476.Spotkania Wirtualne

9 lipiec 2009 by stefan

Jesteś jak ptak przelotny,
Który pojawia się wiosną
I budzi mnie śpiewem zalotnym.
A potem ścielimy razem
Gniazdo słów jedwabistych.

Mija lato, żar słońca
Ścigamy razem jaskółki i muchy
A jesienią znikasz w odlocie
Żegnając mnie smętkiem żurawim.

Jesteś jak kwiat, który
Kwitnie tylko raz na rok
Nie chcąc, by twoje piękno
Trwało dłużej niż odurzenie
Zapachem wieczornych spotkań.

Jesteś jak biały obłok
Na porannym niebie
Podmuch wiatru – i znikasz
Wirtualna ułudo.

© Wszelkie prawa autorskie zastrzeżo

475. Ale Numer! Dzieci Jako Liczby

9 lipiec 2009 by stefan

Liczby WlodawaOd szczenięcych lat podejrzewałem, że w matematyce kryją się niezbadane złoża dramatów, tragikomedii i nawet operetek. O matematykach-dramaturgach dość cicho, ale to się wkrótce może zmienić. zwłaszcza w Polsce, a ściślej mówiąc, we Włodawie (moja Lubelszczyzna). Tam, na scenie teatralnej, rozgrywają się dramaty na tematy, które nigdy by mi nie przyszły do głowy jako coś co wymaga fabuły, inscenizacji i aktorów. Na szczęście, nauczyciele Szkoły Podstawowej nr 3 mają wyobraźnię i potrafią, rok w rok, pisać scenariusze pt „W Krainie Liczb Pierwszych i Złożonych” albo „Tak Zmienialiśmy Trójkę” czy choćby „Calineczka”. Zadumałem się nad tym pomysłowym sposobem uczłowieczania liczb wszelkiego gatunku przez teatr i aktorów. Osobiście chciałbym napisać, reżyserować i grać szereg ról w dramacie pt „Fanaberie Fibonacciego”. Nie wiem czy zdążę, ale tutaj możecie poczytać i pooglądać jak coś takiego robią nauczyciele i dzieci Włodawy.

474.Pieść czy Pięść-Raz Dwa Trzy

8 lipiec 2009 by stefan

Wykrzyknik „pieść!” i rzeczownik „pięść” dzieli tylko jeden malutki ogonek. Premier Tusk kojarzy: „”Nie mam zamiaru uderzać pięścią w stół. Pieszczota jest lepsza” czyli w bezogonkowej polszczyźnie „piesc nie piesc”. Czy to jest jego lek na wszystko czy lek przed czymś? I znowu ten fatalny ogonek merdający figlarnie pod literą „e”. Polski film z czasów PRL (1964) nosi tytuł na webie „Prawo i piesc”, co można różnie zrozumieć w angielskim przekładzie: Law and fist albo Right and caress a może nawet Prawo do pieszczot? Ten film o szabrownikach i „szeryfie” jest tu i tam określony jako „polski western”. W lewicowo-wschodniej Ludowej? Dla starszego pokolenia  nostalgiczna piosenka z tego czarno-białego filmu, Raz, Dwa, Trzy- Nim Wstanie Dzień, słowa Agnieszki Osieckiej.

473. Cztery Konie Jasia w Kambodży

7 lipiec 2009 by stefan

Chciałem posłuchać starej ludowej piosenki której tytułu nie pamiętałem poza kilku wstępnymi słowami: „cztery konie Jasio miał, wszystkie cztery podkuć dał… i wyjechal na pólko, bywaj zdrowa Hanulko…” Wpisałem w poszukiwarkę te pierwsze słowa i ku mojemu zdumieniu ukazała się w youtubie panna młoda z Kambodży (Ann Kunkola czyli Hanulka) w ślubnym welonie i jej Jasio, który widocznie żegnał się z nią  – zamiast konia miał moped (4HP?), ale reszta całkiem pasowała do tematu. Angielsko-kambodżański tytuł „ sorry for make oun cry-aun kon kola Nak na jear ma-jas besdong oun” wyraźnie dowodzi, że polski język pojawia się wszędzie- jest koń, jas i ma. Takie dziwne znaleziska trafiają się tylko w pełnię księżyca w Koziorożcu. Albo jak się mówi: “nak besdong aun!” – język koziorożców jest pełen aunu. Cały ten kambodżański jutub jest wart jakiejś kulturowo-antropologicznej analizy. Są tu jacyś znawcy tematu? Zobaczcie koniec tej historii przesuwając suwaczek do ostatniej minuty, bo tam jest puenta tego rozstania . ;-)

