzących zmian. I wtedy czuję się jak baran, na którym skóra drży bo gdzieś tam, w owczarni, strzygą. beczące owce.  O to tyle o zmianach, których podmuchy przeleciały po Uroczysku. Barometr wróży burze, deszcze, słońce i tęczowe obietnice. mJc

104. Owczym Pędem Na Barana ku Hali

28 sierpień 2008

Plotki z opłotków szepczą, że szkoccy genetycy pomylili końce DNA (ma ich dwa) przy klonowaniu owcy i Dolly 1 beczała aaab, aaab. Dopiero udało im się z Dolly 2, ale ta, biedula, też długo nie pożyła, mimo że śpiewała baaa, baaa. Barany, owce, kierdele, wełna, pasterze, pastorzy i pasterki, pastorały to ciekawy temat językowy, bo wiele słów z tych pastwisk semantycznych splątało się metaforycznie  z religią, edukacją, głupotą, modą i pop-kulturą, ekonomią, meteorologią i żarciem. Nie mam ani ochoty ani czasu na rozwinięcie wszystkich metafor w blogowym wpisie, ale rzucę okiem na te, które wydają mi się ryzykowne lub pasujące jak baran do karety w dzisiejszym świecie. Metafora Pasterza jako opiekuna  i żywiciela trzody potulnie beczących owiec narodziła się wśród ludów pasterskich, a te zniknęły dawno temu. Jezus żył i nauczał w środowisku. gdzie porównywanie ludzi do owiec było rozumiane jako komplement, bo owce kojarzyły się z dobrobytem. Wełna, mleko, ser i mięso od stada posłusznych zwierzaków, które żarły trawę, masowo produkowały jagnięta co rok i tylko czasem były atakowane przez drapieżców, ziemnych i lotnych stworzyły symbol-komplement raczej niż obelgę. W Starym Testamencie Jehowa często był wielbiony jako Pasterz ludzkich trzód, zaś Jezus, w opowiadaniach jego uczniów i wyznawców także miał  ksywę Dobrego Pasterza. Mimo, że jego apostołowie byli głównie rybakami, Jezus zachęcał ich do pasania owiec, czego jednak nie brali dosłownie, bo niemal do końca uprawiali swój zawód poławiaczy ryb. Dalsze rozwijanie tej metafory jest rydzykowne, bo wszyscy pasterze kościelni to „najemnicy”, a o nich Jezus nie miał dobrej opinii (Jan 10:13 „a najemnik ucieka iż jest najemnikiem  i nie ma owiec w swej pieczy”). Pasterz, a zwłaszcza najemnik, „strzyże” swoje owce bezlitośnie, kastruje barany i wysyła jagnięta do rzeźni, co nie zachęca zbytnio do członkostwa tego kierdelu kościołów, bez względu na to czy pasterz zwie się ksiądz, ojciec, pastor, rabin czy imam. Inną wątpliwą metaforą religijną jest nazywanie Chrystusa Barankiem Bożym, bo chociaż zdrobniała forma „barana” łagodzi nieco to porównanie, to jednak słowo „baran” ma kilka ujemnych znaczeń, obok oczywistej idei bierności i uległości.  Baranek wielkanocny to też raczej dziwne skojarzenie przy stole zastawiony, mięsiwem z tegoż symbolu.

Dlaczego nasze plecy stały się imitacją barana, tego nawet nie próbuję się domyślać, aby nie zabrnąć w metaforyczne chaszcze. A jakim cudem Odyseusz i jego towarzysze uciekli z jaskini Polifema ukrywając się po brzuchami baranów tego też nie wiem, ale  możliwe, że byli krasnoludkami. O pasterkach, pastorałach, paszy itp innym razem. Aby usprawiedliwić tytuł dodam tylko, że blogowanie jest już uwiecznione jako „owczy pęd ” na jednym z najciekawszych i wartych czytania  blogów, gdzie wpisy są dość rzadkie, ale “wełna” do tkania to czysty kaszmir.

PS. Natknąłem się, jak to u mnie bywa, na uroczą  wizualnie i dźwiękowo parafrazę hymnu 23 „Pan jest moim pasterzem” w wykonaniu irlandzkiej piosenkarki-aktorki Maureen Hagerty. Warto posłuchać! cJI

