Strzeżcie Się Idów Marca

26 Styczeń 2012 by

 Na niebo, dotąd czyste, nagle płyną chmury, 
Ponad tłumu oklaski głos się wznosi starca.
Oto rękę wróżącą podnosi do góry,
Woła:”Wielki Cezarze!Strzeż się Idów Marca!”.

Nad ogród, który marzy w jesiennej tęsknocie,
Ptak jakiś rozpiął skrzydła, gotów do podróży.
Ach!nie 
spuszczaj go z wzroku!Może w jego locie

Dostrzeżesz jakieś znaki, odczytasz co wróży.

Już złota kula słońca za ogród upadła,
I niebo nabijają gwiazd srebrzyste ćwieki,
Nie wracaj do pokoju, nie patrz do zwierciadła
I rąk nie składaj w trwodze, wzywając opieki.

To może twoje gwiazdy na niebie rozbłysły
I twoje jutro słońce nareszcie zadnieje,
Jeżeli wosk, co teraz na wodę się leje,
Na niwecz nie obróci twe wszystkie zamysły
Jan Lechoń: Idy Marca

Wspaniałe proroctwo poety na Rok Smoka, bo o tych idących coraz szybciej Idach marcowych pisze także web-bot i inni przepowiadacze przyszłości. Ja widzę liczby Fibonacci’ego,  bo rok jest 5,  miesiąc marzec 3, a Idy to wtorek, 13 marca  (5+8) gdy spirala zacznie działać, Ale to będzie dopiero początek. Sierpień zapowiada się jeszcze ciekawiej, a potem grudzień. W wierszu Lechonia jest także ukryta przepowiednia wybuchu Betelgezy, która jest słońcem.(„złota kula słońca …upadła).  Wpadłem na słowo Idy Marca, po wskrzeszeniu przez signe mojego starego wpisu o web-bot, gdzie zajrzałem i znalazłem najnowsze przepowiednie na 2012. Moje pająki webowe są inne, może mniej dokładne ale mają większy zasięg, bo web-bot zbiera wyłącznie angielskie słowa, a ja mam dostęp do kilku innych języków. Przed północą nie wysyłam więcej pająków na poszukiwania. Jutro będzie lepsza okaazja. Dobranoc. :-)

Jaskółcze Ziele i Wybuch Betelgezy

25 Styczeń 2012 by

Muszę często grzebać w osypiskach codziennej mowy, by znaleźć zagubione ametysty słów. W ten sposób odkryłem Aptekę Pana Boga, a w niej cudowne zioło glistnik zwany także jaskółczym zielem (Chelidonium majus). W jego łodydze i korzeniach jest żółtopomarańczowy sok, którym trzeba posmarować lekko powieki, aby usunąć zaćmę.”Liść jaskółczego ziela myje się i rozciera miękką oś liścia między zwilżonym kciukiem i palcem wskazującym. Tym maceratem smaruje się zamknięte oczy przesuwając palcem wskazującym w kierunku kącików oczu.” Proste jak kij i jasne jak supernowa. Tyle, że glistnik nie lubi zimy, więc muszę poczekać do przylotu jaskółek, bo on  pojawia się wtedy koło przydrożnych rowów. Gdzie mam szukać rowów w Londynie jeszcze nie wiem, ale Uroczysko jest bogate we wszystko. Jeśli nie znajdę zioła, to wykopię rowek w ogrodzie i poproszę glistnika o przybycie. W tymże osypisku znalazłem przepowiednię o roku 2012. Pod koniec roku, około października, pojawi się na niebie drugie słońce. Ten fenomen będzie spowodowany wybuchem olbrzymiej gwiazdy Betelgezy („Ręka Olbrzymki”) w konstelacji Oriona. Jest ona ósmą najjaśniejszą gwiazdą na niebie, na jeden obrót wokół własnej osi potrzebuje 17 lat (też osiem), a jej namiary są 5.55.  W moich obliczeniach, jej transformacja w supernową w tym smoczym roku jest nieunikniona, bo tak mówi Fibonacci. Noc zamieni się w dzień, ludzie będą krzyczeć „koniec świata” i świat wywróci koziołka, po którym oprzytomnieje i wszystko będzie inaczej niż dotąd. Nie pytajcie mnie jak, bo nie wiem, ale wierzę, że zmiana na dobre jest nieunikniona. Z moich prywatnych obserwacji wynika, że niedawny wybuch olbrzymiej plamy słonecznej na naszej gwieździe był sygnałem zbliżającej się śmierci Betelgezy.”W najbardziej optymistycznym wariancie nadwyżka neutrin będzie widoczna na tle sygnału pochodzącego od neutrin ze Słońca już kilka miesięcy przed wybuchem” (Foton. zima 2009, Instytut Fizyki UJ). Dokładnie tak.  PS. Naukowcy wyśmiewają takie przepowiednie, ale sami sobie zaprzeczają: „Chociaż jest możliwe, że Betelgeza wybuchnie za naszego życia, nie jest to prawdopodobne. Pewnego dnia, Betelgeza stanie się supernową. To wydarzenie jest tak samo prawdopodobne za tysiące lub miliony lat, jak i jutro.”(Earthsky- a clear voice for science, 19.12. 2011). :-D

