Archiwum z czerwiec, 2008

30. Omżyn Dawida i Kuszenie Motyli

30 czerwiec 2008

Omżyn Dawida

Ten uroczy chiński przeszczep krzewi się na ulicach Londynu i przed moim blokiem jak fioletowy pożar i wabi ku sobie niedobitki motylego rodu słodkim zapachem, któremu nie potrafią się oprzeć. Budleja Dawida to ich knajpa gdzie upijają się nektarem i potrafią siedzieć na kwiatach do późnego wieczora. Jeśli kogoś interesuje fotografowanie motyli, to omżyn jest tak idealny jak studio dla modelek. Pozują chętnie, bo gdy urżną się nektarem, tracą swoją płochliwość i nie odlatują gdy ktoś do nich podejdzie z aparatem. Pszczoły próbują czasem przepędzić tych barwnych darmozjadów, ale  one się tym nie przejmują, bo o tej porze roku nasza ulica ma budlejową budkę z nektarem co parę kroków. Krzew Motyli rośnie wszędzie i byle gdzie, bo jego nasiona są malutkie i lotne i wciskają się do mieszkań, na balkony i do ogrodów. Do Europy przybył z Chin, ale rośnie dziko w Afryce, ciepłych częsciach Azji i Płd Ameryce. Ostrej zimy nie przeżyje, ale w Londynie mróz poniżej -15C jest nieznany. µJI

29. Obroty, Przewroty i Rewolucje

30 czerwiec 2008

W jednym z nielicznych blogów wartych czytania, Defendo zapytała ostatnio „Gdzie podziali się rewolucjoniści?dając kilka przykładów zaniku zarówno przywódców jak i rebelianckich, buntowniczych grup społecznych. Rewolucja ma dziś kilka znaczeń, ale to najczęściej używane odnosi się do gwałtownego i często krwawego obalenia istniejącego ustroju – np rewolucja francuska czy rosyjska. Taka definicja pomija bezkrwawe, inne rewolucje, które są o wiele ciekawsze od zabijania tysięcy ludzi, ale które zawsze powodują roztrzaskiwanie starych butelek-garnków , bo świadomość ludzka fermentuje co pewien czas i trzeba ją przelać w nowe formy, które potrafią przemienić ją w nowe wino emocjonalne, umysłowe lub zmysłowe. Kopernikowska książczyna „De revolutionibus orbium coelestium” spowodowała rewolucję nie tylko w nauce, filozofii i religii (ta ostatnia wolała gnić w starej butli przez  350 lat, zanim przyznała, że geocentryzm nie jest herezją) ale także w naszym postrzeganiu świata. Nasze mieszkanie przestało być płaską skorupą opartą o grzbiety czterech słoni i ludzkość ocknęła się nagle w innej świadomości. Solidna ziemia ruszyła w obłędnie szybką podróż wokół pozornie nieruchomego słońca (bo ono też wiruje), a jej mieszkańcy nie mieli innego wyboru jak szybować razem z nią. Ta rewolucja trwała przez wiele lat i początkowo rozumiała jej znaczenie tylko niewielka garstka uczonych. Ale pojęcie czasu, rytm życia, emocje i postrzeganie świata też musiało się zmienić globalnie i radykalnie, nawet jeśli tylko instynktownie i podświadomie. Takie rewolucje właśnie wybuchają co jakiś czas i tak jak w czasach po-kopernikowskich, mało kto je świadomie zauważa. Jak zmieniły naszą wewnętrzną i zewnętrzną percepcję odkrycia nowych kontynentów, rewolucja przemysłowa, kino, fotografia, radio, telewizja, komputer,  internet  i nawet eksplozja blogowania. Taka wyliczanka to zaledwie parę ziarenek w ogromie ciągłych przemian rewolucyjnych. Każdego dnia budzę się z poczuciem nadchodzącej rewolucji w mojej malutkiej orbicie, bo istota ludzka nie potrafi żyć bez zmian, bez obrotów, wywrotów i przewrotnego przelewania fermentującego życia do nowych butelek. Ten nowy blog to też moja mini-rewolucja. Kopernik napisał takie ostrzeżenie na wstępie swej książki: „Nikt kto nie zna geometrii nie powinien otwierać tej książki”. Ja zadowolę się tylko krótką poradą: „Osoba, której IQ jest poniżej 180, naraża się na całkowite i długotrwałe oszołomienie spowodowane czytaniem tego bloga”. [Ja

28.Ciche Rozmowy Z Puchem Marnym

29 czerwiec 2008

Dmuchawce MniszkaKobieto! puchu marny!

