Mając za sąsiadkę z naprzeciwką znaną aktorkę, nie muszę chodzić do teatru. Sheila B. potrafi zainscenizować dla mnie detektywistyczny dreszczowiec na podeście między naszymi drzwiami. Tak właśnie stało się wczoraj(akt I) i dzisiaj (Akt II). Dramat zaczął się wczoraj, gdy u moich drzwi pojawił się zaniepokojony kuzyn sąsiadki, inspektor Scotland Yardu.. Spytał jak dawno ją widziałem, bo od kilku dni Sheila nie odpowiada na telefony. Poprzedniego wieczora widziałem tylko jej czarny wór na śmiecie na podeście. Kołataliśmy razem do drzwi, ale nie otworzyły się., Kuzyn wsunął przez pocztową klapkę w drzwiach swój bilet wiytowy z prośbą aby zadzwoniłą jeśli żyje. Później telefonowały do mnie liczne gwiazdy londyńskich teatrów, bo Sheila wszędzie zostawia im mój numer telefonu – na wszelk iwypadek. Przed północą rozważyliśmy wspólnie różne scenariusze: atak serca, udar, samobójstwo i morderstwo. Poszedłem spać, ale duch sąsiadki nie odwiedził mnie.Dziś rano zadzwoniłem, zapukalem, ale odpowiedziała mi głucha cisza. Później zdawało mi się, że słyszę radio przez ścianę. Napisałem dramatyczny list-ultimatum. „Daj znak życia, albo zawołam policję i wywalimy drzwi”. No i poskutkowało. Sheila, ubrana do wyjścia, stała na scenie podesty i zagrała happy ending: nowy prowider telefonów, osławiony Virgin, odłączył jej telefon i zapomniał ją o tym powiadomić. Jest w tym jakiś durny morał, albo nawet kilka, ale nic mi do głowy nie przychodzi, bo jestem teatralnie wykończony hałasem eksplodujących sztucznych ogni nad głową.
604. Sąsiadka-Aktorka Z Naprzeciwka
6 listopad 2009 - autor: stefan603.Mokre Liście Dymią Na Wzgórzu
4 listopad 2009 - autor: stefan
Wchodzimy w okres palenia zeschłych liści, rytualnych ognisk i fajerwerków na jutrzejszy dzień Guy Fawkes’a (remember, remember, the fifth of November), deszczu i zimnych wiatrów, ścigających bezlitośnie ostatnie liściaste niedobitki. To jest okres zamykania okien aby nie mieć zadymionego mieszkania, bo w okolicznych ogrodach są już nagromadzone sterty zeschłych liści i nieżywych gałązek i podpalacze czekają z żagwiami, aby je podpalić gdy tylko wiatr zacznie dmuchać w naszym kierunku. Melancholia wlecze powłóczyste szare suknie po niewidocznych ścieżkach i chmury nad Wzgórzem kopiują jej nastrojowe ubiory. Szaro, zimno,robi się cimeno o czwartej, ale w moim pokoju przytulnie i chwilowo spokojnie. Szaman szczepowy opowiada mi jakieś stare dzieje z Ksiąg Yehu Noha.
602.Listopadowy Wachlarz Tematów
3 listopad 2009 - autor: stefanJestem typową Małpą chińskiej astrologii: skaczę z jednej gałęzi drzewa wielu tematów na drugą. Dziś jest dzień moich tematycznych podskoków.
„Cud” w Sokołówce:
Hostia to mąka pszenna i woda, pieczona w specjalmych szczypcach. Wyrób jest w rękach ludzi. Ludzie krwawią, gdy się przypadkowo zranią. Ale producent hostii nie będzie marnował całej produkcji z racji paru kropel krwi. Tajemnica wyjaśniona. Niestety, te krwawiące hostie z pulsującym sercem, a czasem płomieniami, to uświęcony tradycją ssposób przyciągania pielgrzymów i gotówki. Są we Francji, Włoszech, Wenezueli, a teraz w Sokołówce.
Urywki z Gazali Rumi’ego
Sem i onam obracím se, děcko – srdce utišit. Usne dítě na kolébce, jak jen kolébáme ní (Tu i tam się obracałem, by uciszyć dziecko-serce. Dziecko zasnęło jak gdybym je kołysał w kolebce.) Ucisz serce -kołysaniem.
Nie smuć się. Wszystko co stracisz, powróci do ciebie w innej formie.
We rarely hear the inward music, but we’re all dancing to it nevertheless.
Rzadko słyszymy wewnętrzną muzykę, ale jednak tańczymy do jej dźwięków.
Taniec Derwiszów
Taniec wirujących derwiszów jest rytualną medytacją nad boską miłością. Melodia płynie z trzcinowego fletu i małych bębenków Słowa, nawet sylaby recytacji są połączone do strof muzycznych. “Muzyka tańca derwiszów nie da się zapisać w nutach. Nuty nie mogą zawierać w sobie duszy derwisza.”