Skojarzenia w Roku Smoka Akwenów

24 Styczeń 2012 by

Mknąłem na mym rączym rumaku Ergometrze ku mglistej mżawce na zadeszczonym horyzoncie nowego dnia. Smog to gęsta mgła, smoke to dym, smok metamorfozi się w dragona, a on jest żołnierzem i wykonawcą drakońskich praw. Przedsmak smoczego postępu dostrzegłem, gdy z miarowego stępa przeszedł w trucht, ruszył kłusem i  nagle gnał galopem ku akwenom nieznanych strumieni czasu. Anglosaski draca przemienił się nagle w polską drakę. Wybuchła chryja i ochrypły drań dał w ryja dragonowi husarów cesarza. Skrzydlaty gryf gruchnął draba w łeb i konkordat Lubljany lubującej się w unii lubelskiej prysnął w nicość. Wierzyciele, pełni wiary w smocze smajle, byli okrutnie oszukani przez wierutnych bankoszustów. Łasice łaszczyły się wokół dziury w bliźnie kadłuba na mieliźnie. Pogrzebek muszlał się w mule na dnie akwenów. Dno dnia było blisko w bezdennej ciemności cichobieżnych mgławic. W mroku drakońskich prajęzyków ukazało się słowo „derg – widzenie”, bo wzrok dragona przenikał tajemnice ziemi, z której się zrodził. Smok-widun wiedział i widział ostrymi ślepiami, co ma chronić lub unieszkodliwiać, gdy ział ogniem strzegąc skarbów życia. Pterozaury i wiwerny wychylały się rzadko z jaskini podwawelskiej, bo wrony im krakały o Kraku, który chciał ich zguby. Krak wysłał synów Kraka juniora i Lecha, aby zabili całożerców, ale Lech zginął z ręki brata, a pterozaura podstępnie zabił pierwszy misjonarz rzymski, który udawal szewca i zwał się Skuba. W uznaniu jego zasług święto Skuby polega na nurkowaniu bez skafandra w rzekę Wisłę w poszukiwaniu szkieletu smoka, który zżarł owcę nadziewaną siarką i zgasił zgagę piciem wielu litrów wody, co sprawiło że utonął.  PS. Smoczek dla niemowląt i dorosłych to talizman chroniący przed magią Roku Smoka. Ssijcie ile sił.