Ty jesteś jak zdrowie

Ile cię trzeba cenić

Ten tylko sie dowie.

Kto poznał dmuchawców

Podniebne latanie…

Przybyły do mnie znikąd, niesione powiewem wiatru. Nie wiem, jak długo leciały, aby wcisnąć się przez szparę otwartego okna i wylądować na moim ramieniu. Zaufały lekkoduchom-podmuchom i zadumane nad cudem swego istnienia, zapomniały nawet o instrukcjach, które otrzymały w napuszonej bazie spadochronowej skąd wyruszyły w nieznany świat. „Jesteśmy wysłannikami Mniszka Lekarskiego”, szepnęły nieśmiało, ale możesz zwracać się do nas poufale, jeśli nas lubisz.” „Lubię, bo wyglądacie zwiewnie i eterycznie. Jakie macie poufałą ksywę?” „Dmuchawce!” W tym momencie, ta świetlista po prawej stronie, uniosła się w powietrze, bo nieopatrznie roześmiałem się i mój oddech poderwał ją w taniec, który ją całkowicie zdezorientował, bo cisnął ją w doniczkę z szałwią i tam ją zostawiłem. Ostatecznie, czarnoziem był jest kismetem, ale co z niej wyrośnie, nie wiem. Ta szatynka po prawej też się ulotniła, korzystając z zamieszania spowodowanego nieoczekiwanym odlotem Svetlany. Skąd wiem, że te dmuchawce były rodzaju żeńskiego? Intuicja i doświadczenie w spotkaniach z puchem marnym – ot,co! PS. „Owocem mniszka lekarskiego (Taxacum officinale) jest niełupka z dzióbkiem i puchem kielichowym. Koszyczki kwiatowe nadaja się do  robienia wina. A korzeń jest używany w leczeniu.

IJ I

27.Męski Wóz Albo Przewóz

29 czerwiec 2008

Wóz albo przewóz

Jakiś webowy mędrzec oświecił mnie wczesnym rankiem, że ta fraza znaczy konieczność podjęcia „męskiej decyzji”, co od razu automatycznie wyklucza kobiety z tego procesu jako istoty niezdolne do dokonywania wyboru. Tu otwiera się temat rzeka, w którą  nie mam jakoś zbyt wielkiej ochoty nurkować, bo tam czyhają ośmiornice i piranje, obie rodzaju żeńskiego. Albo mnie zeżrą za pozorny męski szowinizm albo zignorują czyli na dwoje babka wróżyła, co jest  kobiecą wersją wozu i przewozu. Kobiety błąkają się w tumanach mgły niezdecydowania, gdzie turlają się delfickie dwuznaczniki Pytii i okrutne zagadki Sfinksa, istoty z tułowiem lwa i biustem ze stron egipskiego Playboya. W świetle takich  starych patriarchalnych pojęć, męskie decyzje istotnie wyglądają jak solidny wóz na czterech kołach, turkoczący ochoczo  po wybojach i zakrętach  polnej drogi życia. Ale poważnie zapytuję: czy kobieta jest zdolna do powzięcia męskiej decyzji? Podglądając kobiety w sklepie z damską odzieżą musimy dojść do wniosku, że istnieje coś takiego jak kobiece niezdecydowanie, które jednak może skończyć się kobiecą decyzją wyjścia ze sklepu bez zakupu. Alternatywą dla kobiety jest pomoc ze strony obecnego w sklepie niezdecydowania mężczyzny, którego można spytać w desperacji: „ jak myślisz? czy jest mi w tym szkarłacie do twarzy?” Na co on, będąc męskim zdecydowanym decydentem, odpowie: „ wyglądasz pięknie! jak zawsze!”, nawet jeśli jego blondynka wygląda jak stodoła w ogniu. Dręczy mnie także pytanie, czy mężczyzni ubrani w długie suknie, noszący naszyjniki i pierścienie z relikwiami na palcach, są zdolni do męskich decyzji. Jest chyba jakiś rydwan watykański między męskim wozem i kobiecym przewozem, co ilustruje najlepiej taki przykład:  Międzynarodowa Komisja Teologiczna w od dawna oczekiwanym dokumencie podjęła decyzję o rezygnacji z koncepcji tak zwanego limbusu, czyli otchłani, do której, zgodnie z wielowiekową tradycją w Kościele katolickim, trafiają dusze dzieci zmarłych bez otrzymania chrztu.” Decyzja zajęła im kilkaset lat, co musi być rekordem godnym wpisu do Księgi Guinessa. Jeśli czas jest miarą procesu decydowania, to męska decyzja pochłania trzy minuty, kobieca-trzy godziny, a klerykalna – trzy wieki. Albo coś w tym rodzaju. PS. językowa analiza wskazuje na podejrzaną obecność kobiet w decyzji (rodzaj żeński) i jej synonimów jak roz-strzyga-nie. W matriarchacie nie było „męskich” decyzji, ale kobiety nie miały kogo winić za błędy, więc przekazały tę funkcję naiwnym patriarchom. Strzygi zwykle zwyciężają. !J:

