Plotki z opłotków szepczą, że szkoccy genetycy pomylili końce DNA (ma ich dwa) przy klonowaniu owcy i Dolly 1 beczała aaab, aaab. Dopiero udało im się z Dolly 2, ale ta, biedula, też długo nie pożyła, mimo że śpiewała baaa, baaa. Barany, owce, kierdele, wełna, pasterze, pastorzy i pasterki, pastorały to ciekawy temat językowy, bo wiele słów z tych pastwisk semantycznych splątało się metaforycznie z religią, edukacją, głupotą, modą i pop-kulturą, ekonomią, meteorologią i żarciem. Nie mam ani ochoty ani czasu na rozwinięcie wszystkich metafor w blogowym wpisie, ale rzucę okiem na te, które wydają mi się ryzykowne lub pasujące jak baran do karety w dzisiejszym świecie. Metafora Pasterza jako opiekuna i żywiciela trzody potulnie beczących owiec narodziła się wśród ludów pasterskich, a te zniknęły dawno temu. Jezus żył i nauczał w środowisku. gdzie porównywanie ludzi do owiec było rozumiane jako komplement, bo owce kojarzyły się z dobrobytem. Wełna, mleko, ser i mięso od stada posłusznych zwierzaków, które żarły trawę, masowo produkowały jagnięta co rok i tylko czasem były atakowane przez drapieżców, ziemnych i lotnych stworzyły symbol-komplement raczej niż obelgę. W Starym Testamencie Jehowa często był wielbiony jako Pasterz ludzkich trzód, zaś Jezus, w opowiadaniach jego uczniów i wyznawców także miał ksywę Dobrego Pasterza. Mimo, że jego apostołowie byli głównie rybakami, Jezus zachęcał ich do pasania owiec, czego jednak nie brali dosłownie, bo niemal do końca uprawiali swój zawód poławiaczy ryb. Dalsze rozwijanie tej metafory jest rydzykowne, bo wszyscy pasterze kościelni to „najemnicy”, a o nich Jezus nie miał dobrej opinii (Jan 10:13 „a najemnik ucieka iż jest najemnikiem i nie ma owiec w swej pieczy”). Pasterz, a zwłaszcza najemnik, „strzyże” swoje owce bezlitośnie, kastruje barany i wysyła jagnięta do rzeźni, co nie zachęca zbytnio do członkostwa tego kierdelu kościołów, bez względu na to czy pasterz zwie się ksiądz, ojciec, pastor, rabin czy imam. Inną wątpliwą metaforą religijną jest nazywanie Chrystusa Barankiem Bożym, bo chociaż zdrobniała forma „barana” łagodzi nieco to porównanie, to jednak słowo „baran” ma kilka ujemnych znaczeń, obok oczywistej idei bierności i uległości. Baranek wielkanocny to też raczej dziwne skojarzenie przy stole zastawiony, mięsiwem z tegoż symbolu.
Dlaczego nasze plecy stały się imitacją barana, tego nawet nie próbuję się domyślać, aby nie zabrnąć w metaforyczne chaszcze. A jakim cudem Odyseusz i jego towarzysze uciekli z jaskini Polifema ukrywając się po brzuchami baranów tego też nie wiem, ale możliwe, że byli krasnoludkami. O pasterkach, pastorałach, paszy itp innym razem. Aby usprawiedliwić tytuł dodam tylko, że blogowanie jest już uwiecznione jako „owczy pęd ” na jednym z najciekawszych i wartych czytania blogów, gdzie wpisy są dość rzadkie, ale “wełna” do tkania to czysty kaszmir.
PS. Natknąłem się, jak to u mnie bywa, na uroczą wizualnie i dźwiękowo parafrazę hymnu 23 „Pan jest moim pasterzem” w wykonaniu irlandzkiej piosenkarki-aktorki Maureen Hagerty. Warto posłuchać! cJI