Papież Wojtyła był jednym z najbardziej płodnych producentów „pośredników” między nami, grzesznikami, i niebem. Początkowo święci byli przez kilkaset lat ogłaszani lokalnie przez aklamację wiernych. Dopiero w 993r Watykan zainteresował się fabrykacją nowych świętych, monopol papieski wszedł w życie pod koniec XIII stulecia, a formalny proces beatyfikacji i kanonizacji został wprowadzony w 1734. Warunki wpisu w poczet błogosławionych - dwa cuda, na wyższy ranking świętego- cztery cuda i adwokat diabła (advocatus diaboli), którego zadaniem było uniemożliwić kanonizację wszelkimi legalnymi sposobami. Piszę „było”, bo Jan Paweł zniósł tę funkcję, która przeszkadzała mu w masowej produkcji „pośredników”, beatyfikowanych i kanonizowanych, dokonywanej z takim pośpiechem, że dziś można tylko podziwiać jego wybór tej masy neo-bożków, do których ciemne masy zanoszą modły przed szkatułką z częścią kościotrupa, rujnują się na kupno wotum i często wybierają na patrona tego czy owego pod jakimś błahym pretekstem. Tak mi się coś wydaje, że Papież, z jego upodobaniem dla teatru i widowisk, widział siebie jako rozdzielacz ról dla aktorów w jakiejś nieboskiej komedii, w której chciał być reżyserem i głównym aktorem. Niektóre fakty znalazłem w tym interesującym artykule gazety The Independent XKZ
Tagi: advocatus diaboli, fabrykowanie świętych, JanPawełII, ranking cudów
25 czerwiec 2008 o 6:27
Nie sposób sie z Tobą nie zgodzić, chociaż to wielce niebezpieczne w kraju, w którym ludowy katolicyzm, potężnie wsparty przez JPII kwitnie sobie i hasa, przerodziwszy się w idolatrię.
Papież będzie niedługo kanonizowany – leży to w interesie obecnego, bo był taki miły zwyczaj w czasach mocno już zamierzchłych, że następca kanonizował poprzednika, uzyskując gwarancję, iż sam zostanie wyniesiony na ołtarze. Wciąż podejrzewam, że JPII ogromnie zależało na tym, żeby się do niego po śmierci modlono – nigdy nie zaprotestował przeciw własnemu kultowi, którym i za życia go otoczono w Polsce, nigdy nie oburzył się na widok własnych pomników, którymi nasz kraj usiany gęsto. Trudno znaleźć miasto, w którym nie ma ulicy jego imienia.
Żyję w państwie, w którym tolerancja religijna jest pustym hasłem, wyrodziwszy się w tolerancję dla bezrefleksyjności. Ech, ci brązownicy…
25 czerwiec 2008 o 7:21
a to niedobrze, bez diabła świętość jest może nawet niemożliwa….
25 czerwiec 2008 o 7:41
defendo: pomruki z lochów Watykanu wskazują, że Min. Produkcji Swietych ma trudności z tymi koniecznymi do kanonizacji czterema cudami. Raz tylko woda zaczęła płynąć ze stóp pomika JPII w, tłumy z butelkami obległy pomnik, ale okazało się że to jakiś pomysłowy urzędnik miejski wsadził tam rurkę z wodociągu. Ratzinger rzekł o swoim poprzedniku,że on już stał za oknem raju, co było bardzo dwuznaczne, bo przecież święci wchodzą chyba do raju przez drzwi, a nie oknem. Teraz przebąkują o ewentualnej kanonizacji za parę lat – może.
signe2: no, tak, bo niby kto ma kusić? diablice może…:-)
26 czerwiec 2008 o 13:07
W Polsce był ostatnio znany francuski pisarz Houllebecq, i on powiedział, choć niekatolik, że jemu się ta o politeizm ocierająca się rzesza Świętych Pańskich podoba. Może jest tu jakieś zmiękczenie obrazka po protestancku surowego Boga
Trafna uwaga z zamiłowaniem JP2 do teatru i możliwym wpływem tego na kreacje świętych.
26 czerwiec 2008 o 15:19
W tej watykańskiej fabryce świętych jest i zawsze był silny element zwykłego biznesu. Pomyśl tylko, ile kościoły mogą zarobić na nowych świętych: ołtarze, odpusty, obrazki, wotywa, posągi i posążki itp. Może ktoś już kiedyś zbadał ten “przemysł” o globalnym zasięgu – jeśli nie to by było warto.
Inna strona to awansowanie świętego do rangi patrona nowych “wyznawców” jak np internauci mają Izydora z Sewilli, a przecież każda katolicka drużyna piłkarska powinna mieć swego patrona i benefisz z tego dla kościoła. Wojtyła wiedział co robi jak każdy dobry prezes tej wielkiej Giełdy