Nie ma większej uciechy jak lepienie nowych kształtów z ukształtowanej gliny słow albo tworzenie nowych słowodziwolągów. Naszym mistrzem w tym polu był niewątpliwie Leśmian, ale każdy poeta jest w pewnym stopniu twórcą nowych form, bo poezja to praca alchemika, który szuka tajemnicy tworzenia złota z liter roztapianych w tyglu wrzących myśli. Bruno Schulz w swoich niesamowitych widzeniach rzeczywistości czy Boy-Żeleński w jego genialnych tłumaczeniach to inne przykłady moich ulubionych słoworobów. Irlandczyk James Joyce był niezrównanym mistrzem kalamburzenia angielszczyzny i znęcania się nad jej logicznymi słowami , ale Lewis Carrol też miał niezłe pomysły słoworóbcze. Tłumaczenie Joyce’a na polski jest prawie nieosiągalne, bo gra półsłówek wymaga znajdowania polskich odpowiedników co, z kolei, może całkowicie wypaczyć sens i autorskie intencje oryginału. Jak przełożyć taki kalambur Joyce’a jak „quashed quotatoes”, aby zachować nie tylko aliterację „quosh-quot”, ale także metaforyczny obraz cytatów jako gniecionych kartofli? Obwisłe cyctaty? Oczywiście, taka wyrwana z kontekstu gra półsłówek , może tylko służyć jako widmo przepaści jaka dzieli tłumaczenie od wolnego przekładu. Tłumaczenie na angielski rozśpiewanych beztrosko neologizmów leśmianowskich też jest najeżone trudnościami i udaje się dość rzadko. Zerknąłem na kilka przykładów tłumaczenia „Dziwożony”, ale żaden z nich nie trafił mi do przekonania, chociaż Anglik bez znajomości polskiego nie miałby z pewnością moich zastrzeżeń. Dziwożona nie istnieje w angielskim folklorze, ale to nie znaczy, że nie da się jej przesadzić na anglosaską glebę. Jako mieszkanka dębu („niech w dębu szparze, dziwożona się pokaże”) dziwożona to jednak driada i takie imię dał jej Sapkowski w Sadze o Wiedźminie. W angielskim istnieją „dryads”, więc dziwożonę możemy nazwać Dreaded Dryad albo DreadyDryad. Dosłowne „Wonderwife” nie pasuje, bo ona nie była „cudowna”, tylko „cudaczna”, a to lepiej się przekłada na „weird”, więc „Weirdryad” także pasuje. A jak to rytmicznie wstawić do wiersza, to już nie mój problem. Niech się męczą poeci-tłumacze. Ja jestem tylko dostawcą surowca do obróbki. &J`
13 czerwiec 2008 o 15:42
W ‘Zmorach wiosennych’ Leśmiana jest taki fragment, który zapadł mi w pamięć. I wciąż wraca:
“Śnił się jej śpiew i pląsy i wszelki ptak i zwierz!
I miecz i krew i ogień! Sen zbiegła wzdłuż i wszerz!…
A teraz biegnie w jawę, przez las na lasu skraj -
A za nią – Maj drapieżny! Spójrz tylko – tygrys-maj !…”
13 czerwiec 2008 o 16:54
Trudno mi się oprzeć podejrzeniom, że Leśmian był wcieleniem jakiegoś leśnego szaławiły z innego wymiaru. Tygrys maj był drapieżny-może zawsze takim był, ale piątek 13 czerwca też szczerzy kły i błyska zielonymi ślepiami w chaszczach.Kiedy wreszcie przyjdą do wodopoju te gazele,sarny i inne łagodne lipce i sierpnie?