Pytanie Prezydenta „czy pan jest tłumaczem?” wywołało w moim mózgu taką burzę różnych skojarzeń i wspomnień, że będę musiał zanudzać Was od czasu do czasu moim przygodami na tym polu minowym, którym jest tłumaczenie z obcych języków na polski i odwrotnie. Tłumaczem nie jestem, bo wolę luźne przekłady, których rezultatem jest coś, czego autor by zapewne nie rozpoznał, gdyby mu ktoś to przetłumaczył wstecz czyli nazad. Jeśli znane europejskie języki sprawiają częste trudności w tłumaczeniu, pomyślmy z litością o tych mnichach wczesnego Kościoła, którzy musieli tłumaczyć z hebrajskich i greckich tekstów na łacinę, a z łaciny na języki pogańskich analfabetów, którym czytał te teksty słabo mówiący po polsku misjonarz. Włos się jeży na mojej naturalnej tonsurze, bo kiedyś znałem łacinę, grekę i hebrajski i wiem ile kłamstewek wciąż się plącze bezradnie w tych wyświechtanych zbyt długim zaniedbaniem tekstach przekrętnie tłumaczonych. Jako jeden mały przykład wezmę ten fatalny czat jaki Ewa miała z czatującym na nią wężem. W jakim języku ta znudzona towarzystwem topornego Adama pierwsza dama rozmawiała z nachalnym Nachaszem (tak się zwał po hebrajsku)? Nie wiemy czy to wąż był poliglotą czy Ewa rozumiała mowę rozdwojonego jęzora, ale ponieważ czytamy w przekładzie na polski, więc przyjmujemy, że Ewa była blondynką z zielonymi oczyma i oboje mówili biegle językiem ks Wujka. Hebrajski przypomina polszczyznę w tym, że znaczenie słów zmienia się w zależności od ogonków, kresek itp znaków diakrytycznych. Czy np Ewa była na pewno w sadzie, a nie w sądzie, bo ogrodnik Nachasz przyłapał ją w tzw in flagranti obrywania rajskich jabłuszek bez pozwolenia od właściciela sadu, sędziwego sędziego Jehowy? Zanim rabini wprowadzili znaki diakrytyczne w średniowieczu, znaczenie słów zależało od widzimisię tłumaczy. Ten pierwszy facet np nie miał na imię Adam, bo to wymyślono dużo później. ADM w hebrajskim to czerwony, ryży, młodzieńczo czerstwy, ale tłumacze uznali, że nie mogli napisać „stwórca ulepil z kurzu ziemi Rudzielca”, bo to nie pasowało do religijnego dzieła. Podobna historia była z Ewą, którą tłumacze ulepili ze słowa ChVH (Chevah),bo jakby to wyglądało gdyby napisali, że Rudzielec dał pierwszej kobiecie imię Życie? Rudzielec i Życie Żeberka? O żebrze i jabłku, którego nie było, innym razem. J &
Tagi: Adam, b, hebrajski nachasz, Księga Rodzajów, kuszenie Ewy, Rudzielec, Życie
19 lipiec 2008 o 6:27
o, jak dobrze, że to piszesz, teraz, kiedy piszesz Księgę Rodzajów, będzie mi trudno stąd wychodzić…
jakoś wiadomo, że wcale nie mogło czy nie musiało być tak, jak jest w tych przekładach poprzekładanych jeden przez drugi, że to może wszystko jedno jak było, ale Twoja wersja jest piękna, i myślę, że Bóg, kiedy już został stworzony, stworzył właśnie raczej Rudzielca i Życie…
och, idę tylko na chwilę do soboty, dziękuję bardzo i sroka mówi też:)
19 lipiec 2008 o 16:32
Gdyby tylko ta praca nie była tak czasochłonna
Ja tylko tłumaczę po swojemu to co można znaleźć na webie na różnych heretyckich stronach, ale także w książkach mojej biblioteczki, bo nad tymi tematami dumam od dawien dawna. Czy ta sroka skrzeczała pozdrowienia na płocie? bo to by zapowiadało deszczu krocie. Mieliśmy tylko jeden pokropiciel jak dotąd.
19 lipiec 2008 o 17:36
było deszczu krocie:)
20 lipiec 2008 o 17:24
Kwiaty i drzewa też muszą sobie popić od czasu do czasu. Sroki są niezawodne…nie, to coś nie tak…sroki są wodne chyba
Nie wiem w jaki sposób ale ten Twój wpis jakoś mi zaginął wczoraj. Czyżby ta sroka była złośliwa?