Rzeczywistość Tonie w Morzu Snów

22 Styczeń 2012 by


Ostatnie wydarzenia na światowej scenie medialnej przekonały mnie, że to co umownie nazywamy rzeczywistością tonie w morzu snów coraz szybciej. Każdy teraz ma licencję na tworzenie własnych złudzeń i nazywania ich faktami. Ze mną włącznie. Zacznę od tragedii „Titanica”. Sto lat temu, w 1912r. niezatapialny liniowiec uderza w górę lodową i tonie. Na pokładzie było dość szalup ratunkowych dla pasażerów 1szej klasy, ale biedota 3ej klasy nie miała ani szalup ani szans na uratowanie i utonęła. Tuż przed wypłynięciem Tytana, rzeczywistość zaczęła się kruszyć. Najpierw omal że nie doszło do kolizji ze statkiem New York, bo kilwater (wir zabijaka) Tytanika oderwał jego przycumowanie. Celem rejsu Tytanika był Nowy Jork, więc niektórzy przesądni pasażerowie wysiedli ze statku i ocalili sobie życie. Innych zabobonnych uciekinierów przeraził wygłup palacza, który wylazł przez atrapę komina statku, pokryty czarną sadzą. Diabeł złud tkwi w takich właśnie bezsensownych szczegółach
W 2012 tytaniczny liniowiec Concordia uderza w niewidzialną i rzekomo nieistniejącą  podwodną skałę i tak zaczyna się  ”sen nocy zimowej”. Tuż przed awarią z głośników płynęły dźwięki melodii z filmu Titanic. Rozmarzony kapitan stał na mostku ze swą pasażerką na gapę, blondynką z Mołdawii, której chciał pokazać z bliska światła wysepki Giglia co brzmi jak angielski „chichot”–giggle. Nagły wstrząs, robi się ciemno. Schettino wpada teraz w głęboki trans, wykonuje  manewr który ciska Concordię na mieliznę blisko brzegu i dzięki temu ocala życie niemal wszystkich ludzi na liniowcu. Po tym wyczynie kapitano poślizgnął się i wpadł w szalupę razem ze swymi oficerami i ukochaną, której potem śniło się, że do samego końca stała bohatersko przy jego boku na mostku. W tym czasie Schettino kierował ewakuacją z szalupy, mimo że jak sam powiedział było ciemno choć oko wykol i dlatego nie mógł wrócić na statek. Oczywiste senne rozdwojenie jaźni. Rzeczywistość osiadła na mieliźnie, ale to pewnie złuda.
W Polsce też królują sny. Tragedia smoleńska chybocze się do dziś na pograniczu jawy i złudzeń. Smok wawelski śni o potędze, koszmarne iluzje spiskowe rodzą się i umierają, a teraz nowe złudzenie: w kokpicie nie było pilotów, tylko generałowie pod gazem i dygnitarze Samolot nie uderzył w drzewo, ale rozbił się bo nikt nim nie sterował. Albo: gdy samolot się rozbił, piloci wylecieli z kabiny, a generalicja wpadła do niej. Sen trwa, znicze płoną, ludzie modlą się o przywrócenie wolności. Złuda kłębi się nad Warszawą.
A tymczasem u braci Czechów, ludzie widzieli gmach, którego nie było. Ten cytat z rmf24.pl  mówi sam za siebie: „Szpital w południowo-morawskim mieście Kyjov przez kilkanaście lat nie spostrzegł, że brakuje w nim budynku, za którego budowę zapłacił. Stratę – jak podały czeskie media – przypadkowo zarejestrowała kontrola badająca coś zupełnie innego.Prawdopodobnie nikt nigdy nie spostrzegłby tego, że nie powstał, gdyby nie problemy z jakością pozostałych wykonanych prac.” O, jawo moja, gdzie ty?” :-o

