64.Czarodziejski Owoc Z Ogrodu Eden?

Nikt nie wie, gdzie był Ogród Eden zasadzony przez Jehowę Elohimów, ale ja bym ulokował go w północno-wschodnich Indiach, bo tam znaleziono ślady pierwotnego drzewa mango sprzed 30 milionów lat. To magiczne drzewo z jego owocami, którymi delektowali się bogowie hinduscy, Budda i radżowie, pasuje jak ugryzł do rajskich rozkoszy. Kto wie, czy to właśnie mango nie było tym owocem, którym Nachasz skusił Ewę i od którego zaczęła się nasza fatalna emigracja na ten padół. W Egipcie mango noszą popularną nazwę byczych jąder, bo przypominają je swym kształtem.  Olbrzymia pestka mangowa ma kształt vesica piscis, która jest symbolem kobiecych organów płciowych. Cały owoc zatem mógł symbolizować rajską androginę i wiedzę o propagowaniu ludzkości jakimiś innymi metodami, niż te które znamy dzisiaj. Liście mango są używane w hinduskich rytuałach religijnych jako symbol tętniącej energii życia.  Według lokalnych legend bóg Sziwa pojawił się w formie fallicznej pod drzewem mango, co podkreśla symbolikę tego drzewa, które reprezentowało miłość i płodność. Zaintrygowany pysznym smakiem owoców i tą pestką, która jest tak duża jak owoc, otworzyłem ją, wydobyłem nasienie i wetknąłem w doniczkę w nadziei, że zapoczątkuję własny”bonsai” raj na balkonie. Po dwóch tygodniach troskliwej pielęgnacji mango wykiełkowało i teraz muszę mu jakoś zapewnić tropikalny klimat, co w Londynie nie będzie łatwe. Nawet malutkie mango własnej produkcji byłyby mile widziane.

  

Tagi: , , ,

Odpowiedzi: 12 do “64.Czarodziejski Owoc Z Ogrodu Eden?”

  1. signe mówi:

    i to, co widzę, to właśnie listek mangowy?
    heretykujesz wspaniale:)

  2. stefan mówi:

    Z tym listkiem to trzeba jednak ostrożnie, bo mango jest bliskim krewnym trującego bluszczu. Ciężki jest los heretyka, nawet bez stosów i ekskomuniki, bo ta praca wciąga mnie coraz głębiej
    i wkońcu może odstraszyć większość moich czytelników - prócz takich potencjalnych heretyków jak Waćpani. :-)

  3. signe mówi:

    ja nie jestem potencjalna, ja mam chyba herezję genetyczną…
    widzę, że Cię wciąga…
    po raz pierwszy w życiu jestem Waćpani:))
    czy każdy bluszcz jest trujący?

  4. stefan mówi:

    Jeśli genetyczna, to musimy być z tego samego klanu - witaj gieniu po kądzieli lub po mieczu. :-) Dobrodziejko, mościa pani, madame, łaskawa pani…nie, tylko ten który nosi taką nazwę i nawet nie należy do tej rodziny co bluszcz - Rhus toxicodendron. poison ivy. Po dotknięciu dostaje się wysypkę na skórze, takie paskudztwo Dobranoc

  5. andsol mówi:

    Po setkach lat będą się zastanawiać co to za Azjaci co zapoczątkowali inwazję mango w Londynie (jak nie przymierzając, tfu, tfu, topoli w Zielonej Górze).

