Jakiś webowy mędrzec oświecił mnie wczesnym rankiem, że ta fraza znaczy konieczność podjęcia „męskiej decyzji”, co od razu automatycznie wyklucza kobiety z tego procesu jako istoty niezdolne do dokonywania wyboru. Tu otwiera się temat rzeka, w którą nie mam jakoś zbyt wielkiej ochoty nurkować, bo tam czyhają ośmiornice i piranje, obie rodzaju żeńskiego. Albo mnie zeżrą za pozorny męski szowinizm albo zignorują czyli na dwoje babka wróżyła, co jest kobiecą wersją wozu i przewozu. Kobiety błąkają się w tumanach mgły niezdecydowania, gdzie turlają się delfickie dwuznaczniki Pytii i okrutne zagadki Sfinksa, istoty z tułowiem lwa i biustem ze stron egipskiego Playboya. W świetle takich starych patriarchalnych pojęć, męskie decyzje istotnie wyglądają jak solidny wóz na czterech kołach, turkoczący ochoczo po wybojach i zakrętach polnej drogi życia. Ale poważnie zapytuję: czy kobieta jest zdolna do powzięcia męskiej decyzji? Podglądając kobiety w sklepie z damską odzieżą musimy dojść do wniosku, że istnieje coś takiego jak kobiece niezdecydowanie, które jednak może skończyć się kobiecą decyzją wyjścia ze sklepu bez zakupu. Alternatywą dla kobiety jest pomoc ze strony obecnego w sklepie niezdecydowania mężczyzny, którego można spytać w desperacji: „ jak myślisz? czy jest mi w tym szkarłacie do twarzy?” Na co on, będąc męskim zdecydowanym decydentem, odpowie: „ wyglądasz pięknie! jak zawsze!”, nawet jeśli jego blondynka wygląda jak stodoła w ogniu. Dręczy mnie także pytanie, czy mężczyzni ubrani w długie suknie, noszący naszyjniki i pierścienie z relikwiami na palcach, są zdolni do męskich decyzji. Jest chyba jakiś rydwan watykański między męskim wozem i kobiecym przewozem, co ilustruje najlepiej taki przykład: „Międzynarodowa Komisja Teologiczna w od dawna oczekiwanym dokumencie podjęła decyzję o rezygnacji z koncepcji tak zwanego limbusu, czyli otchłani, do której, zgodnie z wielowiekową tradycją w Kościele katolickim, trafiają dusze dzieci zmarłych bez otrzymania chrztu.” Decyzja zajęła im kilkaset lat, co musi być rekordem godnym wpisu do Księgi Guinessa. Jeśli czas jest miarą procesu decydowania, to męska decyzja pochłania trzy minuty, kobieca-trzy godziny, a klerykalna – trzy wieki. Albo coś w tym rodzaju. PS. językowa analiza wskazuje na podejrzaną obecność kobiet w decyzji (rodzaj żeński) i jej synonimów jak roz-strzyga-nie. W matriarchacie nie było „męskich” decyzji, ale kobiety nie miały kogo winić za błędy, więc przekazały tę funkcję naiwnym patriarchom. Strzygi zwykle zwyciężają. !J:
Tagi: Męskie decyzje, otchłań, strzyga, Watykan