Pośnieżki, Omomiłki i Skoczogonki

21 Styczeń 2012 by

” Na śniegu możemy zaobserwować wiele ospale poruszających się owadów. Najmniejsze z nich, należące do owadów bezskrzydłych, to skoczogonki, które przy masowym występowaniu  powodują, że śnieg przybiera kolor ich ciała, np niebieski, różowy czy zielonkawy.Większe to różne muchówki, przypominające pokrojem ciała komary, oraz pośnieżki wyglądające jak pozbawione skrzydeł wojsiłki. Po śniegu wędrują też w cieplejsze dni larwy omomiłków, pospolitych latem chrząszczy o jaskrawo pomarańczowych ciałach” (Kwartalnik Wigry 4/2004)
Niebieski śnieg musi wyglądać bajecznie, ale aby go zobaczyć musiałbym pewnie pojechać na Suwalszczyznę – trochę za daleko na spotkanie z tymi malutkimi stworami z innego świata. Kuzynem omomiłka jest zmięk żółty. Inne sympatyczne (ale drapieżne) chrząszcze do notatnika nazewniczego to koślawka, złotka o świecących zielono pokrywach, omięk i poskrzypka liliowa, która ma czerwone pokrywy. I to tyle na sobotnie zabawy dobranocne.

Ksywe Pokusy Sennego Nazewnictwa

20 Styczeń 2012 by

Dawno temu nazywałem się Marcin Kłos. To było w czasach konspiracji, gdy prawie każdy miał jakąś podziemną ksywę dla zakamuflowania swojej prawdziwej identyczności. W pewnym sensie zmiana nazwiska pozwoliła mi stworzyć sobie sen na jawie, w którym Kłos mógł zginąć od kuli w łeb, ale ówczesny Widun kontynuowałby swoje normalne życie. Pseudonimy, ksywy, anonimowość są dziś nagminne, głównie dlatego że internet to nasze nieświadome pole snów. W prawdziwym śnie dzieje się to, co tak celnie opisał chiński filozof i poeta Zhuangzi :”śniłem kiedyś, że jestem motylem, i teraz nie wiem już, czy jestem Czuang-tsy, który śnił, że jest motylem, czy też jestem motylem, który śni, że jest Czuang-tsy.” Mam wrażenie, że w internecie jesteśmy coraz bardziej skłonni być kimś innym i dlatego tak chętnie przyjmujemy coraz inne ksywy, otwieramy nowe blogi , bo wtedy zmieniamy łatwo nasz sen na jawie. Wczoraj Antrim, dziś Widun, a jutro…kto wie? może Hołoszeń, Przygiełka, Kłoć, Oczeret albo nawet Ponikło. Te ksywy to nazwy trawiastych roślin z rodziny ciborowatych, w rzędzie wiechlinowców, wśród których jest bliska mi z wielu powodów trzcina papirusowa i jej produkt, papirus zwinięty w internetowe czasopismo Zwoje, gdzie wyśniłem sobie garstkę mojej poezji i prozy. Ubolewam nad tym, że anonimowi internauci nie sięgają po ksywy do świata owadów, ptaków, roślin a nawet miejscowości, które dałyby im klucz lub wytrych do nieznanych komnat śnienia. Każde takie fantastyczne słowo-ksywa to Sezam pełen klejnotów, oczekujących na śmiałych zaglądaczy. Mój trawiasty Papirus dał mi już wiele intrygujących skojarzeń, które pozwalają mi lepiej zrozumieć pewne wydarzenia w życiu, spotkania, skłonności itp. Dla Greków np papirus był nazwą rośliny, ale ten do pisania „gęsim piórem” nazywali byblos, skąd poszły takie słowa jak biblia, biblioteka i bibliofilia. Moja ksywa z innego bloga, antrim, to nie tylko nazwa ulicy na której mieszkam, ale także anagram mojego trzeciego imienia Marcin, w jego angielskiej wersji martin. Kojarzy się ładnie i składnie. Mam nawet mglisty zamiar propagowania tej idei pseudonimów ze świata natury dla znanych i nieznanych osobowości, miejscowości i rzeczy. Śnijmy, byle śmiało, a kto wie jak to może odmienić naszą nijaką rzeczywistość.