  6. stefan mówi:

    Czy to prawda, że w Brazylii drzewa mango ocieniaja często przystanki autobusowe, owoce spadają na głowy stojących w kolejce, co uważane jest za miły, orzeźwiający poczęstunek?
    Supermarkety gdzie kupuje mango są w rękach Azjatów, więc w jakiś sposób są jednak wplątani w tę aferę mangową :-)

  7. O. mówi:

    Indie czy Arabia, mango czy figa, powodzenia w uprawie :)

  8. stefan mówi:

    O! dziękuję za wizytkę i miłe życzenia dla takiego niezdarnego ogrodnika jak ja. Drzewa figowe tutaj są, ale aby figa była jadalna konieczna jest taka malutka osa, która wchodzi w owoc w celach rozrodczych. Figa ma taki pociąg i na ten właśnie temat umieściłem nowy wpis - figa i chuć. Ale nie pokazuj go młodym poniżej lat 18! :-)

  9. andsol mówi:

    Nie wierzę w owoce mango spadające na głowy czy na łono, bo gdyby było aż tak dojrzałe, to ptaszki, mrówki i nietoperze by się zatroszczyły o potrawę. Wielką ilość tych drzew pamiętam z campusu uniwerku federalnego z Ceará, są tam cenione, bo to przyzwoite drzewo, daje dużo cienia. Na przystanku miejskim ani pozamiejskim nie widziałem ani razu, ale jeśli turyści tak mówią to nie będę się spierał, bo turysta prawdę ci powie. Ale nie wierzę w jedzenie mango tak z marszu, przecież człowiek tym się zaświni i zacukrzy na śmierć a zwłoki będą miały między zębami włókna mango.

    Co do Azjatów i mango, w moim stanie wyczaili, że jakaś tam odmiana mango jest tu jednak nieprzyzwoita (wszędzie daje) i to właśnie ta, która jest koszerna dla jakiegoś odłamu muzułmanów z Pakistanu - i wielka radość nastała w owym powiecie (a raczej município). I robią większe interesy międzynarodowe niż przemysł cytrusowy a prawie takie jak papierniczy.

  10. stefan mówi:

    andsol: nawet i cyprysy mają swe kaprysy, a cóż dopiero mango. Nie pamiętam gdzie te cień-dające drzewa rosną na przystankach autobusowych (może na Florydzie?), ale ktoś to pisał na webie jak go ucieszyło takie soczyste refreshment w upalny dzień, gdy mu spadło na głowę. Tutaj są żółte mango nie większe niż jabłka i takie zielone albo różowe wielkości ananasów. Te małe można zjeść na deser, ale te duże traktuję inaczej, bo lubię na deser mieć mieszankę owoców - banany, kiwi, skrobany miąższ mango (aby usunąć trochę włókien, chociaż są one dobre do trawienia) i lody waniliowe z Madagaskaru zamiast cukru. Jestem pewien, że te Twoje mango mają zupełnie inny smak od naszych, które są zbierane niedojrzałe, mrożone w transporcie i rzadko gotowe do jedzenia gdy je kupuję w supermarkecie. Tylko te małe są dojrzałe, ale ich nie ma w supermarketach; s. na starganach ulicznych.

  11. O. mówi:

    Floryda niestety tez sie nie kwalifikuje na bohatera tej historii, mango co prawda rosna, ale nie dziko i przystankow autobusowych jak na lekarstwo. Komunikacja miejska tutaj jest w powijakach.
    Ze spadajacymi na glowe owocami mi sie kojarza kokosy, ktore zupelnie nie ciesza poszkodowanego.
    O figach wspomnialam jako elemencie sporu biblijnego, niektorzy sugeruja Indie inni Arabie jako miejsce Edenu, a jablko zastepuja starozytna figa.
    Usciski:)

  12. stefan mówi:

    O: Nie mogę już znaleźć tej wiadomości o mango spadających na przystankach autobusów, chyba czytałem na jakimś blogu albo w gazecie. Mango są różnych wymiarów, ale niektóre ważą tyle, że mogłyby nabić guza. Dawno temu widzałem film Shangri La ale ten raj na ziemi był chzba w górach Tybetu. Bliski Wschód, Indie czy inne miejsca nei grają wielkiej roli, bo u wrót Edenu stoi Cherub z płomiennym mieczem i nikogo nie wpuszcza.
    Serdecznie odściskuję :-)

Napisz odpowiedź