Był zakochany złodziej,
okradał niebo z gwiazd,
rabował słońcu złoto
i księżycowi blask.
A wszystko robił po to,
bo chciał na pomysł wpaść
jak jednej małej pani
jej małe serce skraść
muz. Wars, słowa L.Starski.
W mojej rodzince wszyscy albo śpiewali albo nucili przedwojenne piosnki, a moja chłopięca pamięć była jak gąbka i nasiąkała. Wiek widocznie wyciska ją, bo tam i siam pojawiają się nagle małe kropelki zapamiętanych melodii i spłowiałe płachetki przekręconych słów, które nękają mnie dopóki nie zerknę w guglowe rafy koralowe i nie znajdę tam oryginalnych tekstów sprzed wieków. Przedwojenne piosenki, filmy, sztuki teatralne, felietony i artykuły to moje znaleziska, które często zadziwiają swoją bezpretensjonalną, kiczową formą,dając mi pewien obraz przedwojennego społeczeństwa. Porównywanie tamtych czasów z tym co jest dzisiaj niczego nie dowodzi, bo każde nowe pokolenie tworzy swoje własne kicze i głupoty. Zamiast walk gladiatorów mamy mordobicia kibiców drużyn kopiących piłkę. Lwy przestały pożerać chrześcijan, bo oni sami się pożerają. A stare filmy oglądamy dziś jak kuriozalne wykopaliska z innej epoki. Piosenka o zakochanym złodzieju, która śpiewał popularny przed wojną aktor, Eugeniusz Bodo, jest poetyczna i bez sensu, tak jak film z 1938 pt „Robert i Bertrand”, z którego ostał się ino skrawek – bez wielkiej szkody dla kinematografii. Mam wrażenie, że w tekście piosenki brakuje refrenu: „Kradł, kradł, kradł, aż z tym małym sercem wpadł..” – chyba, że ja sam go sobie dorobiłem. Złodzieje i kradzież zawsze przyciągały reżyserów filmowych, bo jest to temat z wieloma niuansami społecznymi, domieszką romantyzmu, farsy i specyficznego „bohaterstwa”, prócz wielu innych intrygujących elementów. Może ktoś miałby ochotę zbadać tę „ziemię niczyją”? Byle tylko nie ja…AJ A
16 czerwiec 2008 o 20:23
czy w jawie mówiono wtedy też takimi śpiewającymi głosami jak w filmach? i zawieszano koniec zdania wysoko? jakby wszyscy o coś wszystkich pytali?
dziękuję za odspamowanie:)
Merkury już się może pomału odwraca do przodu?
ja pamiętam takie: kotkubratku, liszka cię niesie, do boru zaniesie….
16 czerwiec 2008 o 20:56
Na jawie było chyba dość dużo nucenia, które czasem przechodziło w melodyjne mruczenie. Czy koty nucą jakieś kocie przeboje z pamięci? Merkury zwolnil bieg od wczoraj dość wyraźnie, ale już wrócił chyba do Bliźniąt, więc będzie łatwiej od czwartku, gdy wszystko znowu popłynie normalnie. Kotkabratka nie ma w Googlu..hmm
))
16 czerwiec 2008 o 22:56
Właśnie zobaczyłam, że znalazłeś się w pierwszej setce blogów WordPressu – gratuluję!
Znam tę piosenkę – nuciła mi ją czasem moja Babcia na dobranoc…
To, że wysłano mnie do szkoły muzycznej nie budziło mojego zdziwienia ani oporu. Do dziś katuję psa grą na pianinie, zmuszając go do żałosnego śpiewu…
Złodziejom czasem towarzyszyła w filmie roamntyczna aura – vide Arsen Lupin
17 czerwiec 2008 o 6:30
defendo:nic się nie dzieje bez przyczyny. Jak np moja ucieczka do WordPressu, w czym jest Twoja zasługa, bo nie znałem nikogo innego na tym blogowisku. Wywiodłaś mnie jak Ariadne Tezeusza z tamtego labiryntu. Za co dzięki
Zbieram powoli filmy gdzie złodziej jest główną postacią: Złodzieje rowerów -de Sicca; David Niven w Raffles,był zdaje się b.stary Złodziej z Bagdadu.Potem napiszę straszliwie uczoną rozprawę o szamboliźmie kraścia.