Poplątany Szyfr Symbolicznych Snów

18 Styczeń 2012 by

Mój niedawny (11.1) sen o wyspie Bornholm był lekcją pokory w sztuce odczytywania szyfru sennych znaczeń. Sen jest wydarzeniem w innym wymiarze, który przynosimy do jawy w postaci słów, bo tylko tak potrafimy go utrwalić w rzeczywistości. Ale słowa składają się z liter, a te mogą wkazywać na liczbę, inne słowo, anagram lub ukryte w nich znaczenia. Instynkt podszepnął mi, że kluczowym słowem w moim śnie była „wyspa” czyli „holm” w słowie Bornholm. Inny kluczem było słowo „katastrofa„, którym określono zasypanie wyspy 10-metrowym śniegiem w grudniu 2010. Inne znaczenia były tak zakamuflowane, że ich  trafne odczytanie było praktycznie niemożliwe. Tak np actor Sir Ian Holm miał rolę jako „głos Boga” w propagandowym filmie Partii Zielonych pt Waterbabies „Dzieci Wody podkreślają problem globalnego ocieplenia w stylu nerwowego obgryzania paznokci, pokazując dziecko po brodę w wodzie, która powoli podnosi się. Spokojny, ale pełen grozy Głos niewidzialnego aktora (Sir Ian Holm) wyjaśnia, że lód polarny topnieje i że możemy oczekiwać podniesienia się poziomu morza o 3 metry w ciągu obecnego stulecia. Oczywiście, dziecko jest metaforą następnego pokolenia i zagrożenia ludzkości.” Lód polarny-góra lodowa-Titanic? Holm był także niewidzialnym głosem w fantazji filmowej pt „Ostatni Dragon” – skojarzenie ze stojącym na progu Rokiem Wodnego Dragona. Jest kilka innych kluczy liczbowych, ale nie będę was nudził moimi nieudolnymi próbami tłumaczenia proroczych snów, których znaczenia są dla mnie widoczne dopiero teraz. Szkoda, że nie jestem jasnowidzem, chociaż wątpię czy taki talent pozwoliłby mi powstrzymać kapitana Concordii od jego teatralnych popisów dla mieszkańców wyspy Giglio (właścicielem liniowca jest globalna firma multimilionerów „Karnawał”). Precyzyjna interpretacja słów, liter, obrazów i znaczeń, wirujących w sennej podświadomości, nie jest dla takich początkujących guglomaczy jak Widun. Pokora niebo przebija. Amen.

Drgawki Czasu, Dni Tygodnia w Chaosie

18 Styczeń 2012 by

Ostatnio zauważyłem u siebie interesujące zmiany. To znaczy, te zmiany nie mogą interesować nikogo innego prócz mnie, bo mało kto, a właściwie nikt, nie wie jaki byłem do tej pory. Ale to nieważne. Napomknę o nich półgębkiem, tak aby pozostawić jakiś ślad w tej niesamowitej galaktyce miliardów blogowych świętojańskich robaczków , które świecą jak nieznane gwiazdozbiory w kosmosie internetu. Moje zmiany dotyczą mojego zmysłu czasu, intuicyjnych fleszów, dostrzegania przedziwnych skojarzeń, których nikt nie widzi albo nie chce widzieć, intensywnego śnienia i zimowej śpiączki, której mógłby mi pozazdrościć każdy niedźwiedź. Od kilku dni jestem całkowicie zdezorientowany co do dni tygodnia. Wczoraj  byłem przekonany, że jest piątek i dopiero po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że jest poniedziałek. Okazało się wkońcu, że to był wtorek, ale o tym przekonam się dopiero jutro, bo czyli dziś bo piszę po północy albo coś mi się wydaje  że ktoś manipuluje moim  kalendarzem. Intuicyjne przebłyski są niepokojące, bo podświadomie oczekuję jakichś poważnych zaburzeń w porach roku, miesiącach i co za tym idzie w klimacie, pogodzie i niepogodzie. Wahania temperatury są zwariowane- od przymrozków do nagłych ociepleń. Do wielu przedziwnych skojarzeń muszę zaliczyć nazwisko tchórzliwego kapitana rozbitej Concordii (Francisko Schettino) z naszym ex-marszałkiem Sejmu, Grzegorzem Schetyną. Nie ma między nimi żadnych podobieństw, chyba że uznam Sejm za wycieczkowy liniowiec, a posła Schetyne za kapitana, którego usunęła z mostku siła wyższa. Mam wiele innych skojarzeń słownych, które są jak brzęczenie budzików, ale klikam na „drzemkę”, bo moment na przebudzenie jeszcze nie nadszedł. Gdy nadejdzie, to może nawet się odezwę i objawię moje znaleziska.