601. Zapiski Na Luźnych Kartkach-1
2 listopad 2009 - autor: stefan
Mam sterty takich luźnych kartek, a na nich pozapisywane drobne, trywialne znaleziska, krople z przepastnej studni web-wiedzy. To jest innego rodzaju wiedza od tej, którą zdobywa się na szczeblach formalnej edukacji. Web-wiedza składa się z rzetelnych naukowo sprawdzonych informacji i chaotycznej masy kłamstw, fantazjowania i bezdennej ignorancji. Nie znam żadnych niezawodnych sposobów na łowienie prawdy w mętnych wodach internetu. Web-wiedza to piękna, elegancka kobieta, ale zgaduj zgadula czy ona jest wymarzoną księżniczką z bajki czy tylko wysokiej klasy kurtyzaną. W moich zapiskach przyjmuję zasadę przyglądania się temu zjawisku bez wydawania o nim takich czy innych opinii . Ważne jest to, co mnie zaciekawiło. Ile w tym jest prawdy, nie wiem. Niech to osądzają moi czytelnicy. Wczoraj pojawiło się w mojej świadomości słowo „hetman”. Łatwo się było skapować (łac. caput-głowa), że to adaptacja z niemieckiego „kapitana – Hauptman”, czyli taki facet który musi mieć głowę, aby stać na czele jako naczelnik (ang. headman). Zmieńmy jedną literę i hetman staje się hitman’em, a ten to staropolski „głównik -mężobójca anglosask. „morderca do wynajęcia”. Tutaj pojawił się jeden z tych przedziwnych zbieżności semantycznych. W 1998 były prezes Narodowego Banku Ukrainy i lider parlementarnej grupy „Niezależni”, Wadym Hetman, padł ofiarą hit mana, Sergieja Kulewa, który zastrzelił go w windzie. Hetman był uważany za wpływowego politycznego sojusznika przyszłego prezydenta Ukrainy, Juszczenki, który był także wice-prezesem Banku. Sam Juszczenko ledwie uszedł z życiem, gdy usiłowano go otruć dioksynami. Wyszedł cało, ale oszpecony bliznami na twarzy. Najbardziej znany z historii polski hetman, Stanisław Żółkiewski, zginął w bitwie z Turkami, którzy odcięli jego głowę i wysłali ją do Konstantynopola jako trofeum. Morał tej semantycznej opowiastki jest taki, że hetman kryje w sobie tego podstępnego mordercę, hitmana, i lepiej go unikać. Pod każdą postacią.
600. Listopadowe Liście i Graffiti
2 listopad 2009 - autor: stefan
Wczoraj, jak przystało na pierwszy dzień listopada, wiatr zrywał liście garściami i usiłował utkać gustowny kobierzec pod murem – na złość graffitom, które w nieznanych mi bliżej gryzmołach usiłowały odnotować jakiś protest. Za tym murem jest szkoła, więc nie wykluczam, że to była jakaś lokalna vendetta. Wiatr nie nadaje się do takich subtelnych zadań jak tkanie kobierców, bo w jednym porywie składa liście w jakiś wzór, a już w następnym rozrzuca swoją liściową składankę w taniec zwiędłych baletnic. Odwiedziłem pamięciowo kilkanaście grobów w Polsce, kilka urn z prochami w Anglii, które tutaj często stoją nad kominkiem w salonie i jakoś nie robię takiego makabrycznego wrażenia jak groby z aniołami z kamiennym obliczem. Moje prochy będą ewentualnie rozsypane w dębowym gaju na Wzgórzu Pierwiosnków. Pokryjomu, w małych szczyptach, bo oficjalnie tego tutaj robić nie wolno. Dobranoc
599. Halloween Księżyc We Mgle
31 październik 2009 - autor: stefan
Mam wrażenie, że o takim księżycu ludzie mówią, że jest w lisiej czapie, ale nie jestem pewien na 100%. Dynie cieszą się od wczoraj wielkim powodzeniem, chociaż widziałem kilka okien z papierową maszkarą, bo drążenie takiego olbrzymiego „pumpkina” aby wstawić świecę wymaga sporo czasu i nie każdy kwapi się do takiej harówki sobotniej. Wigilia Wszystkich Świętych to noc czarownic i demonów,
które trzeba odstraszać takimi dyniowatymi gargulcami. Klin klinem, jak się mówi. Chowam głowę pod pierzynę i do jutra nie wychynę. Jutro też jest wątpliwe, bo prognozy pogody są paskudne: deszcz, deszcz i lodowaty wiatr z północy już jest w drodze. Psa z kulawą nogą trudno wygonić, więc może te latawice na miotłac też nie będą mnie odwiedzać. Dyni nie mam w domu, ale postawię w oknie inne straszydła. No, i na koniec znalazłem jakąś przybłędę znikąd. Dobranoc.
