Ten Ötzi z tyrolskiej zamrażarki sprzed 5,200 lat nieźle sobie radzi z obalaniem różnych starych teorii, wierzeń i przekonań. Znaleziony na jego ciele tatuaż to ślady po kuracji akupunkturą, którą mu widocznie zaaplikował lokalny szaman, zostawiając swoją sygnaturkę w postaci znaków na tych punktach energetycznych (nadis), które wymagały krzemiennych, miedzianych lub naturalnych igieł z kolców jakichś krzaków. Akupunktura była znana i stosowana w Chinach od trzech tysięcy lat, ale Ötzi urodził się 22 wieki wcześniej, więc można wnioskować, że albo ta wiedza przywędrowała ze Wschodu albo rozwinęła się niezależnie wśród ludności Epoki Miedzianej. Nawet gdy ta wiedza zniknęła w późniejszych wiekach, pamięć o lokowaniu punktów energetycznych przy pomocy znaków i kolorów przemieniła się w sztukę tatuaowania ciała w esy-floresy. Kolczyki to też dawny ślad akupunktury którego zmazała tania moda. Ciekawy artykuł na o tatuażach Ötzi’ego – jeden z wielu – możecie sobie poczytać tutaj .
Tagi: Akupunktura, Ötzi, Kolczyki, Moda, Nadis, Punkty energii, Tatuaż
16 czerwiec 2008 o 4:59
Znalazłam Cię!!!!!!!!
Nie mam pojęcia, dlaczego link, który podałeś w bloxie do Twojego nowego mieszkania, nie chciał mi się otworzyć. Ale już działa. Jeśli pozwolisz – nadal będę cieszyć się Twoją obecnością
Pozwolę sobie umieścić Twój adres w moim blogu wordpressowskim. Sprzeciw nic nie pomoże, po prostu pogódź się z tym
16 czerwiec 2008 o 7:18
Witam w nowym miejscu. Miałem krótka przerwę w czytaniu Twojego bloga, ale już jestem na bieżąco.
Pozdrawiam:)
16 czerwiec 2008 o 7:35
defendo:aaa!Nareszcie odnalazła się zguba!No, to teraz będzie raźniej.
Taka ozdoba na pewno pozwoli mi się jeszcze lepiej tutaj zadomowić, więc proszę o jak najczęstsze wizyty.Mój adres na Twoim blogu to będzie lep na muchy WordPressu hehe
Zabociek: Witam w znaleziskach. Trochę będzie inny ten blog, ale mam nadzieję, że znajdziesz i tutaj coś do poczytania.
16 czerwiec 2008 o 7:54
Już nie jestem kobietą zgubioną
Ale wciąż zniewoloną Twoim urokiem…
Mój blog należy do niszowych, więc nie wiem, czy to Ci pomoże
16 czerwiec 2008 o 9:07
defendo, pedantycznie muszę poprawić “zgubioną” na “zAgubioną” hehe. Gdybyś mnie kiedyś spotkała na tym moim “uroczysku”, to pewnie byłoby nieco gorzej dla mnie z tym zniewoleniem i to nie dlatego, że jestem leniem. Twój “niszowy” blog ma tysiące wejść i wysokiej klasy komentarze, wśród których czuję się lilipucio.
16 czerwiec 2008 o 22:47
Nie poprawiaj, kobieta zgubioną bywa;)
I nie kokietuj – dobrze wiem, że i tak nie wykorzystujesz całego swojego czaru, gdybyś to zrobił, to “uroczysko” zadeptałyby wielbicielki.
Do komentatorów mam rzeczywiście szczęście, prawda? Dzięki Tobie również, dziękuję:)
17 czerwiec 2008 o 7:12
Kobieta jest zgubioną tylko wtedy, gdy chce aby ją ktoś znalazł.:-) I nie rób ze mnie casonovy-wiedźmina, bo ja jestem li-tylko skromnym pisarzem nagminnym, którego sercem pisane gryzmoły rozpoznają ludzie czytający sercem. Komentatorów Ci zazdroszczę, ale w tym węszę jakieś czary-pieczarki psylocybiczne.