472.Pomruki Przed Pełnią Koziorożca

6 lipiec 2009 by stefan

W minioną sobotę Ziemia była w największym oddaleniu od Słońca (aphelium). Ja też poczułem się oddalony i elipsoidalnie zagubiony. CapricornusOczywiście, nikt nie bada naukowo jak takie podróże ziemi wokół naszej gwiazdy wpływają na nas, pasażerów w tym pędzącym na łeb na szyję wehikule zwanym planetą. No, bo niby kogo to obchodzi i po kiego diabła wydawać forsę na takie badania, gdy są ważniejsze sprawy jak np wpływ archetypów na sprzedaż Coca-Coli?  Bronię się jak mogę przed tą nieznośną trywializacją mojego życia. Ale Bronia jak to Bronia- czasem pomaga, często ignoruje moje pomruki i narzekania, bo w takim zatłoczonym pociągu jakim jest Ekspres Gaja, mój głos tonie w mlaskaniu zadowolonych spożywców codziennej paszy. Jutro księżyc w Koziorożcu świeci odblaskiem Słońca w znaku Raka. Pełnia też ma na mnie wpływ chociaż, o ile się orientuję, nie łażę w nocy po parapetach i nie wyję do księżyca w chórze miejscowych wilkołaków. Trochę gorzej jest z bezsennością, ale to nie potrwa długo. W gwiazdach Koziorożca jest ukryta Brama Bogów, przez którą dusze zmarłych wkraczają do nieba. Na przeciwko jej, w konstelacji Raka, jest Brama Wejść dla ludzi powracających do życia na ziemi. Wygląda na to , że jutro Autostrada Dwóch Bram będzie otwarta w obie strony i z pewnością będzie na niej godzina szczytu. Spiritus flat ubi vult – duch pędzi tam, dokąd chce i kiedy chce…Bez względu na drogowskazy, ;-)

471. Polska Śnieżka i Krasnoludki

4 lipiec 2009 by stefan

Dziewica symbolizuje idealizm i niewinność. Jest bezinteresowna i czysta. Z dziewicą kojarzą Polskę Niemcy, Brytyjczycy, Węgrzy, Holendrzy i Czesi. Znane “dziewice” to m.in. Matka Teresa, Księżna Diana, Królewna Śnieżka, Czerwony Kapturek oraz Wanda (co nie chciała Niemca). Gazeta

Królewna Śnieżka jako archetyp Polski pasuje jak ulał. Prześladowana przez zazdrosne Macochy z lewej i prawej, kuszona trującymi owocami i zapadająca w letarg i znana ze swego opętania bycia „zawsze Dziewicą”. Nawet jej zależność od krasnoludków takich jak Mędrek, Gapcio, Śpioszek i reszta tej pracowitej grupy niedorostków politycznych świadczy dobitnie, że to nie kraj lecz Anima i Animusy rodem z krainy baśniowych archetypów Junga. Podumajcie nad tym głęboko zawiłym psychologicznym tematem, wsłuchując się w dwa wybrane przeze mnie fragmenty z filmu Disneya. Tutaj taniec i jodłowanie krasnali ze Śnieżką, a tu końcowa scena z happy endem. Jeśli ktoś ma ochotę na inne epizody, to menu jest po prawej stronie tej ostatniej jutuby. Słonecznej niedzieli – bez piórunów. :-)

470. Lawendowe Mniam Dla Melissy

4 lipiec 2009 by stefan

bee 04July 09 002Takie zdjęcie to cierpliwość, błyskawiczny pstryk i słodka nagroda, równa tej którą dostała od mojej balkonowej lawendy zbierająca pyłek lawendowy i smakująca nektar mała pszczoła -rudzielec Melissa. Gdzie jest jej pasieka i ul – nie wiem. Może na pobliskiej działce, może pod dachem domu albo w dziupli spróchniałej topoli, tam gdzie jej kora i moja twarz porównują runy zmarszczek. Pstryk udał się za trzecim razem, bo pszczoła ignorowała Widunowe zaklęcia i prośby, aby usiadła na kwiecie lawendy trochę dłużej niż 2 sekundy. Pstryknięcie było także dowodem szybkiego działania kremu arniki, bo jednak musiałem trzymać kamerę w uszkodzonej prawej ręce i kliknąć palcem, który był tylko częściowo w stanie wskazującym. Nawet taka fotka może być symbolem niewidzialnych, niedostrzegalnych wydarzeń. Jak każda codzienność. Lawenda to kwiat z tej części Prowansji, z której pochodzę po mieczu. Pszczółka to symbol zbieractwa i znalezisk czyli idealna mieszkanka Uroczyska. Są tutaj ukryte inne symbole, ale te zachowam na mój prywatny użytek. Ale gdy ktoś je odgadnie, to podziekuję ładnie. Miodową spadzią. ;-)

