Patrzę, słucham i trudno mi uwierzyć, że ten piękny zresztą i niesamowicie erotyczny taniec królował kiedyś w salach balowych, melinach paryskich apaszów, w kinach, teatrach i prywatnych domach. Był to głównie taniec kobiet, bo to one tworzyły swoimi ruchami fantastyczną atmosferę uwodzicielskiej, orgiastycznej zmysłowości, redukując rolę męskiego partnera do podpórki i puszczania ich w te niesamowite zawirowania, oplątywania ich jedną nogą jak opętana kobra, aby w następnej sekundzie poddać się jak Ifigenia na ołtarzu Artemidy. Nie wiem w jaki sposób trafiłem na La Cumparsitę – chyba jedno z najładnieszych przykładów ze skarbca przedwojennycz cudaczności. Najlepiej podoba mi się fragment z filmu „Tango”, bo jest w nim ta lokalna atmosfera ojczyzny tanga. Bardziej spektakularne jest prawdopodobnie to grupowe tango „Ogień” – płomienne i niebezpieczne, jak ta Lady w czerwonej bluzce w kropki. Nie zapominajmy, że na dnie czerwonej czakry drzemie tajemniczy Kundalini. Mam nadzieje, że nie zbudzimy go słuchaniem tych dwóch namiętnych tańców z tej epoki, gdy miłość można było wyrazić melodią, rytmem i ruchami tańca.. To se ne vrati…
Tagi: Fire, Kundalini, La Cumparsita, tango, taniec
27 czerwiec 2008 o 23:45
Kiedyś oglądałem zaskakujący reportaż z Finlandii o fenomenalnym odzewie jaki ma tam tango. Wygląda na to, że ich samobójcze tendencje sublimują się w tym tańcu prawie tak
pełnym pasji i improwizacji jak pruska Durchparade…
28 czerwiec 2008 o 9:08
Szkarłatną suknię wieczorową właśnie sobie szyję, zorze na licach Ty mi malujesz skutecznie, jogę ćwiczę, więc atrybuty wyznawczyni Kundalini posiadam. Czekam teraz na zaproszenie do tego tanga
chociaż właściwie w tym tańcu to już w tak pięknym rytmie wiedziesz, że poddać się z zamkniętymi oczami można, czujność tracąc, żeby czułość zyskać…
Czytam sobie czasem Twoje dawniejsze wpisy – tak uważnie słowom się przyglądasz, tak je delikatnie w dłoniach obracasz i oglądasz, że radość we mnie niecisz.
28 czerwiec 2008 o 11:41
Oj, to ja bardzo przepraszam za wyzłośliwianie się. To przez ” cuius regio, eius religio”, tu się wierzy w sambę, ale choć jestem wiernym Brazylijczykiem, nie powinienem był obrażać cudzych uczuć religijnych…
28 czerwiec 2008 o 12:05
andsol: W powojennej Anglii tango zostało skazane na stały pobyt w Old Tyme Dancing (“tyme” jako sygnał, że to coś z antyków) i popisy w tymże na specjalnie organizownych zawodach tancerskich. Angielski temperament nie nadaje się do tego namiętnego tańca. Trenowane pary tańczą z powściągliwością godną królowej Wiktorii. Jak tańczą zimnokrwiści Finnowie trudno mi sobie nawet wyobrazić, ale może stress tangowy prowadzi ich do samobójstw?
Samba? A co się stało z karioką i rumbą?
28 czerwiec 2008 o 12:17
Czuję się trochę jak mszyc (męski rodzaj mszycy) zaproszony do tanga przez uroczą Siedmiokropkę.
Ale z odwagą desperata, kupię sobie buty na wysokich obcasach i będę oczekiwał na La Cumparsitę. No, wiesz, pisanie mam we krwi od dziecka, a potem to już tylko praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka, która ewentualnie owocuje. Co nie znaczy, że każdemu podoba się takie pisanie, a są tacy którzy pienią się na sam widok mojego bloga. hehe
28 czerwiec 2008 o 21:03
Teraz zapienią się jeszcze obficiej, właśnie spojrzałam na ranking – Twój blog jest wśród stu najpopularniejszych w WordPressie:)
nadejdę nieuchronnie, mogę Cię zastać nawet boso… w końcu ostróg i tak nie zdejmujesz nigdy, czym swoją stajnię Muz byś przynaglał? Chociaż nie, nie Ty – Ty głaszczesz je po szyjach:)
28 czerwiec 2008 o 22:19
Stefanie, to co widziałem w tv było owiane smutkiem, melancholią, czymś z innego świata. Może kariera tanga w Finlandii była związana z możliwością dotykania się, sztuka dla Finów prawie niemożliwa … Nie, nigdy tam nie byłem, ale mam długie relacje od człowieka co pół życia tam spędził i raczej intensywnie szukając możliwości dotykania.
Jeśli chodzi o cariocas czyli urodzonych w mieście Rio de Janeiro (urodzeni w reszcie stanu o tej nazwie to fluminense) to tańczą pagode (powiedziałbym: samba-combo) oraz na balach punk. Taniec carioca chyba był wymyślony przez Walta Disney’a dla Carmen Miranda… Południe jest niemuzykalne (marsze niemieckie), centrum to samba, północ to forró. A rumba to Kuba. Sorry, Winnetou.
Defendo, a gdzie jest ten ranking? Ciekaw jestem gdzie są dobre listy spoza Bloxa, ja jestem z prowincji…
28 czerwiec 2008 o 22:49
Defendo, no, rzeczywiście jestem, dzięki za nowinkę, bo ja tam rzadko zaglądam, jako że mam rankingów po dziurki w nosie. Chciałem sprawdzić jaki skutek miały moje wypowiedzi pod adresem adminów na Bloxie na ranking bloga (był gdzies w 700) ale nie mogę znaleźć Klechd więc chyba wyciepali mnie wreszcie z Top 1000. Tobie zawdzięczam przybycie na wordpress, więc jesteś moją Muzą.
Ja, ostrogi? Muzy dawno by mnie stratowały gdyby stosował takie metody. Nectar i ambrosia do dzwięku harfy i lutni.
29 czerwiec 2008 o 11:22
andsol: bardzo ciekawe psychologicznie to co piszesz o tangowym dotyku fińskiej psyche. Historia narodowych tańców jest fascynująca, bo w pewnym sensie odzwierciadla temperament i muzykę każdej grupy etnicznej. Muzyka zapewna decyduje o rodzaju tańca, chyba że ludzie chyboczą się w rytm bębnów. Tarantellę spowodowało ukąszenie tarantuli: taniec św Wita-padaczka itp. Wiem, że carioca “to nie imię dziewczyny” jak w piosence dla Mirandy,a reszta tańców tak szybko międzynarodowi się, że ich oryginalne pochodzenie jest właściwie bez znaczenia. Aby zaglądać do rankingów WordPress
trzeba chyba być członkiem, ale zgaduję bo nie sprawdzałem.