Sen Nocy Zimowej

17 Styczeń 2012 by

Gdy wychodzę z pomrocza pszczelich heksagramów
Zegary bez wskazówek liczą czas zimowy.
Moje sny się tłumoczą w śnieżnej zawierusze
Malując mi na biało czarne przywidzenia.

Dzień  jarzy się niemrawo w poświtnej szarzyźnie
Kalendarz się zamknął na nieznanej dacie
Za oknem pohukuje zagubiona sowa
Wicher w gniewie bezsilnym szarpie czarnochmury.

Zniknęłaś mi w zamieci kryształowych złudzeń
Śnieg zmazał twoje ślady. Zagubiony w ciszy
Wstrzymam oddech na chwilę, jeden krótki moment
W którym może usłyszę głos twojej tęsknoty.

Foto Gemma Grass-Orkin, Avoriaz ,French Alps ©2012

tekst  Stefan Grass  ©2012

Poniedziałek Leśmiana: Słowa

16 Styczeń 2012 by

Anim chodził do boru po sny -
Anim patrzał na słońce przez lny,
Jenom widział, jak rzucony wzdłuż
Cień mój powstał, by nie upaść już.

Anim patrzał na słońce przez lny,
Anim chodził do boru po sny -
Jenom widział, jak w wiosenny czas
Z cieniem moim Bóg spotkał się raz…

Może innych kwiatów wśród zieleni bruzd
Jęłyby się dłonie, dreszczem czynne -
Może by upadly z niedomyślnych ust
Jakieś inne słowa – jakieś inne

Może by i słońce zniewoliło nas
Do spłynięcia duchem w róż kaskadzie,
Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz,
Ale w innym lesie, w innym sadzie.

Zrujnowany Luksus na Mieliźnie

15 Styczeń 2012 by

Korci mnie ostatnio założenie własnego czasopisma pod wielu mówiącym tytułem „Przewidun Roku Smoka”. Tylko tam moi czytelnicy mogliby się dowiedzieć o symbolice codziennych wydarzeń, spłaszczonych w trywialne sensacje przez medialną klikę. Globalne śnienie i jego działanie na wszystko co się dzieje na tej planecie nie jest ani dobrze znane ani badane. Jung przewidywał coś takiego, ale w jego czasach nie było jeszcze tej zbiorowej świadomości ludzkiej, która objawia się dziś coraz silniej w kontaktach sieciowych. Psychoanaliza interesuje się głównie naszym śniącym ego, którego niektóre sny mogą odzwierciadlać zbiorowe myśli ludzkości, ale nawet wtedy będą z pewnością interpretowane w osobistym kontekście śniącego. Od pewnego czasu myśli i sny ludzkości przygotowują świat na gruntowne zmiany, które są konieczne aby uniknąć powrotu do jaskiń troglodytów. Protesty przeciw arogancji  multimilionerów i spekulantów, rewolty w krajach arabskich, postępuące osłabienie ekonomiczne Europy i bezradność polityków to sny ludzkości, które powoli budują nową rzeczywistość  z tworzywa śnienia. Awaria luksusowego liniowca i jego tysięcznej rzeszy bogatych pasażerów to ujawniony sen, który prawdopodobnie zasiliły swoja energią psychiczną te stosunkowo małe, ale odważne i pełne determinacjo grupy protestujących. Nasza rzeczywistość to też sen, przeniesiony z tego świata, gdzie spędzamy jedną trzecią naszego życia. Finansowa strata tego liniowca jest już olbrzymia, ale to zaledwie początek problemów tej amerykańsko-izraelsko-brytyjskiej firmy, której dyrektorzy są wśród najbogatszych biznesmanów świata. Mój „Przewidun” powinien napomknąć także o drobnym,ale symbolicznym fakcie: wycieczkowiec wyruszył w swoją fatalną podróż w piątek 13 stycznia. Wieczorem tego dnia leżał bezsilnie, półzatopiony na mieliźnie u brzegów Włoch. Smok objawi się w pełni swej siły dopiero za siedem dni, ale Przewidun już dostrzegł jego pierwsze falowanie.