26. Ksiądz Mi Zakazował…

28 czerwiec 2008

Fernandel i KomunaKsiądz mi zakazowal,abym nie całował
dziewczątek,dziewczątek,
a ja sobie muszę uradować duszę

choć w piątek (bis)
Ksiądz mi zakazował,abym nie całował
za wiele,za wiele
a ja sobie muszę uradować duszę
w niedzielę,w niedzielę(bis)

Hadko słuchać, jak by rzekł pan Podbipięta, mrugając jednym okiem porozumiewawczo. Takie księdzowate-jędzowate zakazy były ignorowane przez lud, jak wyraźnie stoi w tej starej piosence,ale wtedy nikomu do głowy by nie przyszło aby ekskomunikować jurnych parobków czy ich równie skłonne do łamania przyrzeczeń konfesjonalnych dziewuch.  Były kiedyś takie czasy, gdy obie strony – grzesznicy i naprawiacze sumień – wiedzieli „na chłopski rozum”, że proboszcz zakazywał na zasadzie „sam nie zeżre i drugiemu nie da” a ludzie będą grzeszyć, bo taka jest ludzka natura a bez grzesznych recydywistów, kler byłby zagrożony bezrobociem. Nasz polski kler nie ocknął się jeszcze ze stanu przedmurza katolickiego w PRLu i wciąż mu się przywiduje, że musi zmagać się z czerwoną łuna, sierpem i młotem (tak jak Fernadel jako Don Camillo w jego małym światku)  bo widocznie nikt go nie poinformował, że żyjemy w innym klimacie, w innych międzynarodowych układach, które nadały nowe znaczenie ideałom wzajemnej tolerancji i zgodnego współżycia z innowiercami jak i z własną ongiś potulną trzódką wyznawców. Jest garstka takich, co wiedzą że Kościół musi się zmienić i przystosować do XXI wieku, jeśli nie chce być zepchniętym na margines religijnego życia . Niestety, ich głos jest zagłuszony przez zgrzybiałych demagogów  i zramolałych obrońców status quo, tej „ żenady” Watykanu, gdzie papież Allemandzor nie ma większych kłopotów jak tylko tropienie cudów swego poprzednika w celu „subito” beatyfikowania tegoż. Słuchać hadko. [XKYZ

PS. Dziś także: w blogu Minstrel’s English Saga: “King Canute’s Blogging Dilemma http://minstrel85.wordpress.com/ –W blogu Klechdy “Gościu!Wpisz twe imię w cieniu mojej lipy” http://klechdy.blox.pl/ 

25.Tango!Fire!La Cumparsita

27 czerwiec 2008

Patrzę, słucham i trudno mi uwierzyć, że ten piękny zresztą i niesamowicie erotyczny taniec królował kiedyś w salach balowych, melinach paryskich apaszów, w kinach, teatrach i prywatnych domach. Był to głównie taniec kobiet, bo to one tworzyły swoimi ruchami fantastyczną atmosferę uwodzicielskiej, orgiastycznej zmysłowości, redukując rolę męskiego partnera do podpórki i puszczania ich w te niesamowite zawirowania, oplątywania ich jedną nogą jak opętana kobra, aby w następnej sekundzie poddać się jak Ifigenia na ołtarzu Artemidy. Nie wiem w jaki sposób trafiłem na La Cumparsitę – chyba jedno z najładnieszych przykładów ze skarbca przedwojennycz cudaczności. Najlepiej podoba mi się fragment z filmu „Tango”, bo jest w nim ta lokalna atmosfera ojczyzny tanga. Bardziej spektakularne jest prawdopodobnie to grupowe tango „Ogień” – płomienne i niebezpieczne, jak ta Lady w czerwonej bluzce w kropki. Nie zapominajmy, że na dnie czerwonej czakry drzemie tajemniczy Kundalini. Mam nadzieje, że nie zbudzimy go słuchaniem tych dwóch namiętnych tańców z tej epoki, gdy miłość można było wyrazić melodią, rytmem i ruchami tańca.. To se ne vrati…