469. Petunie, Córki Ogrodnika Widuna

3 lipiec 2009 by stefan

petunie-b 03 July 09 002Moje trzy córki Petunie  stoją na parapecie okna w komputerowej części Uroczyska i stroją się w różne odcienie fioletu. Uwielbiam ten kolor, bo jego wibracje pomagają mi w zwalczaniu ujemnych, nisko-wibracyjnych przybłęd z tej prymitywnej dżungli zwanej internetem.  Nie myślcie, że blogować można bezkarnie. Nie mam na myśli wirusów, trolli czy spamów. Każdy blog to pole energetyczne dostępne dla każdego kto znajdzie na webie jego ślad w postaci jakiegoś słowa. Nie mam nad tymi włóczęgami webowymi żadnej kontroli, ale staram się nie zdradzać im wszystkich ścieżek do Uroczyska. Unikam negatywnych wpisów, ubolewań nad sobą samym i kryję się za drzewami, kwiatami, muzyką i pląsaniem po semantycznych łanach. Ale nawet te obronne metody nie zawsze są skuteczne. Jakiś skrzat się wkradł na wpis o kciukach, paliczkach i moją prawą rękę unieruchomił w parę godzin później drobny wypadek i nadwyrężone ścięgno nadgarstka tuż przy kciuku. Nie jestem sprawny lewostronnie, więc mam kłopoty. Prócz nich mam niezawodny krem arniki i homeopatyczne pigułki. A na odwrócenie złych uroków są Petunie i muzyka z filmu z petuniami (La Hija del Jardinero córka Ogrodnika) i głupawa piosenka Elvisa o Petunii. także córce ogrodnika. Pewnie ta piosenka i film mają jakieś powiązania, ale nie chce mi się szukać. Buenas noches.

468. Hej, Sokoły! Upał-Ukraina-Ural

2 lipiec 2009 by stefan

goździk brodaty04-06-09Melodie, stare i nowe, przylatują do mnie znikąd. Nie wiem dlaczego przychodzą mi nagle na myśl, czasem zwiewnie jak zapach perfum jakiejś nieobecnej i niewidzialnej znajomej z dawnych lat; innym razem, czepiają się natrętnie jak zgubione ćmy, oślepione lampą, która ich wywiodła z mroku. Może ten upał wysłał ukraińskie sokoły szybujące na prądach powietrznych i pojawiły się nagle jako Maryla Rodowicz i widownia, wtórująca jej śpiewaniu. Nie wiem co ten mini-ogródek na jej główce ma wspólnego z Ukrainą, ale niech jej będzie, bo jej głos ochładza mi Uroczysko. W ślad za nimi, jako odpowiedź na sokoły Maryli,  przyszła zabawna grupa trzech podstarzałych grubasków i dwóch młodych śpiewaków z Siemiatycza. A na finał wpadła mi urocza piosenka z Uralu – Jarzębina ,wideo uralskiego wyrobu, wokalistki-trojaczki z Uralu chyba też, ale  na swój naiwny sposób czarujące. PS Goździk Brodaty czyli Słodki William to mój kwiecisty  akompaniament do tych wieczornych słowiańskich zadumek…

467.Gest Kozakiewicza-Obraza ZSSR

2 lipiec 2009 by stefan

gest k„Po co pan w ogóle tego wała pokazywał? – A czy ja go zaplanowałem!? To była spontaniczna reakcja na wszystko, co działo się w Moskwie. Oszustwa sędziów, ciężka atmosfera w wiosce olimpijskiej, zachowanie kibiców na stadionie… Nosiłem to w sobie. W dniu konkursu wszystko było już na ostrzu noża. Wystarczyła iskra, którą okazali się kibice. Gwizdali na wszystkich oprócz swoich. Powiecie, że wszędzie gwiżdżą. Ale uwierzcie – jak gwiżdże 40 tysięcy ludzi, to już jest huk. Zaczynało się niezbyt głośno, ale w miarę pokonywania rozbiegu gwizd narastał. Atmosfera zrobiła się nie do zniesienia”

Wywiad w Gazecie

Wprawdzie mowa była tutaj o kciukach, paluszkach i palikach, ale ten słynny „gest” (zgięcie jednej ręki w łokciu i skrzyżowanie jej z drugą) który w okresie PRLu stał się legendą, zasłużył sobie na krótki wpis. Ambasador ZSRR w Warszawie żądał dożywotniej dyskwalifikacji, odebrania złotego medalu i unieważnienia rekordu. PRL zapewnił ambasadora, że Władzio miał skurcz mięśnia spowodowany straszliwym wysiłkiem, stresem i że jeśli on w ogóle ubliżył to tylko tej poprzeczce. Innym tłumaczeniem było że to znany w PRLu gest wyrażający radość. Podobny incydent w Anglii („salut Harvey Smith’a”) spowodował dwudniową dyskwalifikację hipisty gdy, po zwycięstwie, pokazał sędziom dwa palce lekko zgięte. On wytłumaczył, że to miał być gest Churchilla (V salut) ale mu się paliczki zgięły niefortunnie ze stresu. :-)