17 czerwiec 2008 o 11:28
Tez bym sobie poszla, gdyby Google mnie ignorowal (ignorowało? ignorował – ten gugiel?)
A tak ruchem konika szchowego. na temat tych wędrówek dziwnych (walki gladiatorów – piłka kopana) chciałam kiedys napisac notkę o tym jak zmartwychwstają przedmioty, o których można sądzić, że ich rola się skończyła. Taka dewizka powróciła przecież w dwóch postaciach: smyczy i dyndadełka przy telefonie komórkowym…
17 czerwiec 2008 o 12:02
Cot: Witaj w tzw niskich progach i cieszę się, że zajrzałaś do mojej nowej chatki. Nic nowego na tym świecie bo, wbrew pozorom, czas nie jest prostą linią lecz kołem. Panta rei i wszystko powraca ale oczywiście w innej formie, bo ta stara rozpadła się.Czasem trudno odcyfrować zarysy staroci w nowej formie, ale one tam są, tak czy inaczej. Podoba mi się dyndadełko.
)
17 czerwiec 2008 o 12:40
Mowia, ze powraca jako farsa, ale ostatecznie dewizka tez byla dosc smieszna.
17 czerwiec 2008 o 13:43
Dewizka kojarzy mi się z brzuchatym wujem w kamizelce, który trzymal na złotej smyczy swoją “cebulę”, która ważyła ćwierć kilo ale pokazywała czas. Dopiero teraz sprawdziłem, że moja komórka ma dziurki na dyndadełko, którego nie mam. Supermerketing dźgnął moją opieszałość-dzienki.
17 czerwiec 2008 o 13:54
Zasługa czy wina? Tezeuszu – zniszcz mit – nie niszcz Ariadny;)
“Nie dziękuj, wyznam Ci szczerze – pierwszy bym pałkę strzaskał na Twej głowie, gdyby nie dziatek pacierze” lub stosy pacierzowe, atomowe i te najpiękniejsze – na których płonę w najlepszym towarzystwie
Nie umiem Cię nie kochać, moja inspiro:)
17 czerwiec 2008 o 15:05
Defendo, serce, zasługa, nie znam co to wino. Ariadna plecie nić pajęczą, więc nie ma mowy o targaniu tejże. Ja lubię gdy ktoś plecie. aaa, wiszcz Adamkus! To jeden z jego najbardziej komicznych wierszydeł. “Obaczył kupiec łzy radosne, leje z wozu na ziemię, wylata…a zbójcy? wzrok dziki, suknie plugawe czyli kobity przebrane, pewnie koleżanki żony (tato nie wraca, mama z radości koziołki wywraca..) Dlaczego taki nijaki rodzaj? Ta inspira, ten inspir = mój inspirzu zatem?
)
17 czerwiec 2008 o 19:45
A ja tak sobie myslę, że o świcie przychodzą do głowy najlepsze pomysły i najmilsze nuty:) I że o świcie każdy z nas ma swój indywidualny świat, który jest tylko tu i teraz. Dziś u mnie śpiewały ptaki tak niezwykle, ale.. ale nielicznym udało się ich posłuchać..:)
Na teraz dobranoc…
17 czerwiec 2008 o 21:37
Najlepsze pomysły z całą pewnością, bo wracamy z sennych połowów z jakąś zdobyczą. Ale wieczory letnie też mają powab, zwłaszcza gdy zbliża się przesilenie. Kosy w naszych ogrodach śpiewają kołysanki terytorialne także przed zachodem słońca.
Dobranoc z kurami? Zachód jest o 9.30 lub nawet pźźniej :-=