Polacy mają dziwną predylekcję nie tylko do tworzenia „świętości narodowych”, ale także do ich „szargania”. Przypomniała mi się kontekstowo wydana tuż przed wojną, książka pod tytułem „Niemcewicz od przodu i od tyłu”, której autorem był Karol Zbyszewski, dziennikarz, narodowiec i antysemita, a także błyskotliwy historyk Uniw.Warszawskiego. Jego doktoralna praca pod tym właśnie tytułem pisana u prof. Handelsmana została odrzucona z oburzeniem przez Wydział Humanistyczny Uniwersytetu jako „straszny i zawzięty paszkwil” (z przedmowy Cat-Mackiewicza) i szarganie świętości narodowych – głównie zdradliwego kochanka carycy, króla Stasia, Ursyna Niemcewicza i reszty magnackich-kościelnych układów w Polsce XVIII w. Zbyszewski znalazł sobie wydawcę („Rój”)na odrzuconą pracę i książka rozpętała burzliwą dyskusję, normalne wylewanie pomyji ale także zajadłą obrone autora na łamach ówczesnej prasy. Zbyszewski spędził siedem lat, wertując książki i rękopisy archiwalne i jego praca, mimo że obfitująca w liczne wulgaryzmy i pogardliwe epitety, była oparta na solidnych materiałach źródłowych. Młody historyk był także felietonistą wileńskiego „Słowa” (a na emigracji londyńskiego„Dziennika Polskiego” ) i odważnie przeniósł swój jędrny, bezkompromisowy styl pisania do pracy doktoralnej co, rzecz jasna, wywołało zbiorową apopleksję w akademii. Książka IPN na temat „Czy Anna jest panną czy nie” vel „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii” nie ma nic wspólnego z błyskotliwą pracą Zbyszewskiego poza tym, że jest także raczej nieudolną i podejrzanie politycznie motywowaną próba „odbrązowania” jednej z najbardziej znanych na świecie polskich „ikon narodowych”. Główna różnica jest ta, że autor Niemcewicza obnażył gorzką prawdę o głównych aktorach przed-rozbiorowej Polski, zaś IPN wyprodukował jedynie ponowny lustracyjny gniot o człowieku, którego zasługi dla Polski nie są kwestionowane, ale jego rzekoma współpraca z SB z okresu przed powstaniem Solidarności musi być wywleczona na widok publiczny jak brudne onuce dziadka z czasów jego młodości. Tej książki nie zamierzam czytać, bo uważam ją za typowy produkt mściwych i małych ludzi, moralnie i fizycznie. Ciekawy artykuł w piśmie Respectus Philologikus” pt „
Tagi: ikony, IPN, Karol Zbyszewski, Kluchosław, Niemcewicz, SB i Lech Wałęsa, szarganie
22 czerwiec 2008 o 5:39
Potomek Niemcewicza (po mieczu w prostej linii) jest bliskim znajomym mojej moherowej koleżanki. Oboje mocno zaangażowani w politykę KK, wciąż produkują jakąś makulaturę propagandową. I tak sobie myślę, czy Antoni nie jest przypadkiem wcieleniem “rehabilitacji” pra pra dziadka w czasach, gdy Kościół zdobył w Polsce władzę materialną, ale moralna mu ucieka?
22 czerwiec 2008 o 5:41
P.S.
Wałęsę powinno się pozostawić w spokoju, bo to polska coca cola, jak mawiał Olechowski.
22 czerwiec 2008 o 9:01
Różnie można sobie tłumaczyć takie genetyczne powtórki. Antoni pewnie wyobraża sobie, że jest spadkobiercą reputacji Niemcewicza i musi zachowywać się w pewien sposób. Wątpię czy kiedykolwiek zerknąl na ten odbrązowiony portret pradziadka
A co do Wałęsy, to pamiętam jego wykrzykiwanie w czasie gdy Guenther Grass odważnie, choć trochę późno, przyznał się do swej głupoty członkostwa SS. Lech chciał mu odebrać honorowe obywatelstwo Gdańska i nieźle mu naubliżał. A teraz dostaje bumerangiem w ten swój zapalczywy łeb i niewyparzony język, gdy gada zanim coś przemyśli. Jeśli był Bolkiem to mógłby to nawet obrócić na swoją korzyść, zamiast pleść, że wie kto był Bolkiem, bo na to musiałby mieć solidny dowód, a nie plotki. Ale ta cała afera to burza w szklance wody. Szkoda czasu i atłasu.
22 czerwiec 2008 o 22:24
Wielkie dzięki, Stefanie, za podanie linki do tego pdf-a, bez Ciebie tylko cudem bym do tego dotarł.
Nawiasem, rozmawiając przez telefon z redakcją czegoś tam w Kraju użyłem tego miłego
żartobliwego zwrotu o “lince” (może wiele osób to wymyśliło, ale do mnie dotarło chyba poprzez Janka Zielińskiego, mam to za wyjątkowo trafny neologizm) i usłyszałem od pani rozmówczyni: “a jeśli chce pan mówić poprawnie po polsku to my mówimy ‘link’ a nie ‘linka’ “. Czy zrobiłaby tę uwagę gbyby nie wiedziała, że dzwoniłem z Brazylii? Ciekawe czy to od kalarepy rodacy są tacy nadęci. I cięci jak pijane osy, żeby takie brednie o Bolkach czytać…
22 czerwiec 2008 o 22:50
Cała przyjemność po mojej stronie, chociaż mnie także ucieszyło to całkiem niespodziewane znalezisko. Poprawnie po polsku to kapitalne, zwłaszcza “My” . A ile was jest? Raz! Polacy lubią brednie i nie ma znaczenia czy słyszą je od Maryja (proszę nie poprawiać!) czy w słowach Kurtyki z IPN. 43% Polaków wierzy, że komunizm rozbiły SB z pomocł Bolka