Śnież Mi Się, Śnij Mi Się Kryształowo

14 Styczeń 2012 by

Okruchy śniegu,
Siecią swych fal
Zasnuły w biegu,
Bezbronną dal.
B.Leśmian: Noc zimowa
W zimowo bezśnieżnym Londynie uszczknięty księżyc ślizga się po niebie i zasnuwa blaskiem moją bezsenną noc.Angielski snow, nawet gdy śnieży kryształkami płatków, nie potrafi wyczarować snów. Niemiecki Schnee też mógłby się nauczyć jak tworzyć moje szny, zamiast zawieruszać się w białej zawiei. Łacina i romańskie nazwy: nix, neve, neige, nieve, uczciwie przyznają się, że nie wiedzą nic a nic o tych misternych kryształkach śniegu-śnienia. Medytując nad tymi nazwami, doznałem nagłego olśnienia, że nawet bez śnieżenia, śnienie to także te piękne wielokształtne, geometrycznie doskonałe kryształki. Tutaj schowana w zaspach naszej jawy kryje się kryształowa natura snów/snow. Indywidualne sny w ich prawdziwej postaci są dla nas niewidoczne, bo to co przynosimy ze sobą po obudzeniu jest śniegiem śnień, który często nie wygląda jak zaśnieżone pole, bo to co jest białe w śnieniu, jest czarne na jawie i odwrotnie. Fińskie słowo „lumi” ma w sobie iluminację, bo tutaj śnieg i śnienie zbliżają się ku sobie w pojęciu tworzenia nocnej jasności i wyjaśnień w postaci symbolicznych wielokątów. Tak jak śnieg jest zamrożoną wodą, tak sny należą, w pewnym sensie, do żywiołu wody. Świat astralny jest domeną wody, tak jak świat myśli należy do ognia. Cztery żywioły to tylko popularne nazwy na różnego rodzaju częstotliwości. Przeszło rok temu (grudzień 2010) intrygowały mnie te kryształy i napisałem wtedy: „Jest bardzo mało prawdopodobne,aby  dwa płatki śniegu mogły być dokładnie takie same w związku z ok. 1019cząsteczek wody, które tworzą jeden płatek i rozwijają się w różnym tempie i w różnych kierunkach w zależności od zmiany temperatury i wilgotności w atmosferze.” Każdy płatek to perfekcyjny sześciokąt, który pojawia się w niezliczonych formach. „Cząsteczki wody układają się w strukturę plastrów miodu. Ale dlaczego raz rosną one w cienkie igiełki, kolumny lub płytki, a innym razem przypominają rozgałęzioną paproć lub gwiazdę? Co kieruje molekułami wody, że dołączają do rosnącego kryształu akurat w tym, a nie innym miejscu, nie zaburzając przy tym jego sześciokątnej symetrii? To wciąż zagadka.” No, to właśnie tak jak jest z płatkami śnienia – zmienne heksagramy, tworzone przez nasze płynne uczucia i emocje. Tak jak chińskie heksagramy proroczego I Ching. Walc płatków śniegu – Waltz of Snow Flakes  Czajkowskiego – Royal Ballet. Kojąco działa w 
śnieżnym przedśnionku .


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.