24.Lady w Czerwonej Bluzce w Kropki

27 czerwiec 2008

LadybirdPatrzę na tę biedronkę, która wylądowała na moim balkonie w poszukiwaniu mszyc i podziwiam naszą polską przebiegłość nazewniczą.  Biedronka – rodzaj żeński, biedrzeniec-rodzaj męski. Nie mamy takich problemów jak Anglicy, Rosjanie i wielu innych , którzy ulegli maniakalnym misjonarzom chrześcijańskim hurtownie zmieniającym pogańskie  nazwy ludowe owadów, ptaków, roślin na pobożnie poprawne wersje. Biedronka była owadem poświęconym Frejii, skandynawskiej bogini płodności, bo jej czerwony kolor symbolizował miłość, płomień namiętności, seks i płodność. Misjonarze nie mogli zezwolić na takie chutliwe skojarzenia, więc Freyjuhaena albo Frouehenge szybko i niesprawnie przetłumaczyli Freję na Maryję Pannę, zostawiając ptaka , owada,  krówkę, owcę do wyboru. Stąd Anglicy (ladybird), Niemcy (Marienvöglein) mają kłopoty nazewnicze z męskim rodzajem biedronki. Rosjanie wycofali się w bożą krówkę, a Chorwaci w bożą owieczkę, ale nie mają bożego byczka ani bożego baranka. Jidisz wpadł w inną pułapkę, bo ich biedronka to „mały konik rabina Mojżesza”, a żeńskiego rodzaju nie uwidzisz. Biedronka jest obojętna na takie problemy nazewnicze, bo  jej barwa to sygnał ostrzegawczy dla ptaków, które myślą, że co “cyrwone” to ładne i musi być smaczne. Biedronka ma okropny smak, który w niebezpiecznej sytuacji zmusza ją wydzielenia ze stawów nóg cuchnącej trucizny. Po takiej zakąsce sam widok biedronki może skłonić ptaszka do panicznej ucieczki. Ulubioną potrawą biedronek są mszyce, co sprawia, że każdy ogrodnik lubi je widzieć na liściach atakowanych roślin. Kobiety w czerwonej bluzce w kropki chcą zwrócić na siebie uwagę mężczyzn, nie próbując  ostrzec ich przed niebezpieczeństwem. Wprost przeciwnie, ta barwa o niskiej fali promieniowania, działa na przeciętnego mężczyzne jak płachta torreadora na byka, który też rzuca się do ataku bez namysłu. Mężczyźni nie noszą czerwonych marynarek przez ostrożność, ograniczając się  do czerwonych krawatów, co może także być uważane za deklarację  politycznych sympatii. I to chyba tyle na temat istot w czerwonych bluzeczkach w czarne kropki. aJa

23.Archiwum X nad Wzgórzem Druidów

26 czerwiec 2008

smugi kondensacyjne

Mulder (Stefan duchovny): Popatrz, Scully! Archiwum-X  na niebie. To chyba jakiś sygnał od istot pozaziemskich.”

Scully (Stefan naukowo-sceptyczny): Mulder! przestań fantazjować. To są  smugi kondensacyjne, bo tutaj dwa samoloty przeleciały w taki sposób, że smugi przecięły pod kątem 90 stopni.

Mam wrażenie, że w każdym z nas jest Mulder i Scully, niby spleceni w przyjaznym uścisku, ale równocześnie skłóceni i niepewni, które z nich ma rację. Może każde po trochu, bo jednak wiara w pozaziemskość musiała być przecież wmontowana w nasze geny od czasu tych praszczurów, którzy potrafili czytać Księgi Nieba i Ziemi, mimo że byli analfabetami. Nikt z nas nie potrafi dziś wczuć się w tę świadomość jedności z całym wszechświatem jaką musiał posiadać pierwszy homo sapiens. Fantazje naukowe, intuicyjne klechdy Tolkiena  takie jak Silmarion i Władca Pierścieni, a także mało czytane przez publiczność ksiażki badaczy drzew i ziół, owadów i gadów, zwierząt i nawet minerałów, uchyliły rąbek tej zgubionej przez nas wiedzy prawdziwego odczytywania bogactw wszechświata, jak i naszej pięknej, ale kosmicznie znikomej planety. Czy jest możliwe odtworzenie tej wiedzy, tego nikt nie wie. Tu i tam można dostrzec nieśmiałe próby odgrzebania zasad komunikacji między nami i delfinami, pszczołami i ptakami, ale to kropla w morzu. Ja gadam do drzew. One tylko szeleszczą liściowo albo czasem pokażą mi jakąś gałązkę zgięta w runiczny znak. To wielkie X na niebie też miałem prawo sobie odczytać jako temat do tego wpisu – co czynię. O północy. 6J 