103. Prezent z Mgławicowej Otchłani

26 sierpień 2008

Dostałem dziś raczej opoźniony prezent od Teleskopu Hubble. Widocznie  zawędrował tak daleko na bezdroża wszechświata, że przesyłka zajęła dokładnie dziewięć lat i dwa dni zanim do mnie dotarła. Tego rodzaju pakieciki przynoszą mi specjalni posłańcy zwani zbiegami okoliczności. Skąd oni zbiegli, nie mam pojęcia, ale wiem że synchronizacja ich biegania jest niemal tak trudna jak te skomplikowane niby-pływanie w basenach olimpijskich.  Zaczęło się od moich urodzin w niedzielę 24 sierpnia. Znak Panny-Dziewicy c chwycił mnie w ramiona i powiódł na pola webowe w poszukiwaniu mojego nieznanego jeszcze prezentu. Najpierw wpadłem na trop tego własnie dziwnego M jako symbolu Dziewic Matek – Miriam i Maja, a od tego było już bliziutko do polarnego bieguna Dziewicy, którym jest konstelacja Ryb. Wzory na tej kanwie skojarzeń i powiązań z rybakami Ewangelii i tajemniczym Bóstwem-Rybą, Oannesem,powiodły mnie nieuchronnie w stronę tego mistycznego znaku pierwszych chrześcijan (Quo Vadis), którym była ryba, a ściślej mówiąc „rybi pęcherz” – vesica piscis, który tworzą dwa przecinające się koła. I tutaj wszystkie zbiegi zbiegły się w otchłani kosmicznej i stamtąd przyniosły mi mój urodzinowy dar za pośrednictwem Teleskopu Hubbla.  Jest to kosmiczny „rybi pęcherz” w odległej konstelacji, którą nazwano „ Południową Mgławicą Raka”. A dlaczego to był prezent dla mnie zobaczycie łatwo jeśli uważnie przyjrzycie się tej stronie. No, właśnie!(J)

102. Czarne Odmieńce z Antypodów

25 sierpień 2008

Czarny łabędź to oczywista iluzja, bo łabędzie są białe jak dusza dziewicy (Virgo wciąż trzyma mnie w swych objęciach urodzinowych), jak śniegi Kilimandżaro i moje intencje blogowe. Czarny łabędź to negatywna klisza białego łabędzia, którą Władca Ptaków zapomniał wywołać. Czarne łabędzie stają się niewidzialne w nocy. Te dwa łabędzie znam z widzenia, bo zadomowiły się w Parku Regenta, gdzie chodzę na spacery, gdy chce przywitać się z ptakami na jeziorach. Nie wiem czy te dwa to łabędzie geje, bo takie też rzekomo istnieją, o czym można poczytać w w angielskiej i polskiej wersji Wikipedii. Ich “homosocjalność – łabędzie gejostwo” polega na tym, że dwa samce tworzą gniezdną więź na całe życie, wspólnie budują gniazdo, wabią samicę i jeden z nich udaje, że się w niej zakochał. Po upojnej nocy poślubnej samica składa jajka w gnieździe i wtedy oba samce dają jej niedwuznacznie do zrozumienia, że jej dalsza obecność i obowiązki wylęgania nie będą mile widziane. W łabędzim języku – “fora ze dwora”. Nie mam pojęcia jaką orientację seksualną mają te dwie przybłędy z drugiej półkuli, ale lubię gdy witają mnie w Parku Regenta wyginając swoje wężowate szyje w mój inicjał  S i sycząc “śświtaj sssstefanie”. W garstce moich nielicznych marzeń fotograficznych jest spotkanie czarnego łabędzia z białym krukiem. Bo biały łabędź z czarnym krukiem to norma, a ja uwielbiam dziwolągi. cJI

101. Chłopak Spod Znaku Panny

24 sierpień 2008

Polski zwyczaj świętowania imienin zamiast urodzin przyjął się dlatego, że sprzedawcy napojów wyskokowych mogli wygodniej planować popyt i podaż w imieniny Janów, Stefanów, Bolków czy Jarków. Nie wiem kiedy obchodzi swoje imieniny premier Tusk, ale gotów jestem założyć się, że w tym dniu jest tylko jeden pijany Donald na 500km2 , biorąc pod uwagę błąd statystyczny. Jeśli chodzi o urodziny to nasileniem czy wyciszeniem chóru pijanych głosów rządzą odlegle gwiazdozbiory i astrologia. Nie każdy ma zaszczyt być synem Panny w pierwszych dniach jej kariery, a ja właśnie przyszedłem na świat w blasku jej dziewiczych słońc. Virgo to żadna Panna, bo nie każda panna jest dziewicą, ale Watykan nie mógł przecież pozwolić aby jakaś tam prastara konstelacja niebiańską nosiła miano Dziewicy. Francuzi nie nazwali jej Mademoiselle, Anglicy nie plotą o gwiazdozbiorze Miss, ale Polacy muszą mieć Pannę. Ale ja odbiegam od tematu którym jest „chłopak spod Dziewiczych Gwiazd” czyli ja.  Urodziłem się właśnie (ponownie) w dniu 24 sierpnia 2008, ale lud powstrzymał się od śpiewania „sto lat,sto lat”, bo to troszkę zbyt króciutko gdy się dopełznie do moich sędziwych lat. Moja wspaniała Babcia Maryna zmarła, gdy miała 104 lata, na złość sąsiadom, którzy w jej stulecie właśnie śpiewali pod jej oknami „sto lat niech żyje, żyje nam”. Wyglądam dziś tak jak ten pożółkły liść na zdjęciu. Ale moje dwie półkule mózgowe wciaż kwitną, jak te pelargonie-krasawice, zawsze dziewice. cJc

100.Zielona Nafta Rośnie Na Stawie

23 sierpień 2008

Wczoraj popołudniu ten hampstedzki staw był czysty jak łza. Dziś rano był pokryty grubym kożuchem zielonych glonów.Ptaki uciekły na szybko topniejące zakole czystej wody, bo glony to nie żarty. Glony to nafta! W niedalekiej przyszłości każdy kto chce mieć samochód, będzie musiał mieć także staw pełen zielenic i innych glonów, które będą zaopatrywały go w tanią benzynę, olej, diesel, etanol oraz inne formy biopaliwa. Polacy zamiast wygłupów w Gruzji, powinni wziąć się do budowania glonowego pojezierza i wtedy mogliby sobie wesoło gwizdać na zakusy i zakuski Putina. No, ale do tego trzeba mieć pomyślunek i mądrych doradców. Tych, niestety, w Polsce brak.