598. Makabryczny Taniec na Lodzie
30 październik 2009 - autor: stefanNie mam pojęcia dlaczego, ale wygląda mi na to, że w tym roku cmentarne obrzędy obcowania z duchami zmarłych zaczęły się w Polsce od dzisiaj i będą trwały aż do wtorku. Nie wypada w tej delikatnej sytuacji wypisywać jakieś lekkoduszne bzdury na językowe tematy, a cytowanie Dziadów wzbudza we mnie pusty śmiech i widziadła a kysz! A kysz! Jednak coś chyba wpisać wypada, zanim ulotnię się stąd i zostawię was do waszych smętnych wędrówek po smętarzach. Francuski kompozytor Camile Sans Saens napisał dawno temu Danse Macabre i tutaj jest jedyna możliwa do oglądania i słuchania interpretacja tego utworu w postaci upiorzyc w mini-spódniczkach krążących na łyżwach wokół ślizgającego się wśród nich zgubionego ducha jakiegoś młodzieńca. „Czas odemknąć drzwi kaplicy, Zapalcie lampki i świcy…”
597. Jesienny Odlot Liścioptaka
29 październik 2009 - autor: stefan
Liście na drzewach to sfrustrowane ptaki, zwłaszcza gdy nadejdzie jesień i pora na odlot do ciepłych krajów. Czerwienią się na samą chlorofiliczną myśl o zielonych baobabach i żółkną z rozpaczy, gdy przylatuje wiatr szaławiła i pozwala im lecieć nie dalej niż najbliższa kałuża albo mokra trawa pod sąsiednimi drzewami. Z roku na rok liście dyskutują nad tym jak stać się stadem ptaków i zamiast spadać haniebnie na ziemię, utworzyć ne niebie kolorowe klucze liścioptaków i powędrować do Afryki. Niektóre liście zmieniały kształt i nawet nauczyły się wirować albo lecieć w baletniczych podrygach, ale to nie na wiele im się zdało. Dopiero w tym roku pojawił się na jednym drzewie w mojej okolicy prawdziwy liścioptak i zdążyłem go sfotografować zanim odleciał z kluczem żurawi do egipskich piramid. Reszta liści gapiła się na tego odmieńca z mieszaniną zdumienia i zielonej zazdrości. Ten prototyp liścioptaka będzie ciągle poprawiany i ulepszany, jak to bywa z każdą wersją Mark-1, ale za kilkaset lat możemy oczekiwać masowych odlotów jesiennych liścioptaków, od których niebo będzie kolorowa jak tęcza Noego albo jak sąsiedzi mówią o tym pięknym zjawisku: „duha je obrazem svetla ve vodnich kapkach”.
596. Wrzeciono z Nitkami Pamięci
28 październik 2009 - autor: stefan
Dawno temu Kachna, moja domowa żona-prządka, siedziała wieczorami przy kominku z kołowrotkiem (to ten sam, na zdjęciu), stopa na pedale przęślika z groźną definicją „koła zamachowego” i zwijała nici z owczej wełny. W hrabstwie Kent był taki owczarz, który sprzedawał taniutko cały worek wełny do czesania dwiema grzebieniami z metalowymi kłami, a potem do przędzenia motków na szydełkowanie pięknych swetrów, pulowerów itp. Ech, to były czasy… Kołowrotki i ten czeski „jednoduchy swisly hrzidel otoczne ulożeny jednim koncem w lożiskach” *czyli wrzeciono, były symbolem kobiecej przewagi technologicznej nad chłopami od czasów epoki lodowej. Znalazłem to zdjęcie kołowrotkai od razu napłynęły wspomnienia dawnych lat. Widocznie wrzeciono to symbol pamięci, nawijający nitki czasu z różnych źródeł – od kokonów motylich poprzez włókna lnu i konopi do sierści zwierzaków. Mam wspomnienia utkane z owczej wełny, ale szukam w nich i próbuję znaleźć delikatne desenie z jedwabiu, a czasem tnapotykam się także na siermiężne pasy ze zgrzebnych konopi. Czy ludzka pamięć to szczodry dar prządek z niepamętnych czasów? Kto wie, kto wie…
595.Ośli Łeb na Londyńskim Platanie
27 październik 2009 - autor: stefan
Największą uciechę sprawia mi szukanie i znajdowanie w moim fotoszopie szczegółów zdjęć które dopiero tutaj prezentują mi swoje prawdziwe oblicze. Na oryginalnym zdjęciu był sobie taki zwyczajny, stary platan londyński. Dopiero po odcięciu tego fragmentu całości ukazał się łeb osła wołającego o siano. Czesi twierdzą, że te drzewny „oseł je spoleczne s konem jedinym domestikovanym lichokopytnikem” i z tym trudno się nie zgodzić, bo wygląda na lichokopytnego. Pocieszam się jednak tym, że to bylożravec czyli żre co mu pod pysk podłożyć, ale należy unikać dawania mu wyboru, bo jest bardzo niezdecydowany. Tak jak to zdjęcie wyraźnie pokazuje. Anglosasi twierdzą, że osioł-samiec to ass, a samica- jenny. Amerykanie ciągle mylą „ass” z „arse” i potocznie mówią „mój osioł” zamiast „moja dupa”. Gdy ten stary platan pewnego dnia zwali się na ziemię, potniemy go na deski i zrobimy zn iej ośle ławy ku pamięci tego asinusa, assa, donkeya i mułła.