22.Bliskie Spotkania 3-go Stopnia

25 czerwiec 2008

Na Wzgórzu Pierwiosnków wszystko jest możliwe, a niBliskie Spotkaniaemożliwe zajmuje tylko trochę więcej czasu. Tutaj było przed wiekami uroczysko Druidów. Na szczycie, ukryty pod kępką stokrotek,  jest splątany węzeł siedmiu linii magnetycznych. Stojąc na nim, patrzę na rzymską świątynię Diany, ukrytą pod fundamentami katedry św Pawła. Jest w tej metamorfozie ironiczna puenta: dziewicza bogini księżycowych łowów i zgorzkniały anty-feminsta skuleni pod jedną kopułą. Dla nich kopuła jest lepsza niż kopulacja. Spacer wczesnym rankiem to okazja do bliskich spotkań trzeciego stopnia. Szare wiewiórki ścigają po gałeziach dębów siedem skrzeczących zrzędliwie czarnobiałych srok. Zaspane młode drzewa, po hulaszczej nocy z wiatrami, zasłaniają się zielonością, ale ich liście już chciwie chłepczą ciepłe promienie słońca. Trawa jak to trawa, oczekuje wydarzeń na swej szmaragdowej arenie. Usiadłem na ławeczce, przymknąłem oczy na chwilę, ale coś zaszeleściło w pobliżu, więc spojrzałem i od razu zdębiałem. Naprzeciwko mnie tkwił w bezruchu nieziemski stwór, który nieco przypominał kształtem garbatego żółwia z długimi odnóżami. Na szczęście miałem aparat w pogotowiu, kliknąłem i tutaj możecie sami ujrzeć moją poranną zjawę. Chciałem nawet pstryknąć więcej zdjęć, ale to stworzenie nagle przemieniło się w młodą kobietę, która cisnęła w moim kierunku lodowate spojrzenie i pobiegła chyżo w stronę bramki między dębami, rozpływając się w migotliwą nicianą nicość. ZL6

21.Baletmistrz Ent w Pas de Deux

25 czerwiec 2008

 Poznasz tradycję o Żywych Stworzeniach!
Wpierw miana czterech wolnych ludów:
Z wszystkich najstarsze, elfowe dzieci,
Krasnolud górnik, w mrocznej sadybie,
Ent z ziemi zrodzon, jak góry stary

Hymn Drzewca z Księgi Pierścieni

Balet pas de deuxPlatan londyńskiCzęsto łażąc po moim gęsto zadrzewionym, górzystym Londynie fotografuje drzewa, bo jestem zauroczony ich magicznym życiem, ich długowiecznością i mądrością, nabytą w ciągu milionów lat ich istnienia na ziemi. Stare jak góry, magiczne potomstwo Gaii. Spotkanie hobbitów z Drzewcem (osobiście wolałbym z Drzewobrodą) to mój ulubiony fragment księgi Tolkiena. Enty są zdolne do ruchu, ale aby je zobaczyć w marszu bitewnym lub zabawiających starszyznę dębową baletem trzeba znać sekret Fangornu i  potrafić wyrecytować jednym tchem Taurelilomea-tumbalemorna Tumbaletaurea Lomeanor albo po polsku „Wielolesistycienisty głębokodolinnoczarny głębokodolinnoleśny mrocznykraj” (w języku quenya). Fotoszop też da się użyć. Tutaj możecie zobaczyć oryginalne zdjęcie platana londyńskiego ze Wzgórza Pierwiosnków, który udawał że nie rozumie o co mi chodziło, gdy grzecznie poprosiłem go aby przybrał pozę tancerza, którą ukrywał zręcznie stojąc na głowie. Jego entbieta zachichotała, jak to tylko dziewczyny potrafią i Ballet-ent szepnął mi na ucho magiczną liczbę-hasło: 180 et voila! Entyczne pas de deux! J