Stawy hampstedzkie produkują dość bionafty na oświetlenie mojej dzielnicy, ale destylacja jest jeszcze zbyt kosztowna, chociaż robione są duże postępy w ulepszaniu tej metody. Jest już sporo stron webowych na ten temat – tutaj i tamtaj.

99. Romans Dr Fałszta z Margaritą

22 sierpień 2008

Dwa dni temu otrzymałem troche inny gatunek spamu, zapewne eksperymentalny. Jest to list od niejakiej Margarity pisany okropną angielszczyzną, w którym chce abym był jej potencjalnym mężem.Te listy przyszły z wielu „adresów”, głównie z męskimi ksywami. Tekst w niedbałym tłumaczeniu brzmi tak:

Hello!! moje imię – Margarita. Do mnie 28. Ujrzałam twoją strukturę, polubiłam ją i zdecydowałam napisać do ciebie. Moja przyjaciółka znalazła do siebie osobę w Internecie, teraz to jest szczęsliwe to. Oni zawsze w pobliżu wzajemnym. To jest takie znaczące w mojej opinii. Wierzę, że potrafię skonstruować stosunek i napisałam do ciebie. Ja bardzo szczera, piękna i blond. Ja życzę napisać trochę o sobie bezpośrednio.. Ja bardzo chcieć znaleźć miłość i skonstruować szczęśliwą rodzinę w przyszłości. Ja bardzo kocham dzieci i do mnie marzenia senne szczęśliwa rodzina z moją ulubioną osobą. Pracuję jako krupierka w kasynie. Ja bardzo chcę korespondować z tobą bo bardzo mnie już wplątaleś. Jeśli jesteś mną zainteresowany napisz na mój emejl krasiblimshenok małpa gmail.com. Będe bardzo lubić gdy do mnie napiszesz.  Oczekuję z depozytem nadzieją (with a deposit hope?) twojego listu. Ja bardzo chcę, zobaczyłam twój list. To będzie dla mnie mała szczęśliwość. Jak napiszesz, mogę ci przysłać zdjęcie.  Mam wielka nadzieję ujrzeć twoją odpowiedź umyj przyjaciela (wash the friend!) Twoja przyjaciółka Margarita.

Helo Margerito, do mnie – 90. Moja struktura nie ta sama co kiedyś. Moje senne marzenie to pielęgniarka z depozytem. Nie pracuję na skutek zgrzybiały.Ale  ja chcieć ci zrobić małą szczęsliwość w kasynie, postaw 10 euro na numery 8,17,26 i 35. Ja płacić z wygranych i ci prezent. Ile was jest krupierów, bo ja dostać 15 listy od Margaritów. Nadzieję sobie, że ty znajdź na umycie przyjaciel i konstrukcję rodziny w przyszłość. Twój niedoszły przyjaciel Doktór Fałszt

PS Mefisto uciekł wczoraj  do piekła.  ˜Kc

98. Mój Dąb Wu na Straży Uroczyska

21 sierpień 2008

Tak go nazwałem przy pierwszym poznaniu: dąb Wu. Potknąłem się na jego żylastych korzeniach, mimo że były oświetlone słonecznymi plamkami, a dąb uznał że to był powitalny kopniak i pokazał mi swój gałęzisty inicjał zwisający po prawej stronie, nad moją głową. „Jestem Wu od czasu gdy gałęzie zaczęły mi zwisać.”

„Nie jesteś jedynym, wierz mi. Nam też zwisają.” „Coś takiego!” zaszumiał dąb i zaraz dodał: „Ale mnie także powiewa!” „Nam też. Ale my rzadziej robimy z tego szum.” „Bo nie macie listowia.” „Ale za to rozmawiamy między sobą emejliście” „Były między nami podszepty na ten temat. Tylko nie spamujcie nas. Bać się ludzkiej trzcinie, gdy wiatr dąb wywinie.” Zdębiałem na moment, słysząc te ostrzeżenia, bo właśnie na pokrętnej ścieżce Uroczyska zamajaczyły jakieś cienie. „Słuchaj, Wu! Strzygi-spamy nie śpią. Strzeż mojej ścieżki i skrzyp gałęziście, gdy zoczysz ostrzyżone skrzaty, zaprzężone w szare siermięgi. To spamy i malwery.” „Barodachy!” rzekł Wu celtycko i cisnął mi pod stopy żołądź zeszłoroczny jako symbol naszego przymierza. cK&